Muzyka 

Annoyance & Disappointment – w dobrą stronę [recenzja]

Cudowne dziecko polskiego popu Dawid Podsiadło, wydał swój drugi album. I co? I okazuje się, że jest jednym z nielicznych śpiewających chłopaków w Polsce, których naprawdę da się słuchać.

Ponieważ jestem uparty jak osioł, kiedy media trąbią mi o tym, że oto narodził się w Polsce nareszcie wielki artysta popowy spokojnie szum i larum ignoruję. Tak już mam – trochę to pretensjonalne (i na pewno niedojrzałe) ale nic na to nie poradzę. A potem przychodzi ten moment, że artysta Podsiadło wydaje kolejny album i już chyba ignorować pana nie można. Włączę – myślę. Dam mu kwadrans, a potem napiszę, że się nie udało (bo przecież polski pop to oksymoron). Więc włączyłem. Coś mi odtwarzacz oszalał i zamiast odpalić płytę od początku przeskoczył na utwór dziesiąty – „Son of Analog”. Słucham i nie wierzę. Bardzo ładna, zwiewna linia melodyczna, ciepły wokal a tło… No cóż tło, to, to, co tygryski lubią najbardziej – czysta porywająca psychodelia, gdzie na tle pulsującego basu zespół porywa nas w świat trzasków, dysonansów i cudnych zgrzytów. I to jest Podsiadło? Ano jest – kupił mnie pan, panie Dawidzie tym numerem z miejsca. Tuż potem zaczyna się „Where Did Your Love Go?” a klimat nie opada. Tym razem to ballada, ale wciąż podszyta brzmieniem końcówki lat 60. Pierwszy zgrzyt pojawia się przy kolejnym tym razem nudnym numerze, „Focus”, ale następujące po nim siedmiominutowe „Four Sticks” znów przykuwa uwagę.

I tu następuje nagły zwrot akcji – czyli odtwarzacz zaczyna działać normalnie i puszcza album od początku. Ładne intro, klimatyczne, spokojne. Potem już „Forest” zgrabna piosenka może nie porywa, ale nie można odmówić jej uroku. Nie zdziwię się jak niebawem usłyszymy jej refren w jakiejś reklamie kart kredytowych. Zaśpiewany po polsku „Pastempomat” zbudowany na prostych kontrastach również wciąga i co zabawne – mimo dość nieskomplikowanego tekstu (eufemizm) – nie drażni. Zresztą każda z zaśpiewanych na płycie piosenek (trzech) jest dobra. Najlepiej zaś z nich wypada bujające, energetyczne „W dobrą stronę”.

Jeśli pierwsza płyta Podsiadły zwiastowała narodziny talentu, druga (nie licząc krążka z grupą Curly Heads)  go potwierdza. Tak. Może i Dawid Podsiadło nie zostanie moim ulubieńcem i nie będę rwał na jego koncertach z siebie koszuli, ale honor oddać mu muszę. Myliłem się. To nie popowa wydmuszka, a zdolny facet.  A „Son of Analog” sobie jeszcze kilka razy wysłucham.

TNT
Poprzedni

Bibliotekarze, Sezon 2 – Gdyby Indy wybrał bibliotekoznawstwo... [recenzja]

J.P. Fantastica
Następny

Pieśń Apolla tom 1 - depresja kontra miłość [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz