KOMIKS Niezbędnik 

It’s not about that – Nudna codzienność robota [recenzja]

Ładnie zilustrowana i pokolorowana opowieść o robocie bardziej ludzkim niż człowiek.

Popkultura nafaszerowana jest niezliczoną ilością mniej lub bardziej zapadających w pamięć robotów. Terminator, ED 209, R2D2, Optimus Prime czy Marvin to tylko nieliczne przykłady, które zapisały się w historii złotymi zgłoskami. Jedne są zabójcze, inne troskliwe, jedne przypominają ludzi, inne z kolei wyglądają jak kubeł na śmieci. Przedstawiane są zazwyczaj jako jednostki służące, bądź wspomagające ludzi, wyręczające ich z codziennych obowiązków, lub wykonujące za nich najcięższe czynności. Wzbudzają sympatię ale i przerażenie, bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo, czy jakieś krótkie spięcie nie będzie przyczyną niesubordynacji bądź tragicznej masakry. Robociej tematyki podjął się również Bartosz Sztybor, który do galerii rozpoznawalnych maszyn dodał swojego 150186.

Czy w przyszłości człowiek stanie się zimnym i nieczułym automatem, a może robot będzie bardziej wyrozumiałym i towarzyskim kompanem?

W „It’s not about that”, 150186 jest robotem domowym, który solidnie wykonuje swe obowiązki i odlicza godziny do upragnionej emerytury. Dni lecą leniwie i przyjemnie, ograniczają się do sprzątania, wydawania posiłków i ogarnięcia podwórza. Niespodziewanie jednak pojawia się zmiana, która wywróci życie sumiennej maszyny do góry nogami. Sztybor opowiada bardzo prostą historię, która z powodzeniem dotrze do najmłodszych czytelników, jednak pod tą przykrywką sprytnie przemyca bolączki i obawy wielu futurystów. Czy w przyszłości człowiek stanie się zimnym i nieczułym automatem, a może robot będzie bardziej wyrozumiałym i towarzyskim kompanem? Z pozoru niewinna historia przeradza się w autentyczny dramat i trudno tu oceniać, kto był jego bezpośrednią przyczyną. Autor pozostawia ten dylemat do rozważenia czytelnikowi, który albo odczyta go dosłownie albo znajdzie swój własny wzorzec interpretacji. Warto jednak wspomnieć, że w pewnym momencie 150186 bliżej do nieprzewidywalnego Bendera z „Futuramy” niż uległej Rosie z „Jetsonów”. Nad całością unosi się też duch Philipa K. Dicka, który w „Blade Runnerze” również zastanawiał się nad podobnymi kwestiami.

Cartoonowy, oszczędny styl Nowackiego doskonale koresponduje z treścią i uwypukla przedstawione lęki, a zimne i płaskie kolory Mazura nadają całości metalicznego posmaku i mechanicznej precyzji. Świetna, niema opowieść z przesłaniem, włączająca uśpione trybiki odpowiedzialne za myślenie.

 Artykuł pierwotnie ukazał się w magazynie Nowa Fantastyka 6/2013
Albatros
Poprzedni

Mroczna Wieża #3: Ziemie Jałowe - Tolkien według Kinga [recenzja]

Rank Film
Następny

„Mgła” czyli początek wszystkiego

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz