Muzyka 

Post Pop Depression – Iggy Pop znów wściekły [recenzja]

Iggy Pop wspólnie z Joshem Hommem nagrał swoją najlepszą od lat rockową płytę. „Post Pop Depression” to dowód na to, że 69-letni ojciec punk rocka wciąż potrafi nas pozytywnie zaskoczyć.

 

Iggy Pop od kilku lat na solowych płytach unikał rocka. „Préliminaires” inspirowane powieścią „Możliwość wyspy” Houellebecqa skręcało mocno w stronę jazzu. „Après” było zestawem przeróbek starych francuskich popowych piosenek. Co prawda po drodze nagrał album z reaktywowanymi The Stooges, ale jeden rockowy krążek na siedem lat to bardzo, ale to bardzo mało na ojca chrzestnego punk rocka.  Brak rocka musiał doskwierać mocno Popowi, bowiem w styczniu 2015 roku zaczepił Josha Homme’a, lidera Queens of Stone Age. Specjalnie dla Popa, Homme założył zespół, którego szeregi zasilili Dean Fertita (QOSA, The Deadwaether) i perkusista Arctic Monkeys, Matt Helders. Prosty rockowy skład. To miała być płyta bez udziwnień. Po prostu czysty garażowy rock. Efekt? Ano czysty garażowy rock.

Iggy w tym roku kończy 69 lat. Życia lekkiego nie miał, a status ikony wcale nie równoważył się z byciem zamożnym i docenionym. W jego muzyce zawsze słychać było życiowe wzloty i upadki. A jej siłą napędową była frustracja. Im mocniej wkurzony był Pop, tym lepsze płyty nagrywał. Być może niskie noty ostatnich solowych krążków wynikały właśnie z faktu, że mało w nich było popowego pazura – wściekłości na życie i świat. Na szczęście na „Post Pop Depression” Iggy wraca do tego, co wychodzi mu najlepiej. Opowiadania o sobie połączonego z gitarowym rykiem gitar. Warto było na to czekać. Słuchając głosu Popa w zamykającym krążek, transowym „Paraguay” miałem ciarki na plecach podobne do tych, jakie wywoływało słuchanie starych płyt The Stooges. Chłopaki w zespołu grają siarczystego, powolnego rocka a Pop przeklina i wyzywa świat. Czego można chcieć więcej? A wiem! Jeszcze kilku takich piosenek. A te na szczęście na płycie są obecne.

Otwierający „Break Into Your Heart” to brudna, posępna rockowa ballada. Pop snuje opowieść o miłosnej obsesji a Homme i ekipa potęgują słowa dźwiękami. Podobnie jest choćby w takim „In The Lobby”, czy obsesyjnym „Vulture” – kapitalnym numerze ze świetną partią gitar. No i jeszcze „Sunday”, w którym słychać echa i zimnej fali, i dokonań Popa z Davidem Bowie i jakiegoś pokręconego popu.

Oj potrzebował Iggy zespołu, który idealnie wczuje się w jego głos, narzuci mu dyscyplinę a przy tym wyciągnie na powierzchnie cały ładunek nagromadzonych życiowych frustracji. Homme i ekipa w każdym numerze powoli się rozkręcają, a Pop wraz z nimi. Na dodatek słychać tu, że wszyscy oni świetnie bawili się w studio. Tyle, że nie był to ten rodzaj zabawy, który cieszy tylko w nią zaangażowanych. Nowa płyta Iggy Popa to dziewięć świetnych piosenek. Rockowych, garażowych i żywych. „Post Pop Depression” zadaje kłam plotkom krążącym po branży od lat. Pop wciąż potrafi pisać dobre numery. Po prostu potrzebuje obok siebie dobrych muzyków.  Więc oby to nie był jego ostatni album.

Obce_niebo_okladka_DVD.indd
Poprzedni

Obce niebo - Horror emigracyjny [recenzja]

Alligator
Następny

God Don't Ever Change - Waits i przyjaciele grają bluesa [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz