Muzyka 

Compton – Doktor wiecznie młody [recenzja]

Pierwszy po szesnastu latach milczenia solowy album Dr. Dre – bodaj najbardziej dziś wpływowego producenta hip hopowego i jednego z założycieli N.W.A., legendy gangsta rapu.

Wszystko zaczęło się od wspomnień. W 2009 roku wytwórnia Universal Pictures ogłosiła, że realizuje film o wzlocie i upadku N.W.A. („Straight Outta Compton” – premiera 14 sierpnia tego roku). Dre został producentem wykonawczym filmu. Kiedy na planie przyglądał się grającemu go Corey’owi Hawkinsowi obrazki z przeszłości wróciły same. Dre wrócił do domowego studia i postanowił nagrać album, który będzie jego wewnętrzną ścieżką dźwiękową do wspomnień. Płytą uzupełniającą film. Dwa lata później do sklepów trafił „Compton” – jak sam producent twierdzi, jego ostatni autorski album.

Sentymentalna podróż niegdyś wpływowego rapera? Nic z tych rzeczy. Może i przeszłość była iskrą, która spowodowała, że Doktor zaczął „Compton” nagrywać, ale Dre daleko do rzewnych wspomnień kombatanta. Nie na darmo otwiera album wyznaniem – Andre still young enough to say fuck y’all. A potem bywa jeszcze bardziej zaczepnie i mocno. Mimo że Dre w tym roku skończył pięćdziesiąt lat.

Na „Compton” przeszłość i wspominki płynnie mieszają się z oceną współczesności a tu obrywa się wszystkim. Politykom, policji, showbizowi, reality shows, białym, czarnym.

Na „Compton” przeszłość i wspominki płynnie mieszają się z oceną współczesności a tu obrywa się wszystkim. Politykom, policji, showbizowi, reality shows, białym, czarnym. Opowieściom snutym przez Doktora (w towarzystwie wyśmienitych gości od Ice Cube’a, przez Snoop Dogga, Eminema, Jill Scott na Kendricku Lemarze kończąc) towarzyszy kapitalnie zmontowana muzyka. „Genocide” świetnie łączy beaty, klawiszowe wstawki ze zmianami linii melodycznych. To zresztą jeden z najlepszych numerów na płycie.  „It’s All on Me” uwodzi funkową lekkością, „Darkside/Gone” to kolejna żonglerka stylistyczno-melodyczna, której można słuchać bez końca. Nakombinował się Dre na tej płycie, by brzmiała różnorodnie – trochę jak taka niespełna godzinna encyklopedia hip hopu. Taka wycieczka przez stylistyki, gatunki z życiorysem giganta w tle. I tylko szkoda, że to ostatni autorski album Dre. W przeciwieństwie do swoich podopiecznych (m.in. Eminem) i kolegów (Jay-Z) raper nie nagrywał często (raptem dwa wybitne solowe albumy) a słuchając „Compton” trudno nie mieć wrażenia, że Doktor ma jeszcze sporo do powiedzenia.

Dark Dunes Productions
Poprzedni

Harbinger Down - zaginiona perła z lat 80. [recenzja] [film] [horror]

Wydawnictwo Komiksowe
Następny

Wielki Escapo - życie jest cyrkowym wyczynem [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz