KSIĄŻKI 

Zjawa – całkiem inna opowieść [recenzja]

W wersji książkowej historia amerykańskiego trapera, Hugh Glassa, różni się diametralnie od tej, zaprezentowanej w  filmie przez Alejandro Gonzaleza Inarritu. I to nie tylko pod względem linii fabularnej. Michael Punke postawił bowiem na absolutną prostotę przekazu i rozłożył estetyczne akcenty inaczej, niż inspirujący się jego powieścią twórcy filmu.
Napędzająca bohatera żądza zemsty, dzięki której był w stanie przetrwać kolejne trudy upiornej wędrówki, brała się w rzeczywistości ze znacznie bardziej prozaicznego powodu, niż ten przedstawiony w filmie.

Oczywiście w obu przypadkach opowieść ma ten sam szkielet, który tworzą historyczna postać i jej przerażające doświadczenia z drugiej połowy 1823 roku po ataku niedźwiedzia grizzly. Na potrzeby filmu scenariusz jednak mocno udramatyzowano, dając Glassowi silniejszy motyw do zemsty na porzucających go na szlaku, dotąd sprawujących nad nim opiekę towarzyszach wędrówki. Obok naturalnej woli przeżycia, napędzająca bohatera żądza zemsty, dzięki której przetrwał kolejne trudy upiornej wędrówki, brała się w rzeczywistości ze znacznie bardziej prozaicznego powodu, niż ten przedstawiony w filmie. Porzucający go Fitzerald i Bridger zostawili trapera bez żadnych środków, które mogłyby umożliwić przeżycie. Zabrali strzelbę, toporek, nóż i narzędzia pozwalające na rozpalenie ognia – bez tego wszystkiego, nie mogący chodzić o własnych siłach Glass był po prostu skazany na śmierć. W tych okolicznościach, tym większe robi wrażenie najprostsze z możliwych zdanie, dwa razy użyte przez autora książki – raz na sam koniec prologu, a potem ponownie, gdy już w wiemy wszystko o opłakanym stanie trapera: „Hugo Glass zaczął się czołgać”.

W książce wędrujemy z bohaterem znacznie dłużej do upragnionego celu, niż na filmowym seansie i to nie tylko przez fakt konieczności poświęcenia większej ilości czasu na lekturę. Poznajemy choćby dokładniej jego życiorys i trzeba przyznać, że od kolei losów Glassa może aż zakręcić się w głowie. Zanim wziął udział w niefortunnej wyprawie Kompanii Futrzarskiej Gór Skalistych, jego życie było nie mniej intensywne. Na pewnym etapie, z powodów od niego niezależnych rozstał się z ukochaną kobietą, której już nigdy nie dane mu było ujrzeć ponownie. Wbrew własnej woli prowadził życie pirata. Bardzo długi czas spędził wśród plemienia Paunisów, choć nic nie wiadomo o tym, by miał zaprezentowanego w filmie,  poczętego z Indianką syna. Punke wgłębia się również w inne życiorysy – kapitana Andrew Henry’ego, drańskiego Fitzgeralda i trapionego wyrzutami sumienia Bridgera – a każdy z nich jest równie fascynujący i stanowiący doskonały materiał na osobną książkę. Autor opowiada  w prosty, opisowy sposób, bez formalnych szaleństw, bez narzucania symbolicznych znaczeń, ale za to z wiarą, że właśnie ów sposób podania tejże historii w postaci suchej wręcz w słowach relacji,  będzie w stanie wzbudzić w nas wielkie emocje i uruchomić  wyobraźnię. Właściwie fakt, że książka i film tak estetycznie się rozjeżdżają, stanowi kolejny dowód na potęgę i elastyczność sztuki. Twórcy obu „Zjaw”, z pomocą innych środków wyrazu zapewniają różnorodność spojrzeń na tę samą, uniwersalną  z ducha historię.

Oba dzieła w równym stopniu fascynują, chociaż jeśli książkę przeczyta się przed obejrzeniem filmu, na dzieło Inarritu będziemy patrzeć trochę krytycznie – jakby reżyser momentami chciał na siłę uwznioślić tę opowieść. Te wszystkie wizje, ten kontrastujący z nimi chaos z pierwszej, genialnej sekwencji potyczki traperów z Indianami, później spadający z nieba lub płonący na prerii ogień i wreszcie, chyba najbardziej kluczowy dla filmu żywioł – czyli woda. W książce to wszystko jest po prostu częścią świata Hugh Glassa, czasem przeszkadzającą, czasem współpracującą. Punke owszem, kiedy mu to potrzebne, również zwraca uwagę na monumentalność przyrody, ale za to  symbolikę znajduje w przypadkowości zdarzeń,  a najczęstszym punktem odniesienia, pozwalającym oderwać się na chwilę od  prozy wędrówki i napędzającego do niej uczucia, staje się dla samotnego trapera niedosiężny nieboskłon. Odległe konstelacje gwiazd, które po wszystkich, ekstremalnych życiowych i podróżniczych doświadczeniach, są już chyba ostatnim elementem Nieznanego, dla podążającego przez bezdroża Glassa. Także zemsta ma inny smak w książce niż filmie – tu o dziwo Inarritu jakby przychylił się do wymagań masowego odbiorcy i z wysokości zszedł nagle na ziemię ( czy raczej do wody), zaś Punke, również w tym wątku wplątując w swą historię elementy fikcji,  świadomie uciekł od eskalacji, kierując ostatnie spojrzenie trapera zupełnie gdzie indziej. Naprawdę warto porównać obie wersje – ta sama opowieść, a jakże inna w swych fascynujących odsłonach.

Fox
Poprzedni

Archiwum X sezon 10 – Mulder i Scully znów na tropie [recenzja]

Dzika Banda
Następny

Poznaj nienawistnego Quentina Tarantino [konkurs]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz