Muzyka 

Montage of Heck: The Home Recordings – kwity z pralni [recenzja]

Ścieżka dźwiękowa do kontrowersyjnego dokumentu o nieżyjącym liderze Nirvany, Kurcie Cobanie, to niestety ponury zestaw nagrań, które trudno nazwać piosenkami. Raczej szkicami do utworów.
W filmie dokumentalnym te wszystkie nagrania wpisywały się w narrację i tworzyły jego nastrój i klimat. Niestety słuchane na płycie zwyczajnie męczą. Ani one intrygujące, ani oryginalne. Ot zabawy dorastającego muzyka.

Mają wytwórnie płytowe wielki problem z Kurtem Cobainem i Nirvaną. Problem polega na tym, iż w zasadzie wszystko, co było wartościowe i nadawało się do słuchania zostało już opublikowane. Niestety prawa rynku są nieubłagalne – najlepiej sprzedają się albumy nieżyjących legend. Co chwila otrzymujemy „nowe” płyty a to zastrzelonych raperów, czy zaginione koncerty zmarłych gwiazd. Część z tych płyt poza wartością sentymentalną nie niesie za sobą nic, a część jest zwyczajnie dobra (seria koncertów The Doors, Milesa Davisa i kilu innych). A Nirvana nie zostawiła po sobie nic. Jedną ukończoną piosenkę wydano lata temu. Kilka koncertów już opublikowano. A że rynek chce więcej – wydawcy grzebią w archiwach bezustannie. Ponieważ nie udaje im się wygrzebać nic wartościowego, co jakiś czas publikują nagrania Cobaina, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Taki był wydany w 2005 roku box „With the Lights Out” – który bronił się, jakością niektórych nagrań i zróżnicowaniem. „With the Lights Out” dawało jednak wgląd w proces twórczy Nirvany i pokazywało jak rodziły się największe arcydzieła grupy.

W przypadku „Montage of Heck: The Home Recordings” od biedny moglibyśmy użyć tego samego argumentu – oto zestaw nagrań, które pokazują jak kształtowała się muzyczna wrażliwość Kurta. Tyle, że to dość naciągana teza. Większość tego, co tu opublikowano to zwyczajne muzyczne kwity z pralni. Cobain brzdąka na gitarze w domu i krzyczy. Cobain brzdąka na gitarze i żartuje. Cobain po prostu brzdąka na gitarze. W filmie dokumentalnym te wszystkie nagrania wpisywały się w narrację i tworzyły jego nastrój i klimat. Niestety słuchane na płycie zwyczajnie męczą. Ani one intrygujące, ani oryginalne. Ot zabawy dorastającego muzyka. Zatwardziały fan Nirvany może i z „Montage…” się ucieszyć, ale tylko on. Reszta (jak ja) poczuje się nabita przez wytwórnię w butelkę. Nie wydaje się takich rzeczy – nie i już. Ale czego ja się domagam? Szacunku dla legendy? Wolne żarty – na wolnym rynku legendy są przecież od tego, żeby zarabiać na nich za wszelką cenę.

Taurus Media
Poprzedni

Parker #4: Jatka - krótkie ale intensywne noir [recenzja]

Ale Kino
Następny

Safe House – i nikt nie był bezpieczny [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz