Muzyka 

Tam gdzie kończy się kraj – Armia znowu żywa [recenzja]

Cieszyliście się, że Armia powróciła niedawno ze świeżym materiałem studyjnym? To ucieszycie się też pewnie, że teraz odgrywają tę nową płytę na żywo – w całości, z kilkoma bonusami z lat wcześniejszych.

To oczywiście dość nietypowe zagranie żeby zespół tej postury co Armia serwował zgromadzonej pod sceną publiczności prawie same nowe numery, zamiast co chwilę przetykać je największymi hitami, lub – co jeszcze częstsze – w ogóle skupiać się na popularnych starociach, obawiając się, że świeżyzna aż tak ludu nie porwie. I za to Budzyński i spółka od razu mają u mnie olbrzymiego plusa. Choć, trzeba to od razu szczerze powiedzieć, świeżyzna faktycznie nie porywa ludu aż tak jak szlagiery z dawnych lat…

Ale po kolei. Koncert (w wydaniu DVD, na którym tu się skupię) zaczyna się od kilkuminutowego, budującego nastrój wstępu pokazującego nam jak to lider Armii, Tomasz Budzyński, pokonuje samochodem jakąś piękną polską drogę, z uśmiechem parkuje samochód – a zaraz potem wraz z kolegami z zespołu z zacięciem tłucze już na scenie „Cud” i „Urkoloseum”. To dwa solidne kawałki z zeszłorocznego albumu „Toń”, ale emanują one raczej energią wprowadzającą w rodzaj mistycznego transu niż zmuszającą do dzikiego tańca, co jednak kłóci się z rolą tradycyjnych koncertowych rozgrzewaczy. No ale taki już urok tej najnowszej płyty, co potwierdzają kolejne wyjęte z niej numery: imponujący „połamanym” początkiem „Duszo wróć”, klimatyczne „Puste okno” i „Taniec duchów”, czy nieco już śpiewniejsze – i ozdobione świetną instrumentalną puentą – „Ukamienowanie”.

Kiedy w połowie koncertu estradą wstrząsa mocarny riff „Domu przy moście”, aż chce się krzyknąć: „Oto właśnie PRAWDZIWA Armia!”.

Wszystko pięknie i ładnie – ale kiedy w połowie koncertu estradą wstrząsa mocarny riff „Domu przy moście” (z rewelacyjnej płyty „Droga” sprzed 17 lat), aż chce się człowiekowi krzyknąć: „Oto właśnie PRAWDZIWA Armia!”. A że prężny, chwytliwy „Dom przy moście” zręcznie spleciono z pełnym instrumentalnych popisów „Breakoutem” (z eksperymentalnego „Freaka” z 2009 r.) – robi się z tego jeden z najciekawszych fragmentów koncertu. Podobnie zresztą jak wykonanie innego pełnego werwy przeboju z lat wcześniejszych (zresztą ponownie z „Drogi”) zatytułowanego „Adwent” czy – na samo zakończenie – niezapomnianej, najstarszej w całym repertuarze „Legendy”. Choć poprzedzające ten ostatni utwór nowe numery „Tam gdzie kończy się kraj” i „Toń” też przecież bronią się świetnie. Tyle, że w nieco bardziej „cmentarny” sposób…

W wersji DVD koncert trwa 82 minuty, a w wersji CD – o 5 minut krócej. Zestaw utworów i tu, i tu jest prawie ten sam, z jedną kosmetyczną zmianą: w tym pierwszym wypadku zaraz na początku występu słyszymy „Opowieść zimową”, której brakuje w wydaniu audio – zastąpiona zostaje pięknie skotłowanym „Cudzym grzechem” (z płyty „Toń”) granym tuż przed wielkim finałem. I dobrze, odrobina wariacji nigdy nie zaszkodzi, a jednego i drugiego setu słucha się z podobną przyjemnością. No i dochodzą jeszcze pozytywne wrażenia estetyczne: album wydano w eleganckim, grubym digipacku ozdobionym kolejną w dorobku Armii intrygującą okładką (według projektu Niny Budzyńskiej). Dobra robota!

backtrack
Poprzedni

Poprzednie życie - nieznośne echa przeszłości [recenzja]

Scream Comics
Następny

Red Skin #1: Welcome to America - zimna wojna i superherosi [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz