Muzyka 

Aggressive – doskonały powrót Beartooth [recenzja]

Beartooth to taki zespół który bardzo szybko zdobywa sobie nowych fanów wśród miłośników ciężkiego grania. Już pierwszym albumem, „Disgusting” zrobili niemałe zamieszanie sprzedając ponad 100 tysięcy egzemplarzy i otrzymując od prestiżowego magazynu „Rolling Stone” swego czasu miejsce w dziesiątce „Nowych artystów, których powinniście znać”. Świeżutka płyta czwórki Amerykanów z Ohio wielkiej rewolucji w formule nie przynosi – tylko po co zmieniać coś, co i tak było już znakomite?
„Aggressive” to balsam dla uszu wszystkich, którzy mają już dość dominującego w metalcore trendu kojarzącego się z wyśpiewywanymi cieniutkimi głosikami refrenów i djentowym eksperymentami.

Beartooth powstało w 2012 roku z inicjatywy Caleba Shomo, wciąż wtedy aktualnego frontmana elektroniczno-metalcore’owego bandu „Attack Attack!”, znanego ze spopularyzowania gatunku określanego jako „crabcore” (skąd ta nazwa? Popatrzcie na teledysk „Stick Stickly”). Z początku mało kto traktował nowy projekt na poważnie – przynajmniej do czasu pierwszego longplaya, który zaskoczył krytyków po równo agresją, szaleństwem i melodyjnością. Oczekiwania co do nadchodzącego „Aggressive” siłą rzeczy poszybowały więc w górę, a po premierze, w sieci pojawiło się nieco narzekań na powtórkę z rozrywki. Czy rzeczywiście zasłużonych? W mojej opinii – niekoniecznie. Ale po kolei.

Płytę otwiera znane już jako singiel, tytułowe „Aggressive”, które łączy to co w muzyce Beartooth najbardziej charakterystyczne, czyli połączenie brutalnych gitarowych riffów, mocnego krzyku Shomo i chwytliwego, radiowo-melodyjnego refrenu. Następujące po nim „Hated” brzmi już z kolei trochę jak The Offspring na sterydach, przypominając o kojarzących się z garażowym punkiem korzeniach zespołu. Podobnie jak dwa pierwsze kawałki wygląda znakomita większość nagrania, choć to nie jedyne co kwartet z Ohio ma do zaoferowania – tu wypada wspomnieć o wykrzyczanym na zdarcie gardła „Always Dead”. Świetnie brzmi także aspirujący do miana rockowego hymnu dla młodych XXI wieku, „Rock is Dead” i hipnotyzujące zamknięcie całości, czyli „King of Anything”.

Przy rozpatrywaniu całości, nie sposób nie zauważyć, że skala szaleństwa i brutalności nieco zelżała  w porównaniu do „Disgusting”, a panowie kierują się bardziej w stronę szerszego kręgu słuchaczy. Taką tezę zdają się potwierdzać kolejne kawałki w postaci „Fair Weather Friend”, czy „Burnout”. Żaden to przytyk, bo „Aggressive” to wciąż balsam dla uszu wszystkich którzy mają już dość dominującego w metalcore trendu kojarzącego się z wyśpiewywanymi cieniutkimi głosikami refrenów i djentowymi eksperymentami. Nazwanie zresztą Beartooth zespołem opierającym granie tylko na metalcore byłoby stwierdzeniem z tych krzywdzących, bo w ich muzyce znajdziemy również mnóstwo punka, post hardcore’owych czy wręcz thrashowych elementów.  Wszystko to opakowane w wokal o porządnej skali i ewidentną radochę z łojenia w gitary, sprawia, że „Aggressive” słucha się z niemałą satysfakcją.

O przyszłość Beartooth jestem spokojny. Jeśli panowie nawet nieco powtarzają formułę jaką powzięli przy tworzeniu pierwszego albumu, niechaj robią to jak najczęściej, bo nie dość, że nie stracili przy tym świeżości, to jeszcze tchnęli nieco ducha w skostniałą scenę. Drugi album kwartetu z Ohio szczerze zatem polecam – a nam wszystkim wypada jedynie czekać, kiedy któryś z wielkich polskich festiwali zdecyduje się Amerykanów zakontraktować, bo wrażenia na żywo w postaci litrów potu zostawionych na koncertowych polach bitew, są przy tej intensywności bardziej niż gwarantowane.

Czarna Owca
Poprzedni

Miasto Gniewu – dramat widziany oczyma jednostek [recenzja]

Egmont
Następny

Flashpoint: Punkt krytyczny - dobry wstęp do Nowego DC Comics [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz