Muzyka 

Crosseyed Heart – Keith Richards się bawi [recenzja]

Po dwudziestu trzech latach, Keith Richards, żywa legenda nie tylko muzyki, ale całej popkultury wydał swój trzeci solowy album „Crosseyed Heart”.  Największe wydarzenie muzyczne tego roku? Nic z tych rzeczy. Po prostu kochana (tak, dokładnie taka) płyta, gitarzysty, którego trudno nie uwielbiać.

Już otwierający płytę „Crosseyed Heart” idealnie wprowadza w klimat tego albumu. Oto Keith z gitarą w dwie minuty wyczarowuje z kilku nutek ślicznego korzennego bluesa. Niby nic, ale trudno się nie wzruszyć. Richards niczego nie udaje, nie napina się, za to ze wrodzoną swadą snuje swoją bluesową opowieść, tak, że trudno się od niej oderwać. I nie chodzi o to, że jest to kompozycja wybitna. Nie jest. Chodzi o to coś, co ten człowiek w sobie ma. Kwintesencję rockowego luzu.  Nie wierzycie? To posłuchajcie sobie „Amnesia” – kolejna bluesowa perełka z prostym tekstem, bardzo zgrabną partią gitary i zmysłowym głosem pani w tle.  Kolejny na płycie „Robbed Blind” uwodzi spokojem i slideową gitarą, singlowy „Trouble” to kawałek rasowego rock’n’rolla, który brzmi jak zagubiona kompozycja Stonesów sprzed trzydziestu lat, z kolei „Substantial Damage” napędzane jest funkową pulsacją rodem z płyt Otisa Reddinga.

Bo na „Crosseyed Heart” słychać, że gitarzysta mentalnie wciąż ma może trzydzieści lat i wciąż kręci go bezpretensjonalna zabawa z dźwiękami.

Owszem zdarzają się tu piosenki kompletnie niepotrzebne jak przeróbka „Love Overdue” Gregory’ego Isaaca, czy nazbyt ckliwe „Suspicious”, ale nie psują one odbioru krążka. To wciąż radosna zabawa w piosenki faceta, który miał dawno temu nie żyć, a na złość światu wciąż trwa i nagrywa. Pewnie, że to nie jest album Stonesów (choć takie „Something or Nothing” mogłoby się na nowej płycie Stonesów ze spokojem znaleźć), że nie ma tu energii Jaggera, że wszystko brzmi skromnej. Ale to tylko wychodzi albumowi na dobre. W efekcie powstała, bowiem surowa, prosta płyta ostatniego z wielkich. Słucha się jej niezwykle przyjemnie (swoją drogą to bezsprzecznie najlepsza solowa płyta Richardsa) a takie „Blues in the Morning” potrafi wpędzić w niezłe kompleksy. Richards zaraz skończy siedemdziesiąt dwa lata a tu brzmi tak jakby dopiero stuknęła mu czterdziestka. Szacun. I wielka zazdrość – o zdrowie i stan ducha. Bo na „Crosseyed Heart” słychać, że gitarzysta mentalnie wciąż ma może trzydzieści lat i wciąż kręci go bezpretensjonalna zabawa z dźwiękami.

Next Film
Poprzedni

Król życia - carpie diem [recenzja]

Chris Wahl DB
Następny

Chris Wahl - jaka piękna karykatura [galeria NSFW]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz