Muzyka 

Lost Themes: John Carpenter w krainie dźwięków [recenzja]

Debiutancki album Johna Carpentera – ikony kina grozy. Choć w tym przypadku stwierdzenie debiutancki album to chyba przesada. Carpenter wsławił się tym, iż sam komponował muzykę do większości swoich filmów. I zazwyczaj była to muzyka tworząca klimat całego filmu.

Bałem się tej płyty. Tak po prostu bałem. Filmy Johna Carpentera to moje dzieciństwo. Muzyka z nich wielokrotnie towarzyszyła moim sennym koszmarom. Kilka lat temu reżyser przyznał oficjalnie, że się wypalił i porzucił kino. Przez chwilę krążyły plotki, że przerzuci się do produkcji gier komputerowych, ale na jednorazowym udziale w „F.E.A.R 3” przygoda Carpentera z programami się zakończyła.  Co prawda, przez chwilę po sieci krążyła plotka, że twórca „Halloween” zajmie się reżyserią filmu opartego na grze „Dead Space”, ale na plotkach się skończyło. Przez następne pięć lat Carpenter nie robił nic, co byłoby związane z kinem. Napisał komiks będący kontynuacją „Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy”, udzielił kilku wywiadów (a mnie odmówił) i nagrał płytę. „Lost Themes”, bo o niej mowa, ukazała się w lutym i od tamtej pory bałem się jej włączyć.

To nie jest płyta dla każdego. Docenią ją ci, którzy tęsknią za filmami Carpentera i ci, którzy na nich się wychowali.

Lęk wynikał przede wszystkim z obawy jak muzyka komponowana przez Carpentera będzie oddziaływała na mnie bez obrazu. Umówmy się – Carpenter nigdy nie był wielkim kompozytorem. Potrafił za to kapitalnie budować swoimi syntezatorowymi plamami nastrój. Trudno dziś wyobrazić sobie choćby „Mgłę” czy „Halloween” bez jego muzyki. O „Ataku na posterunek 13” nie wspominając. Tam muzyka była częścią narracji – bez niej film tracił swój pazur i tempo.

Kiedy w końcu pokonałem wewnętrzne opory, okazało się, że kilka miesięcy, żyłem w lęku przed płytą, która zachwyci każdego wielbiciela artystycznych wizji Carpentera. „Last Themes” to niespełna godzina instrumentalnych kompozycji, które świetnie funkcjonują bez obrazu. Już otwierający album „Vortex” przenosi nas do lat 80. a niepokojące syntezatorowe dźwięki od razu przywodzą na myśl mroczne sekwencje rodem z „Ataku…”. I tak już będzie do końca albumu. Każda z zebranych tu dziewięciu kompozycji ma swoją przemyślaną konstrukcję i świetnie zbudowany nastrój. „Fallen” budzi niepokój i ciarki na plecach, „Domain” zwodzi słuchacza początkowym spokojem by szybko subtelność zamienić w dynamiczną kompozycję, która spokojnie mogła znaleźć się na ścieżce dźwiękowej do „Oni żyją”. Z kolei zamykające płytę „Night” brzmi trochę jak niewykorzystany motyw do „Halloween” czy „Mgły”. Mroczny, gęsty i diabelsko hipnotyczny.

To nie jest oczywiście płyta dla każdego. Docenią ją ci, którzy tęsknią za filmami Carpentera i ci, którzy na nich się wychowali. Dziś już takich reżyserów nie robią. Nawet Robert Rodriguez, który nigdy nie ukrywał swojej fascynacji filmami twórcy „Przybysza z gwiazd” (to pod wpływem Carpentera zdecydował się na realizowanie filmów niemal samemu – będąc odpowiedzialnym za wszystko, od scenariusza, przez montaż, na muzyce kończąc) nigdy nie zbliżył się do poziomu Carpentera. No nie robią takich i już.

SQN
Poprzedni

Dygot - jak zdobyć Małeckiego [konkurs]

Lionsgate
Następny

Seks, mafia i szatan - cała prawda o Watykanie

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. 2015-10-20 at 20:52 — Odpowiedz

    To świetna płyta. Ja na szczęście się nie bałem i sięgnąłem od razu :) Będzie trochę autoreklamy, ale co tam. Carpenter świetnie opowiadał o swojej płycie w wywiadzie w Fangorii, który pozwoliłem sobie przetłumaczyć. O tutaj -> http://www.ponapisach.pl/2015/03/ksiaze-syntezatora-czesc-1.html

Dodaj komentarz