Muzyka 

Delilah – muzyczny wehikuł czasu [recenzja]

Marzyliście o wehikule czasu? Nic prostszego wystarczy wyszukać płytę „Delilah” Andersona Easta. Już od pierwszego taktu przeniesie was gdzieś do roku 1964, gdy listami przebojów rządził soul, a chłopaki, wielkimi krążownikami szos, wozili dziewczyny na randki do kin dla zmotoryzowanych.

Będąc szczerym – nie sądziłem, że w 2015 roku takie rodzynki jak Anderson East jeszcze się ostały. Nie ma jeszcze trzydziestu lat, wygląda jakby ktoś porwał go z planu remake’u „Powrotu do przyszłości” a głos… No cóż wyobraźcie sobie nastoletniego Toma Waitsa w mocno soulowym repertuarze.

Anderson East, naprawdę nazywa się Michael Anderson, pochodzi z Athens w Alabamie a płyty nagrywa od roku 2009. Tyle że do tej pory wydawał krążki (dwa) własnym sumptem i sprzedawał je podczas koncertów. Na jednym występie wypatrzyli go łowcy talentów w Elektry a resztę już znamy. Oto do sklepów trafił krążek „Delilah”. Album trwa zaledwie trzydzieści minut. I zaznaczam – jest to jego największa wada. Bo opowieści Andersona chciałby się słuchać o wiele dłużej.

A zatem mamy tu sekcję dętą rodem z płyt wydawanych przez wytwórnię Stax, żeńskie chórki z obowiązkowym „shalalala” i sentymentalny klimat przełomu lat 50. i 60. Zresztą gdyby takie „Satisfy Me” zostało nagrane w tamtym okresie dziś uznawane byłoby za soulowy evergreen. 

Muzyk prochu tu nie odkrywa. Już pierwsze takty otwierającego krążek „Only You” wprowadzają nas w klimat, który towarzyszyć będzie nam przez cały album. A zatem mamy tu sekcję dętą rodem z płyt wydawanych przez wytwórnię Stax, żeńskie chórki z obowiązkowym „shalalala” i sentymentalny klimat przełomu lat 50. i 60. Zresztą gdyby takie „Satisfy Me” zostało nagrane w tamtym okresie dziś uznawane byłoby za soulowy evergreen.

Takich numerów na płycie jest więcej. W sumie, co piosenka to perełka. Czy to podszyty bluesem „Devil in Me”, balladowe „What a Woman Wants to Hear” (które równie dobrze mógłby napisać Ryan Adams), powolnie bujające „Lonely”, czy pulsujące i porywające do tańca „Keep the Fire Burning”.

Zapamiętajcie zatem tego pana, jeszcze o nim usłyszymy. Jestem przekonany, że niebawem jego piosenki pojawią się w obyczajowych komediach, których akcja toczy się na amerykańskiej prowincji i kilku serialach. Za dobry gówniarz jest, żeby zostać zapomnianym lub zignorowanym.

Chad Prevost / Dzika Banda
Poprzedni

Shirley Jackson - matka współczesnych demonów

hanabiposter
Następny

100 NAJLEPSZYCH FILMÓW KRYMINALNYCH I SENSACYJNYCH (VII): 40-31

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz