Muzyka 

Blacklist_ – udany powrót Dangerkids [recenzja]

Gigantyczny sukces jaki na przestrzeni lat odniosły formacje Linkin Park i Limp Bizkit odbił się na gatunku nu-metalu i rap-rocka w sposób dwojaki – z jednej strony na dobre rozpropagował ten niezwykle popularny w szczególności na przestrzeni lat 90′ trend w muzyce, z drugiej, wszelkie projekty podążające podobną ścieżką skazuje niemal z urzędu na klasyfikację mniej lub bardziej udanych kalek dokonań utytułowanych kolegów po fachu.
Wydawać by się mogło, że zwolennicy zmian nie mają więc czego na „Blacklist_” szukać, co jednak może okazać się nieco zwodnicze.

Na palcach jednej dłoni można policzyć grupy, którym sukces tuzów gatunku udało się choćby w części powtórzyć – w ciągu ostatnich lat bez wahania można powiedzieć to chyba tylko o dżentelmenach z Hollywood Undead. Poza tym, rap-rockową scenę wypełniło sporo zespołów o zasięgu nieporównywalnie mniejszym, jak choćby całkiem ciepło przyjęte niedawne nagranie grupy From Ashes to New, czy choćby nasze dzisiejsze danie główne – Dangerkids. Oba łączące estetykę rap-rocka z elementami rasowego post-hardcore’owego nawalania we wiosełka.

Kiedy więc w końcówce 2013 roku kwartet muzyków z Ohio zaprezentował światu debiutancki album „Collapse”, mało kto spodziewał się, że na kontynuację przyjdzie mu poczekać kolejne trzy i pół roku. Energetyczna fuzja gatunków podjęła wątki tam, gdzie od czasów „Meteory” pozostawił je Linkin Park i mimo pojawiających się nieuniknionych porównań, zdobyła uznanie publiki. Tym niemniej, 27 stycznia roku pańskiego 2017, w końcu trafił do nas drugi album Amerykanów.

„Blacklist_” rozpoczyna się dokładnie tak, jak można by się tego spodziewać. Otwierający album kawałek „Kill Everything” to kwintesencja stylu grupy, z mającym dobre flow rapem Tylera Smytha, melodyjnymi i zarazem brutalnymi partiami refrenowymi Andy’ego Bane’a, sporą dawką wzbogaconych elektroniką mięsistych riffów Jake’a Bonhama i energicznego bębnienia damskiej części obsady, Katie Cole. Wydawać by się mogło, że zwolennicy zmian nie mają więc czego na „Blacklist_” szukać, co jednak może okazać się nieco zwodnicze. Co prawda w podobnej estetyce utrzymują się również kolejne trzy utwory i przedostatni na płycie, mój osobisty faworyt  „Glass on Water”, jednak już cała reszta to mniej lub bardziej krok w kierunku naleciałości post-hardcore’owych, z „Ghost in the Walls” i „Summoner’s Rift” na czele. Całość zamyka bardzo przyjemna dla ucha ballada „Invincible Summer”, wszyscy narzekający na brak różnorodności w przypadku debiutu, powinni być więc tym razem usatysfakcjonowani.

Generalnie jednak „Blacklist_” to zdecydowanie ewolucja w miejsce rewolucji. Na krążku Dangerkids znajdziemy wystarczająco wiele zmian by starych fanów nie zanudzić, a jednocześnie nie zmieniających radykalnie stylu grupy. To może być wyjątkowo dobry rok dla czwórki Amerykanów – ja w każdym razie trzymam kciuki.

split
Poprzedni

"Split", czyli pochwała gatunkowej dewiacji

SyFy
Następny

The Expanse 02x01/02 – jeszcze lepsza space opera [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz