Muzyka 

Jazz for Idiots – Maleńczuk łapie za saksofon [recenzja]

Maleńczuk uznał, że się starzeje i nie wypada mu już grać brudnego rocka jak za czasów Homo Twist, ani „piosenek, które podobałyby się jego mamie”, jak niedawno z Psychodancingiem. Chce zakończyć karierę z klasą, grając jazz – nawet jeśli miałby to być „jazz dla idiotów”.

W pierwszym odruchu można oczywiście pomyśleć, że cały ten jazz to tylko niewiele znacząca fanaberia wiecznie poszukującego artysty – coś w rodzaju krótkiego, choć gorącego romansu z elektroniką z albumu „Ande La More” – ale uważne wsłuchanie się w „Jazz for Idiots” skłania do zupełnie innych wniosków. Oto mamy bowiem do czynienia z najciekawszym, najrówniejszym i najbardziej przekonującym projektem Maleńczuka od czasów jego ostatniej wspólnej płyty z Püdelsami, czyli „Wolności słowa” sprzed 13 lat.

Najbardziej przekonujący projekt Maleńczuka od czasów jego ostatniej wspólnej płyty z Püdelsami.

I wcale nie jest tak, że Maleńczuk tnie teraz jazz i zupełnie nie ogląda się na swoje dawne dokonania. Fakt, zamienił gitarę na saksofon, a do tego niewiele śpiewa (bo tylko w trzech z dwunastu utworów, jakie tu zamieszczono), ale tak naprawdę na „Jazz for Idiots” mieszają się wszystkie dotychczasowe inspiracje artysty – i pełen emocji blues, i mocniejsze, rockowe granie, i zwiewne melodie, które porządziłyby na dancingach, i nawet wspomniane już odjazdy elektroniczne. A czy coś w tym złego, że gra to wszystko profesjonalny jazz band?

Oddanych wielbicieli Homo Twista ucieszy już pierwszy numer na płycie, „Gekon”: w porządku, jest to jazz, ale tak cudnie „sfunkowany”, że każdy kto przed laty wywijał łapami do homotwistowej „Petardy”, powinien być usatysfakcjonowany. Rewelacyjnie wypada również jadowity, bulgoczący elektroniką „Snobby Bobby”, a w takiej „Melodii na trzy oddechy” czy „Johnnym Walkerze” można się wręcz doszukiwać melodii wydartych z kompozycji Püdelsów czy Homo Twista. Z kolei wielbicieli dancingowego wcielenia muzyka powinny zadowolić kawałki w rodzaju „Petite Fleur”, „Paris” albo nawet opartego na pięknym, ujazzowionym temacie z filmu „Wielkie żarcie”, czyli „La Grande Bouffe” (gdzie Maleńczuk dokłada wspaniałe, drażniące ucho wokalizy). Do najciekawszych fragmentów albumu należy też z pewnością jadowity „Jazz Is Dead” ze skandowanym tytułem w refrenie, gdzie znów rzuca się w uszy elektronika, w tym wypadku tocząca walkę z „bregovicowską” melodią. No a mamy tu jeszcze jazzową wersję sławnego numeru Maleńczuka „Ach, proszę pani” – piękną, choć wcale nie aż tak wywrotową, jak można by się spodziewać. To samo można zresztą powiedzieć o nowym kawałku „Tell Me That You Want Me” (gdzie saksofonista ponownie trochę sobie podśpiewuje) – chwytliwa rzecz w starym stylu, tyle, że zagrana „po nowemu”.

Nieprawdą jest więc, że na „Jazz for Idiots” Maleńczuk wybrał się w nieznane i trochę pogubił drogę. Jeśli już, to zatacza on tu pełne koło po dotychczasowych fascynacjach i wraca do domu. Jak nie wierzycie, posłuchajcie finałowego bluesiora „Devil Woman” (standardu Charlesa Mingusa) – kiedyś Maleńczuk wykonywałby go z gitarką na stricie, dziś trzyma w łapie saksofon i gra go z jazzmanami, ale przecież blues to blues, tak?

IT movie cover
Poprzedni

To - Stephen King i zły klaun [recenzja]

Batman_NarodzinyDemona
Następny

Batman: Narodziny Demona - Lekcja historii doktora Ra's Al Ghula [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz