Muzyka 

The Ghosts of Highway 20 – autostradą przez Stany [recenzja]

Najnowszy album Lucindy Williams to niemal dziewięćdziesięciominutowa ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu drogi. Smutnego filmu, pełnego połamanych życiorysów, upadłych karier i kurzu, który towarzyszy bohaterom.

 

W tym roku Lucinda Williams skończyła sześćdziesiąt trzy lata. W Stanach ma status najlepszej żyjącej dziś kompozytorki i w pas kłaniają się jej tacy mistrzowie jak Tom Waits, Elvis Costello czy Steve Earle. Choć nie zawsze tak było. Droga do kariery i uznania Williams była długa i wybrukowana nie jednym upadkiem. Śpiewać zaczęła już pod koniec lat 70., tyle, że na jej albumy nikt nie zwracał uwagi. Szukając swojego miejsca w życiu i muzyce ciągle podróżowała. Od Austin w Teksasie, przez Los Angeles, by finalnie osiąść w Nashville. Kilka razy złamano jej serce, pijała ciut za wiele, cały czas zbierając doświadczenie. Kiedy dziesięciu latach, jakie minęły od jej debiutu nagrała trzeci album coś zaskoczyło. Williams zerwała ostatecznie z cudzym repertuarem, komponując przejmujące pieśni oparte na własnych przeżyciach. I choć jej nowymi piosenkami zachwycił się będący wówczas na szczycie Tom Petty, na prawdziwy sukces wokalistka i kompozytorka musiała czekać jeszcze dekadę. W 1998 wydaje krążek „Car Wheels on a Gravel Road” a cała Ameryka nagle odkrywa „Keitha Richardsa w spódnicy”.

Dziś, osiemnaście lat później, Williams cieszy się zasłużonym statusem amerykańskiej ikony. Amerykańskiej, bo muzyka, którą gra jest na wskroś amerykańska. To country pomieszane w bluesem, rockiem i odrobiną folku. „The Ghosts of Highway 20” – dwunasty album kompozytorki nie stanowi odstępstwa od tej estetyki.

Otwierający krążek „Dust” to sześciominutowa ballada, której siłą napędową jest świetny gitarowy duet Billa Frisella i Grega Leisza (to, co panowie wyczyniają tu na gitarach całej płycie powoduje bezustanną gęsią skórkę)  oraz głos Williams. Nawet twojej myśli zamieniają się w kurz – wesoło nie jest. I nie będzie. Bo „The Ghosts…” to kolejna przygnębiają opowieść o rozpadającej się prowincjonalnej Ameryce, podeptanych marzeniach i podróży w nieznane. Snując swoją opowieść o Stanach klasy „B” Lucinda sięgnęła tu po dwie cudze kompozycje – świetnie zaaranżowane „Factory” Springsteena i równie mądrze wymyślone przez jej zespół „House of Earth” Woody Guthriego.

Chwilami można odnieść wrażenie, że „The Ghosts of the Highway 20” to muzyka do nieistniejącego filmu drogi, którego bohatera spotykają same życiowe niepowodzenia. Nawet w takim wydawałoby się optymistycznym „Can’t Close the Door on Love” smutek w głosie Williams, nie wróży miłości dobrze.

Śliczna jest to płyta. Mimo swojej długości (blisko dziewięćdziesiąt minut) nie nuży, za to wciąga i hipnotyzuje. A zamykające krążek dwunastominutowe „Faith & Grace” to absolutna perła do wielokrotnego słuchania.

Aleksandra Wydrych DB
Poprzedni

Aleksandra Wydrych - po obu stronach obiektywu [galeria NSFW]

Miramax
Następny

14 koszmarnych randek z filmów i seriali [ranking]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz