Muzyka 

Lost Tarantism – powrót do Titty Twister [recenzja]

Tito & Tarantula, czyli pamiętny wampirzy zespół z „Od zmierzchu do świtu” przypadkiem znalazł zaginioną w latach 90. płytę. „Lost Tarantism” to powrót do czystego radosnego rocka, którego pokochaliśmy w filmach Rodrigueza i Tarantino.

Kiedy w 1996 roku do kin trafił film „Od zmierzchu do świtu” świat nagle oszalał na punkcie meksykańsko-amerykańskiego zespołu Tito&Tarantula. Rok później zespół wydał swój debiutancki album „Tarantism” a krytycy okrzyknęli ich objawieniem. Niestety żadna późniejsza płyta formacji dowodzonej przez Tito Larrivę nie powtórzyła sukcesu debiutu, a zespół z nadziei rocka zamienił się w kolejny knajpiany band odcinający kupony od chwilowej popularności.

Wiem, że Larriva ma ewidentne problemy z zespołem (i sobą) i od lat nic nowego i dobrego nie komponuje. Ale na Boga, ta świadomość nie przeszkadza mi w cieszeniu się tymi odnalezionymi piosenkami. Kiedyś chłopaki naprawdę mieli energię i dryg do robienia z kliku akordów, zgrabnych kompozycji

Odcinaniem kuponów od dawnej popularności jest też po trosze i ten album. „Lost Tarantism” zgodnie z nazwą to, bowiem zaginione przed laty kompozycje, które powstały podczas sesji do kultowego debiutu. Czy były gorsze od tamtych z płyty i dlatego trafiły do archiwum? Nic z tych rzeczy. Po prostu o nich zapomniano. Po dwudziestu latach od tamtych sesji Larriva przez przypadek je znalazł, wysłuchał, załkał i postanowił wydać.

Dlaczego załkał? Ot, z prostego powodu. Te dwanaście piosenek to czysta rock’n’rollowa radość. Słychać w nich chemię, jaka wtedy panowała między muzykami i zabawę, jaką dawało im wspólne granie. Są u proste ballady jak „In My Arms Tonight” czy „Cry in the Night”, kilka knajpianych blues-rockowych rockerów jak „Damm Good Day to Die”, rozfunkowane „You Don’t Scare Me”, a nawet piosenki, które zupełnie śmiało mógłby nagrać Tom Petty „Navajo in UFO”.

Wiem, że to starocie. Wiem, że Larriva ma ewidentne problemy z zespołem (i sobą) i od lat nic nowego i dobrego nie komponuje. Ale na Boga, ta świadomość nie przeszkadza mi w cieszeniu się tymi odnalezionymi piosenkami. Kiedyś chłopaki naprawdę mieli energię i dryg do robienia z kliku akordów, zgrabnych kompozycji.

Helios
Poprzedni

Dark was the Night - coś złego w lesie [recenzja]

strategia mistrza review 02
Następny

Strategia mistrza - Upadek króla dopingu [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz