Muzyka 

Have You In My Wilderness – żeński Piotruś Pan [recenzja]

Julia Holter z gwiazdy niezależnej sceny pop, wyrasta na jedną z najjaśniej świecących gwiazd popu masowego. I to bez szkody dla muzyki, która wciąż wymaga od słuchacza skupienia i wrażliwości.

Julia Holter to doskonały przykład na to jak ciężką pracą odnosi się sukces. Kiedy cztery lata temu debiutowała znakomitym album „Tragedy” krytycy rozpłynęli się w zachwytach, ale… pies z kulawą nogą płyty nie kupił. Młoda wokalistka się jednak uparła. Zamiast uprościć swoją popową (ale z artystycznym zacięciem) muzykę, został wierna sobie. Kolejny album znów podbił serca krytyków, następy również. I kiedy wydawało się, że Julia Holter zostanie niszową gwiazdką i ulubienicą muzycznych freaków, którzy wielbią wszystko co niszowe, nastał rok 2015. Jean Michel Jarre zaprosił Julie do zaśpiewania na swojej nowej płycie (drugiej odsłonie), a ona sama wydała czwarty krążek. Krążek, który nie tylko zebrał entuzjastyczne recenzje, ale i nareszcie zaczął dobrze się sprzedawać.

„Have You In My Wilderness” to dziesięć przepięknych piosenek, w których Julie sprawnie żongluje popem, elektroniką, jazzem i retro brzmieniami. Takie „How Long?” brzmi jakby ktoś wskrzesił Marlenę Dietrich i dał jej do zaśpiewania zaginioną perełkę z lat 50. Gdyby ktoś chciał nakręcić jakiś klimatyczny niebywale retro film noir Holter właśnie nagrała piosenkę, która może być jego motywem przewodnim. Zimną, mroczną i niebywale seksowną. „Night Song” uwodzi smutkiem i rezygnacją, zaś w partia saksofonu w „Sea Calls Me Home” prostą piosenkę zamienia w doznanie niemal metafizyczne.

Do tego dochodzą jeszcze teksty. Holter nie pisze miłych opowiastek o miłości. Niemal każda piosenka to studium rozpadu związku, przepełnione neurozami i poczuciem permanentnego poczucia winy. Kobiety z jej piosenek jak nie czekają na kolejny życiowy cios, to z pełną świadomością pakują się w damsko-męskie układy pełne złudzeń i kłamstw (co takiego zrobiłam, że czujesz się tak źle/co takiego zrobiłam/że chcesz abym czuła się tak podle) Nie. To nie są przyjemne piosenki, ale Holter wszystkie swoje ponure wizje ubiera w zwiewną i zmysłową muzykę. Pełną smyczków, elektronicznych plam, przeszkadzajek, klawiszy a przede wszystkim jej głosu. Głosu małej dziewczynki, która nie chce dorosnąć.

J.P. Fantastica
Poprzedni

Pieśń Apolla tom 1 - depresja kontra miłość [recenzja]

Spectre plakat DB
Następny

Spectre - plakaty do najnowszego Bonda [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz