KSIĄŻKI 

Żywe trupy: prawdziwa historia zombie – zombie są wśród nas [recenzja]

Fenomen ten jednak zyskał już tak wielką popularność, że doczekał się wielu naukowych opracowań, z których jednym z najciekawszych jest książka Adama Węgłowskiego – „Żywe trupy – prawdziwa historia zombie”.

Tematyka zombie na dobre zdominowała opowieści grozy i horroru, wypierając wyświechtany motyw wampira. Oczywiście żywe trupy wcale nie są żadnym novum, trudno też mówić tu o jakiejkolwiek oryginalności. A jednak do worka z kroczącymi truposzami można wepchnąć tak szerokie spektrum rozmaitych treści i wartości, przy jednoczesnym nie ośmieszeniu wizerunku potwora, że wspomniany fenomen, który nie chce umrzeć od dwóch tysięcy lat, może mieć się jeszcze bardzo dobrze przez długie lata. Zaraz, dwa tysiące lat? No właśnie…

„Żywe trupy: prawdziwa historia zombie” to intrygująca analiza zjawiska, przeprowadzona w sposób sumienny i staranny, a przy tym opowiedziana z prawdziwą pasją i swobodą.

Adam Węgłowski w ramach serii „Ciekawostki historyczne” przybliża historię żywych trupów, sięgając samych źródeł. Oczywiście, nie zabrakło opowieści o voodoo i Karaibach, nie sposób było nie wspomnieć o biblijnym Łazarzu i zadziwiających powiązaniach jednego z drugim. O ile jednak są to informacje, które przeciętny miłośnik żywych trupów zjadł z mózgami swych ofiar, to już co z tym wszystkim wspólnego ma XVII-wieczny Wersal nie jest chyba takie oczywiste. A mówię to z perspektywy osoby, która fascynuje się zarówno zombiakami, jak i szokującymi ekscesami związanymi z cuchnącym Wersalem. Węgłowski sumiennie przedstawia fakty składające się na wizerunek zombie, odnajdując jego ślady w różnych czasach i kulturach. Historie sięgające tysięcy lat wstecz odżywają stale w popkulturze w rozmaitych wariantach i mutacjach, zawsze jednak ich podłoże okazuje się całkiem realne i prawdopodobne. Tak, w tej książce znajdziecie również informacje o przypadkach, które dały początek rozmaitym legendom i przerażającym historiom związanymi z żywymi trupami. Opowieści Węgłowskiego nie są bowiem tylko historycznymi wywodami, autor daje popis erudycji w różnych dziedzinach nauki, poruszając się sprawnie zarówno w zakresie biologii i zoologii, jak i psychologii i medycyny.

Wyjaśnienie genezy zombie prowadzi oczywiście do pojawienia się ich w popkulturze. Aspekt rozrywkowy, związany z literaturą, a później i filmami grozy z czasem ustąpił miejsca znaczenie głębszym i bardziej przerażającym przekazom za sprawą George’a Romero. Drugi biegun tego fenomenu stanowiły wspomnienia i badania Wade’a Davisa na Haiti. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj właśnie Davis, który choć odnalazł naukowe dowody na przemianę ludzi w zombie (zawarte w książce „Passage of Darkness: The Ethnobiology of the Haitian Zombie”), za sprawą swej przygodowej powieści „Wąż i tęcza” stracił wiarygodność, której do dziś nie udało mu się odzyskać do końca. Naukowo-rozrywkowe aspekty kierują nas jednak do innego sposobu na odczytanie fenomenu zombie, jakim jest… polityka oraz nasze wewnętrzne, atawistyczne lęki. I tu znów Węgłowski dokonuje celnych spostrzeżeń, jasno dowodzących, że żywe trupy są czymś znacznie więcej niż tylko strasznymi maszkarami z tandetnych horrorów.

„Żywe trupy: prawdziwa historia zombie” to intrygująca analiza zjawiska, przeprowadzona w sposób sumienny i staranny, a przy tym opowiedziana z prawdziwą pasją i swobodą. Czy całkowicie pozbawiona wad? Bynajmniej, ale są to niuanse wynikające z osobistych upodobań odbiorcy (jak choćby dyskusyjny fakt, że jednym z dzielących się swymi opiniami na temat fenomenu zombie jest Marcin Podlewski. Żeby było jasne – ogromnie cenię sobie twórczość Marcina, którego wspierałem jeszcze przy okazji jego debiutu „Happy End”. I ja rozumiem, że twórca ów ma rzeczywiście interesujące rzeczy do powiedzenia. Ja rozumiem, że jest pewnie dobrym znajomym autora. A jednak bardziej reprezentatywnym głosem polskich pisarzy byłby tu raczej Robert J. Szmidt, któremu o zombie zdarzało się pisać więcej i wcześniej. Mą bezstronność niech unaoczni fakt, że akurat z twórczością pana Roberta nigdy nie było mi po drodze). Najnowsza książka Adama Węgłowskiego jest niewątpliwie najlepszym kompendium wiedzy o żywych trupach jaki pojawił się na polskim rynku, tym samym jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich fanów zombie.

In rock
Poprzedni

Iron Maiden, Run to the Hills - z szacunkiem o Żelaznej Dziewicy [recenzja]

skarbiec recenzja
Następny

Skarbiec - Skok dwóch poczciwych gliniarzy [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz