Niezbędnik 

Hell Comes to Frogtown – żaby w oparach seksu [recenzja]

Film z cyklu: dlaczego kino ma być śmiertelnie poważne, a my mamy oglądać tylko te wybitne i wielkie filmy? A więc o czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna? Oczywiście o seksie z żabą posiadającą trzy penisy.

To nie żart, tylko wymysł dość chorej wyobraźni nieżyjącego już reżysera i scenarzysty Donalda G. Jacksona. W 1987 roku wpadł on na pomysł, aby za małe pieniądze nakręcić futurystyczny thriller science fiction, który byłby połączeniem „Mad Maxa” i „Planety małp”. Tak właśnie powstało dziełko o wdzięcznym tytule „Hell Comes to Frogtown”.

Oto po wojnie atomowej ludzkość została zdziesiątkowana. Mężczyźni, którzy przeżyli promieniowanie i bitwy, niestety na zawsze stracili zdolność reprodukcji. Na ich nieszczęście pustynne żaby, które po promieniowaniu nabrały ludzkich kształtów, stworzyły własne miasta fortece, do których porywają piękne kobiety, aby uprawiać z nimi brutalny, zwierzęcy seks (dlaczego mają trzy penisy, nie jest wyjaśnione). Ostatnią nadzieją ludzkości okazuje się niejaki Sam Hell (nieodżałowany, zmarły niedawno Roddy Piper, czyli były zapaśnik i czasami aktor), rozrabiaka, były żołnierz, jeden z ostatnich męskich okazów, które „noszą naładowany pistolet” (cytat za filmową pielęgniarką). W eskorcie dwóch pięknych niewiast Sam uda się więc do Frogtown, aby odbić z łap żab śliczne białogłowy. Ale żeby nie przyszło mu do głowy używać swojego sprzętu nadaremnie, rząd zakłada mu na genitalia gigantyczny pas cnoty podłączony do ładunku wybuchowego.

To, co dzieje się później, to istna orgia złego smaku i kiczu. Żaby uwodzą kobiety bynajmniej nie kumkaniem, panie prężą się, pokazując swe wdzięki, a nasz bohater cierpi, albowiem pod pasem cnoty co chwila budzi się jego broń. Absurdalny, mizoginistyczny, ale i bezgranicznie śmieszny, pewnie dlatego, że nakręcony w absolutnie poważnej tonacji, film doczekał się już rewelacyjnej parodii w animowanym serialu „Family Guy” oraz trzech jeszcze gorszych kontynuacji. Dalszy rozwój cyklu przerwała nagła śmierć jego twórcy. Szkoda.

BadLtOcard5
Poprzedni

Zły porucznik - zapiski uzależnionego geniusza [recenzja]

krol gry
Następny

Król gry - Sherlock z przypadku [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz