KOMIKS Niezbędnik 

Ekspedycja. Bogowie z kosmosu – kawał historii polskiego komiksu [recenzja] [komiks] [sci-fi]

Po ponad dekadzie od ostatniego wydania, na rynek powraca „Ekspedycja. Bogowie z kosmosu”, bądź też jak kto woli „Według Ericha von Dänikena” – jedyny polski komiks, który osiągnął międzynarodowy sukces (wydany w dwunastu krajach) i przekroczył nakład pięciu milionów egzemplarzy.

Od końca lat 60. aż po dziś dzień Däniken jest aktywnym badaczem i propagatorem teorii jakoby w zamierzchłych czasach Ziemia była odwiedzana przez kosmitów, którzy wywarli ogromny wpływ na rozwój naszej cywilizacji. Jego hipotezy i sposób w jaki łączy fakty przyciągają rzesze zwolenników, przeciwników i wywołują dyskusje często na najwyższych szczeblach naukowych. Choć większość jego pomysłów zostało obalonych bądź nie zawsze trzymają się kupy, nie zmienia to faktu, że wciąż pozostają atrakcyjne i potrafią skutecznie stymulować wyobraźnię. Sam jako nastolatek miałem okazję czytać dwie jego książki i doskonale pamiętam jakie wrażenie robił na mnie jego punkt widzenia.

Największą furorę Däniken robił w latach 70. i 80. (w Polsce dekadę później) a na apogeum tej popularności złożyło się wydanie ośmiotomowej serii komiksowej, którą dla niemieckiego wydawnictwa, mającego prawa do twórczości Szwajcara, stworzył Polski zespół (o kulisach tej współpracy można dowiedzieć się z wywiadu z Bogusławem Polchem, zamieszonym na końcu albumu). Scenarzystami „Ekspedycji” zostali Arnold Mostowicz (dziennikarz, a później badacz zjawisk UFO) oraz Alfred Górny (dyrektor wydawnictwa „Sport i Turystyka”), którzy z materią komiksu wcześniej nie mieli zupełnie do czynienia. I jest to niestety bardzo widoczne, zwłaszcza w narracji i sposobie prezentacji historii.

Koncepcyjnie całość wypada całkiem nieźle, choć razi powierzchowne traktowanie wielu podjętych tematów, a w ostatnich tomach łopatologiczne tłumaczenie wszystkiego, tak jakby twórcy nie mieli zaufania do inteligencji odbiorców.

Däniken do dziś utrzymuje, że wizyty przybyszów z innych galaktyk były faktem, o czym świadczyć mają liczne ślady pozostawione w podaniach starożytnych kultur (m.in. Stary Testament, wierzenia Dogonów, Ramajana) oraz fizyczne pozostałości ich budowli (ryty naskalne w Nasca, egipskie piramidy, Stonehenge). Wiele tych teorii scenarzyści wpletli w wymyśloną przez siebie przygodową fabułę, której bohaterami uczynili uczestników tytułowej ekspedycji z planety Des. Jej dowódcą była Ais, a misją zapoczątkowanie inteligentnego życia na niebieskiej planecie. Całością eksperymentu kierował Wielki Mózg – superinteligentna istota sprawująca władzę na planecie kosmitów, która później dla prymitywnych mieszkańców Ziemi stała się uosobieniem biblijnego Boga Ojca. Już w trakcie pierwszych prób genetycznych dochodzi do rozłamu w szeregach podróżników, którzy dzielą się na wiernych oczekiwaniom Wielkiego Mózgu i sługi podłego naukowca Sathama. Scenarzyści swe inspiracje czerpali przede wszystkim z teorii biblijnych, trochę po macoszemu traktując ślady z innych wierzeń. Przez osiem albumów śledzimy niemal większość najważniejszych legend Starego Testamentu z ingerencją najnowszych zdobyczy technologicznych przybyszów z kosmosu.

Koncepcyjnie całość wypada całkiem nieźle, choć strasznie razi powierzchowne traktowanie wielu podjętych tematów, a w ostatnich tomach łopatologiczne tłumaczenie wszystkiego, tak jakby twórcy nie mieli zaufania do inteligencji odbiorców. To po pierwsze, a po drugie, pod względem narracyjnym „Ekspedycja” bardzo się zestarzała. Wynika to nie tylko z czasów, w których powstała, kiedy to fabuły były grubo i topornie ciosane, ale też z niedoświadczenia scenarzystów, popełniających wiele szkolnych błędów.  Weźmy na przykład miłosny wątek Ais, do której zaloty czyni prawie każdy wyższy stopniem uczestnik misji. Ta stanowczo każdemu odmawia miłości, by w końcu ni z tego ni z owego mizdrzyć się do jednego z nich. Brak tu jakiejkolwiek podbudowy, fundamentów przyczynowo skutkowych stojących za takim zwrotem fabularnym, który w szerszej perspektywie i tak nie ma znaczenia.

Tym co najmniej się zestarzało i wciąż budzi podziw są rysunki Bogusława Polcha. To właśnie „Ekspedycja” była poligonem doświadczalnym, na którym wyrobił swój ostry, precyzyjny, realistyczny styl, będący później kwintesencją „Funky Kovala”. Z albumu na album kreska Polcha rozwija się coraz bardziej, kolejne sekwencje nabierają większego dynamizmu, a kadrowanie późniejszych scen potrafi zatrzymać na dłużej i niejednokrotnie ociera się o epickość. Dla miłośników tego artysty to doskonały przewodnik po kolejnych etapach jego twórczego rozwoju. Dla starszych czytelników zapewne sentymentalna podróż do przeszłości, a dla zupełnie nowych kawał historii polskiego komiksu, który pomimo wielu wad, powinien być lekturą obowiązkową.

Fox Games
Poprzedni

Metropolia - na długie godziny dla całej rodziny [recenzja]

Lost River - On Set - 18 Ryan and Benoit Debie on set
Następny

Ryan Gosling i jego "Lost River"

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz