Muzyka 

Valley of Tears – Lepsi niż Iron Maiden [recenzja]

Można się było odrobinę martwić o najnowszą płytę Tank: najpierw ogłoszono odejście charyzmatycznego wokalisty Doogiego White’a, któremu dopiero co udało się tchnąć w twórczość tej zasłużonej ekipy drugie życie (zdążył nagrać z Tank dwa albumy: „War Machine” z 2010 r. oraz „War Nation” z 2012 r.); potem posypała się również sekcja rytmiczna, a planowaną premierę krążka przełożono o pół roku. Tego typu wydarzenia zwykle nie wróżą zbyt dobrze – a do tego wypuszczając nowy materiał pod koniec września zespół musiał liczyć się z porównaniami do wydanego w tym samym miesiącu albumu najsłynniejszych heavy metalowców świata, Iron Maiden. A przecież każdy wie, że z Iron Maiden nie można wygrać, tak?

Tymczasem – niespodzianka! Nowy wokalista Tank, ZP Theart (wcześniej m.in. w Dragonforce), znakomicie dopasował się do stylu grania grupy, jednocześnie dodając nowym kompozycjom nieznanej wcześniej przebojowości, w efekcie dostarczając nam wraz z kolegami jeden z najlepszych krążków w ponad 30-letniej karierze zespołu (Tank zaczął grać na początku lat 80., niewiele później niż Iron Maiden, szybko wyrastając na jednego z przodowników Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu). I tak podczas gdy Maideni utopili dobre pomysły w morzu powtórzeń i autoplagiatów nagrywając dwupłytowy, półtoragodzinny album, panowie z Tank tryumfują, raz jeszcze udowadniając, że grając metal warto czasem postawić na konkrety – bo „Valley of Tears” to zaledwie dziewięć utworów przynoszących niewiele ponad trzy kwadranse muzyki.

Zaczyna się od mrocznej, monumentalnej kompozycji tytułowej z wojennym tekstem, która w udany sposób hołduje dotychczasowym tankowym upodobaniom i gładko wprowadza nas w materiał nagrany w odświeżonym składzie (poza Theartem doszła też nowa sekcja rytmiczna w składzie: basista Blind Guardian, Barend Courbois, i były perkusista Sodom, Bobby Schottkowski). Także następny w kolejności „War Dance”, zwięzły i oparty na solidnym gitarowym riffie, to w zasadzie klasyczny Tank – choć oczywiście śpiewu Thearta nie sposób pomylić z niedawnymi wyczynami White’a czy oryginalnego wokalisty grupy, Algy’ego Warda. Prawdziwe niespodzianki zaczynają się jednak gdzieś na wysokości chwytliwego „Eye of a Hurricane” – w końcu nigdy dotąd nie udało się muzykom Tank tak gładko połączyć metalowego wymiatania z melodiami, które w innej oprawie mogłyby wojować na mainstreamowych listach przebojów. Podobnie jest jeszcze w przypadku „Living A Fantasy”, który wraz z „Eye of a Hurricane” powinien stać się nowym koncertowym hitem grupy, ale jeśli jesteście spragnieni muzyki Tank w wydaniu bardziej ponurym i dociążonym, nie macie się czym martwić – takiego grania również jest tu sporo (z niewymienionych dotąd numerów satysfakcjonuje pod tym względem zwłaszcza „Heading for Eternity” i wybrany do promocji krążka „Make A Little Time”). Z kolei rozpędzona finałowa kompozycja instrumentalna „One For The Road” zamyka całość na zaskakująco wesołej nucie, co tylko dodaje nowemu materiałowi atrakcyjności.

Warto więc zainteresować się najnowszą propozycją Tank – niezależnie od tego, czy heavy metal kręci Was od zawsze, czy tylko traktujecie tego rodzaju muzykę jako sympatyczną ciekawostkę. To po prostu jedna z najlepszych płyt tego gatunku nagranych w ostatnich latach.

Uroboros
Poprzedni

Star Wars: Lordowie Sithów [patronat]

Albatros
Następny

Uwodzicielka - Współczesne „Targowisko próżności” [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz