Muzyka 

Excentrycy – muzyka z filmu – Jak swingują polskie gwiazdy [recenzja]

Jeśli widzieliście już „Excentryków” Janusza Majewskiego i marzy Wam się przeniesienie beztroskiej, swingującej atmosfery tego filmu do własnego domu – wystarczy zaopatrzyć się w jego ścieżkę dźwiękową. Znane z filmu porywające kompozycje odgrywają tu najwięksi krajowi fachowcy (m.in. Wojciech Karolak i big band Wiesława Pieregorólki), a w niektórych utworach śpiewają też sami aktorzy: Sonia Bohosiewicz, Natalia Rybicka, Maciej Stuhr i Wiktor Zborowski. Ten ostatni na szczęście najmniej.

Cała czwórka udziela się w utworze „Chattanooga Choo Choo” i tam najlepiej słychać, że panowie trochę się jednak ze swoimi krótkimi partiami wokalnymi męczą, podczas gdy panie wypadają dość naturalnie. To zresztą najbardziej kontrowersyjny numer z całego albumu: z jednej strony z kiczowatymi „odgłosami jadącego pociągu” na początku (ja wiem, „ciuchcia” w tytule zobowiązuje, ale jednak…) i nieszczególnie udanymi wejściami Stuhra i Zborowskiego, a z drugiej – wykonany jednak z niesamowitą pasją i generujący duże pokłady energii, która przecież w końcu udziela się słuchaczowi. Pomijam już fakt, że taki bardziej „zabawowy” utwór był podyktowany przez fabułę filmu (żeby siedzący na widowni bohater grany przez Mariana Dziędziela mógł sobie pomarzyć o apetycznej tancerce wykonującej striptiz). Choć więc akurat co do „Chattanooga Choo Choo” mam mieszane odczucia, to doceniam rolę, jaką odgrywa w filmie – a przecież byłoby dziwnie gdyby jako najmniej doskonały z całego zestawu nie trafił na płytę ze ścieżką dźwiękową. Poza tym – to tylko jeden z aż siedemnastu numerów, jakie tu znajdujemy. Reszta wypada bardzo dobrze, albo wręcz znakomicie.

Muzyka z filmu „Excentrycy” to nie tylko sposób na przedłużenie magii filmu, ale krążek interesujący sam w sobie, umożliwiający spędzenie blisko godziny w towarzystwie wspaniałej, z pasją wykonanej muzyki.

Stuhr poprawia swój piosenkarski image wykonując już na większym luzie utwór „I’ve Got You Under My Skin”, a Zborowski nie ma już takiej możliwości bo wymęczona wstawka w „Chattanooga Choo Choo” to jego jedyny popis na całej płycie. (Kto widział film, ten wie, że aktorsko na szczęście nie zawalił i jego postać milicjanta-muzyka dobrze wpasowuje się w świat odmalowywany przez reżysera. Tylko niepotrzebnie pozwolono mu śpiewać.) Z kolei Natalia Rybicka w bardzo wdzięczny sposób radzi sobie z partiami w przebojowych „On the Sunny Side of the Street” i „Satin Doll” – nawet jeśli słychać, że profesjonalną śpiewaczką nie jest (co też w sumie uzasadnione jest fabułą filmu – jej bohaterka to przecież nauczycielka języka angielskiego, która trochę przypadkiem trafia na scenę). W obu numerach towarzyszy jej Sonia Bohosiewicz – zdecydowanie najlepsza wokalnie z całej aktorskiej czwórki, błyszcząca zwłaszcza w utworach, które ma tylko dla siebie: porywającym „I’m Beginning to See the Light” i przejmującym „St. James Infirmary Blues”. A spoza grona gwiazd polskiego kina śpiewa tu jeszcze Sonia Smołokowska (w świetnym „Bei Mir Bist Du Schoen” i drugiej wersji „On the Sunny Side of the Street”) – oczywiście w tym wypadku jest to już pełen profesjonalizm i żadnych potknięć nie trzeba tu tłumaczyć wymogami fabuły. A utalentowani muzycy pokazują swoje możliwości przede wszystkim w utworach instrumentalnych – czy to zwiewnych jak „Moonlight Serenade” i „On Green Dolphin Street”, czy też porywających do tańca, jak „American Patrol” albo „In the Mood”. Choć obywa się bez jakichś większych wirtuozerskich popisów – jeśli zdarza się solo na saksofonie, trąbce czy fortepianie, to jest zwykle zwięzłe i na temat.

Muzyka z filmu „Excentrycy” to więc nie tylko sposób na przedłużenie magii filmu, ale krążek interesujący sam w sobie, umożliwiający spędzenie blisko godziny w towarzystwie wspaniałej, z pasją wykonanej muzyki. A wszelkie wokalne niedociągnięcia bardzo łatwo się mu wybacza.

Egmont
Poprzedni

Coutoo - Świetny początek bez ciągu dalszego [recenzja]

layers_of_fear_06_kitchen
Następny

Przeżyj grozę z Layers of Fear [konkurs]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz