Muzyka 

The Big Ass Beer to Go – Bluesowa petarda [recenzja]

Grają „grunge bluesa na sterydach”, a ich drugi album – „The Big Ass Beer to Go” – daje potężniejszego kopa niż zdecydowana większość produkcji hardrockowych i metalowych. Panie i panowie, poznajcie znakomitą poznańską formację Two Timer!

Po nagraniu swojego debiutanckiego krążka zespół wylądował m.in. w kolebce bluesa, Memphis, i właśnie ta wizyta zainspirowała muzyków do stworzenia nowej muzyki. „The Big Ass Beer to Go” to dwanaście porywających kawałków – niezależnie od tego czy są one szybkie, zmuszające albo do szaleńczego tańca, albo choćby do dziarskiego potupywania nogą (jak zaserwowane na dzień dobry trio: „Hank”, „Some New Boogie, Right?” i „Stick to C.”), czy też spokojniejsze i bardziej skupione na budowaniu stosownej atmosfery („Woods”, „William Stanley Milligan” oraz finałowy „The Bubble”). Rzecz w tym, że Two Timer umie upakować w swoich numerach niesamowitą dawkę emocji, które błyskawicznie udzielają się słuchaczowi – i o nudzie po prostu nie może być tu mowy.

Two Timer umie upakować w swoich numerach niesamowitą dawkę emocji, które błyskawicznie udzielają się słuchaczowi – i o nudzie po prostu nie może być tu mowy.

Będą pewnie tacy, co powiedzą, że dynamiczne granie, jakie uprawia Two Timer to już nie blues, ale raczej hard rock o bluesowym odcieniu, ale… nie przejmujmy się tego rodzaju ortodoksami. Słychać przecież od razu, że poznańskim muzykom pulsuje w żyłach czysty, żywy blues, a że potrafią go zagrać z hardrockową furią – tym lepiej dla nich. I dla tych fanów gatunku, którzy nie upierają się, że musi on być zawsze wykonywany „na smutno”. W utworach z „The Big Ass Beer to Go” szczególną uwagę zwracają szatańskie zagrywki na harmonijce ustnej (wyrazy uznania dla ich twórcy, Wojciecha Rudzińskiego) – a to tnące niczym brzytwa, jak w „Hank” czy „Tie One On”, a to znów wybrzmiewające unisono z gitarą, jak w „Some New Boogie, Right?”, czy znów przesycone żalem, jak w „Woods”, albo wręcz unoszące całą kompozycję, jak ma to miejsce w przypadku rock’n’rollowego wymiatacza „5 Dollars”. Reszta zespołu – wokalista Piotr Gorzkowski, gitarzysta Ernest Kałaczyński oraz sekcja rytmiczna Łukasz Rudnicki (bas) i Max Psuja (perkusja) – też jednak wykonuje rewelacyjną robotę, ukręcając wspólnymi siłami zestaw niepowtarzalnych, kipiących energią numerów, którym w sławetnym studiu Perlazza nadano odpowiednio muskularne brzmienie.

A teksty? Tez wypadają intrygująco, nawet jeśli przy pierwszym kontakcie mogą sprawiać wrażenie nieco bałaganiarskich i improwizowanych pod wpływem chwili. Ale czy nie tak powinno się właśnie śpiewać bluesa? Zwłaszcza, że większość tych improwizacji wypada naprawdę zabawnie i bezpretensjonalnie – jak choćby rozmowa ze sprzedawcą w sklepie monopolowym w zabójczo chwytliwym „MLS”, gdzie pierwszy refren to seria pytań od członków zespołu (zaczynająca się od „Why are you checking my ID?/ Is this some sort of quiz?”), a drugi – garść szczerych odpowiedzi sklepikarza („ID is required by state law/ If you don’t show it, it’s a felony”). Poza tym, tekściarz Piotr Gorzkowski ma uroczą tendencję do wtykania w wersy swych piosenek powalających prawd życiowych („Drinking alone is as bad as shitting in company!”, wyjawia w refrenie „21”, zaś utwór „Chinaski” puentuje stwierdzeniem: „I don’t have bad memory/ I’m just good at forgetting”), a obsesję na punkcie piwa i kształtnych kobiecych piersi chyba można mu wybaczyć… tym bardziej, że inspiracje czerpie m.in. od samego Charlesa Bukowskiego (cytowanego w piosence „Hank”).

Zresztą – nie słuchajcie mnie, posłuchajcie samego Two Timera, choćby w klipie poniżej. I powiedzcie szczerze: znacie inny blues band, który tak potężnie grzeje?

Werner Herzog na planie "Grizzly Man"
Poprzedni

Werner Herzog - fakty nie tworzą prawdy [wywiad]

Egmont
Następny

Salambo - historyczne science fiction [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz