Muzyka 

Houston – narodziny Dark Marka [recenzja]

Zbiór nagrań demo nagranych przez Marka Lanegana w 2002 roku, który brzmi jak pełnoprawna płyta. I w dodatku bardzo dobra płyta.
„Houston” to zagubione perły i perełki. Zadowolą zarówno fanów (bo pokazują muzyczny rozwój Dark Marka), jak tych, którzy z twórczością Lanegana jeszcze nie obcowali.

Między rokiem 2001 a 2003 w twórczości Marka Lanegana zaszła mała rewolucja. Były wokalista Screaming Trees, na swoich solowych płytach przyzwyczajał słuchaczy do mrocznych ballad mocno zanurzonych w bluesie i folku. Ich brzmienie w naturalny sposób wyrastało z grunge,’u, ale było mocno tradycyjne. Jakby Lanegan nie miał jeszcze odwagi rzucić tradycję w kąt i zacząć grać po swojemu. Ale to nadejdzie w 2003 roku  – wraz z wydaniem fenomenalnej epki „Here Comes That Weird Chill”. Rok później Lanegan wyda jeszcze lepszy album „Bubblegum” a świat ochrzci go nowym bogiem rocka. „Houston” to zapis tego procesu.

Już w otwierającym płytę „No Cross” mamy mały element niepokoju. Niby proste akustyczne country, ale podszyte szaleństwem, które jeszcze nie brzmi. Jeszcze czai się w dźwiękach, ale coraz mocniej domaga się wypuszczenia w świat. W „When It’s In You” potrzebę zmiany słychać najmocniej. Znamy tę piosenkę. Znamy ją bardzo dobrze, jako „Methamphetamine Blues”. Tu jest jeszcze prostą balladą, ale wsłuchajcie się w opętańcze, dziwne gitarowe solo. No i głos Lanegana. Jest potężny jak zawsze, ale tu jeszcze w najmocniejszych partiach kompozycji boi się pokazać swoich możliwości. Przez następne pół roku panowie będą pracować i ballada zamieni się w jeden z najważniejszych rockowych numerów nagranych w XXI wieku.

Dla tych, co boją się takich roboczych kompilacji informacja istotna. „Houston” nie jest odcinaniem kuponów i jawnym skokiem na kasę fanów – jak to mieliśmy w przypadku choćby opisanego przeze mnie kilka dni temu „Montage of Heck”. To pełnoprawny album, na którym otrzymujemy dwanaście piosenek. Nie szkiców, nie próbek, nie nagrań z kuchni, a regularnych piosenek. Niektóre są piękne jak „High Life” czy „I’ll Go Where You’ll Send Me”. Niektóre tylko dobre. Ale całość stanowi regularny album. Dwie z zamieszczonych na nim kompozycji mieliśmy już okazję słuchać na kompilacji „Has God Seen My Shadow?”. Reszta to zagubione perły i perełki. Zadowolą zarówno fanów (bo pokazują muzyczny rozwój Dark Marka), jak tych, którzy z twórczością Lanegana jeszcze nie obcowali. A zatem takie kompilacje lubimy – i to bardzo lubimy. Zwłaszcza teraz, kiedy noce są długie, ciemne, a za oknem może czaić się…

flet
Poprzedni

Czarodziejski flet - wyjątkowo oryginalna łamigłówka [recenzja]

Egmont
Następny

All New X-Men #2: Tu zostajemy - starzy kontra młodzi [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz