Niezbędnik 

Bad as me – Tom Waits występny i piękny [recenzja]

Internetowe ptaszki ćwierkają, że w tym roku dostaniemy nowy album od Toma Waitsa. Póki co tylko płotki, a my przypominamy ostatni studyjny album Toma

Tom Waits – wieczny wagabunda, ostatni prawdziwy bitnik, facet który potrafi upić pianino i od dawna twierdzi że diabla nie ma, jest tylko Bóg kiedy się upije – i jego ostatnia póki co płyta.  Przez ostatnie lata Waits wydawał głównie składanki i płyty koncertowe, przez co  złośliwi twierdzili iż się wypalił i nie ma pomysłów na nową autorską płytę. Nic z tego – dla tych którzy Waitsa pogrzebali „Bad as Me” było fatalną wiadomością. To po prostu świetny album.

Jeśli porównać go do którejś z wcześniejszych płyt Toma to przede wszystkim do „Mule Variations”. Podobnie jak na tamtej płycie Waits nagrał zestaw piosenek, które są przeglądem przez całą jego twórczość i muzyczne fascynacje. Album otwiera szalone i szybkie „Chicago” (z fenomenalnym solo na harmonijce Charliego Musselwhite’a), potem jest obsesyjnie bluesowe „Raised Right Man” (na basie Flea), które płynnie przechodzi w pierwszą balladę na płycie „Talking At The Same Time”.

Reszta albumu to podobna żonglerka stylistykami i nastrojem. Waits raz wzrusza czułą miłosną balladą „Kiss Me” to porywa świat do diabelskiego rock’n’rolla w „Bad As Me” by wreszcie złożyć hołd Rolling Stonesom w „Satisfied” (na płycie gra na gitarze sam Keith Richards).

Podobnie jak muzyką Waits żongluje tu tematyką piosenek to rozprawiając się z kryzysem w Stanach („Hell Broke Luce”), to snuje pijackie opowieści o prostytutkach i miłości („Kiss Me”). Oj pięknie się tego słucha, aż człowiek ma ochotę zapalić mocnego papierosa i nalać sobie Bourbona tan na dwa palce. I tylko od lat jedna rzecz mnie intryguje – jakim cudem Waits potrafi tworzyć tak niesamowicie sugestywny pijacki nastrój na płytach skoro sam od lat 80. już nie pije a pali sporadycznie. Widać po prostu ten typ tak ma.

FANKA
Poprzedni

Fanka - Strzeż się swych idoli [recenzja]

Albatros
Następny

Czarne jak moje serce - piękny, choć mało zaskakujący kryminał [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz