Muzyka 

Toń – Najsmutniejszy krążek Armii [recenzja]

Tomasz Budzyński brutalnie testował ostatnimi czasy cierpliwość fanów Armii: a to całkowicie zmieniał skład grupy, a to zaskakiwał eksperymentalnymi odjazdami (jak na poprzednim albumie formacji pt. „Freak” z 2009 r.), czy koncentrował się na wielu innych, nieszczególnie „armijnych” projektach (płyty solowe czy ostatnio ambitny „Rimbaud”). Oto nadszedł jednak ten wyczekiwany moment kiedy możemy zanurzyć się w dziesięciu nowych kompozycjach stworzonych pod szyldem Armii – i na szczęście znów brzmiących jak Armia.

Dodam: jak Armia spomiędzy „Triodante” i „Der Prozess”, a więc w tym swoim najmroczniejszym i najbardziej metalowym wydaniu. Co prawda w składzie nie ma już ani Michała Grymuzy, ani Popcorna – zastąpił ich gitarzysta Trupiej Czaszki, Rafał Giec – ale na brak ładnych, siarczystych riffów i tym razem narzekać nie można (szczególnie miło smagają człowieka w „Duszo wróć”, „Ukamienowaniu” czy „Cudzym grzechu”). Podobnie ma się sprawa z tak charakterystyczną dla brzmienia Armii waltornią: nie obsługuje jej już legendarny Banan, tylko muzyk Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Świętokrzyskiej – Jakub Bartoszewski, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że instrument ten nie odgrywa dziś tej roli, co dawniej; żeby się o tym przekonać wystarczy wczuć się w apokaliptyczny klimat, jaki z wydatną pomocą waltorni udaje się wykreować w „Urkoloseum” albo „Pustym oknie”. Od rozpoczynającego album „Cudu” aż po nastrojową finałową kompozycję „Tam, gdzie kończy się kraj” mamy więc do czynienia ze starą, dobrą, „niesfreakowaną” Armią – nawet jeśli od strony tekstowej obywa się tym razem bez jakichś większych rewelacji, a wręcz można odnieść wrażenie, że mamy tu głównie do czynienia z echami dawnych opowieści Budzyńskiego.

Od rozpoczynającego album „Cudu” aż po nastrojową finałową kompozycję „Tam, gdzie kończy się kraj” mamy tu do czynienia ze starą, dobrą, „niesfreakowaną” Armią.

Lider Armii opowiadał w wywiadzie dla magazynu Teraz Rock, że „Toń” to najsmutniejszy krążek jego zespołu – i trudno się z tym nie zgodzić. Brak tu nie tylko typowo humorystycznych akcentów w rodzaju „Horror Budzulli” z „Pocałunku mongolskiego księcia”, ale też jakiegokolwiek szybkostrzelnego hiciora w duchu „Niezwyciężonego”, które choć na chwilę rozruszałyby ten nowoarmijny orszak żałobny. Podobno taki był zamysł Budzyńskiego: mimo, że rzekomo udało mu się tego rodzaju hit skomponować, postanowił odstawić go na bok żeby „Toń” była konsekwentnie mroczna i nie uśmiechała się do słuchacza łatwymi refrenami.

W porządku, rozumiem – i z tym większą ciekawością oczekuję kolejnego materiału zespołu. Oby tylko pojawił się w miarę szybko, bo nie mam pojęcia jak kilkuletnie obcowanie z depresyjną „Tonią” wpływa na ludzką psychikę…

20th Century Fox
Poprzedni

Most Szpiegów - człowiek kontra historia [recenzja] [film] [dramat]

J.P. Fantastica
Następny

Wzgórze Apolla, tom 1 - szkolne życie towarzyskie i uczuciowe [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz