Niezbędnik 

It’s Not How Far You Fall, It’s The Way You Land/ Broken: wadząc się z Bogiem

W oczekiwaniu na nowy album Soulsavers nagrany w duecie z Davem Gahanem, przypominamy dwie najlepsze płyty Brytyjczyków. Obie z Markiem Laneganem.

Najpierw gitarowe sprzężenie, po nim dudniący bas, organy i chór gospel nucący w refrenie coś, na kształt starej murzyńskiej pieśni religijnej. Atmosfera robi się mroczna, duszna i wtedy nagle pojawia się męski głos – niski, chropowaty i zmęczony życiem. Tak zaczyna się „Revival” utwór otwierający „It’s Not How Far You Fall, It’s The Way You Land” , album brytyjskiego duetu Soulsavers w skład którego wchodzą Rich Machin i Ian Glover – na co dzień znani i cenieni spece od elektroniki i remiksów. Tym razem panowie do współpracy zaprosili m.in. gwiazdę alt-country Bonnie „Prince” Billy’ego i chyba najmroczniejszy głos współczesnego amerykańskiego rocka, czyli Marka Lanegana. To właśnie on śpiewa w „Revival” i tak naprawdę, on ukradł tę płytę wszystkim. Z dziesięciu piosenek na albumie śpiewa w ośmiu, a Bonnie służy jedynie za barwne tło. „It’s Not How Far You Fall, It’s The Way You Land” to religijna, ponura opowieść o poszukiwaniu Boga i zbawienia, w całości utrzymana w dusznym bluesowo-gospel-rockowym klimacie. A Lanegan w takiej muzyce znajduje się najlepiej. Na płycie słuchać, że facet wyśpiewuje siebie – zgubionego, poszukującego okupienia człowieka. Wychował się w patologicznej rodzinie, o której nigdy publicznie nie opowiada, przez lata był, a jego kumpel Kurt Cobain popełnił samobójstwo. Każdy emocjonalny problem Lanegana, każdą duchową rozterkę słychać w jego głosie. Oto piękna i wstrząsająca muzyczna spowiedź.

I kiedy wydawało się, że „It’s Not How Far You Fall…” będzie opus magnum Soulsavers, dwa lata później panowie znów zaskoczyli. Na „Broken” znów zaprosili do współpracy wokalistę Marka Lanegana w efekcie czego powstała płyta, która powala swoim posępnym nastrojem.  Bo „Broken” to tak naprawdę album Lanegana. To on skomponował tu większość utworów i to on jest największa gwiazdą płyty. Nawet sam Mike Patton, który pojawia się tu gościnnie nie próbuje konkurować z głosem Lanegana. Wokalista Faith No More usunął się w cień, śpiewając tylko chórki. Muzycznie „Broken” to mieszanina delikatnej psychodelicznej elektroniki z ciężkim, mrocznym bluesem. Lanegan śpiewa tu o skrzywdzonych przez życie ludziach, utraconych szansach i Bogu, w którym grzesznicy szukają ratunku.  Ponoć wokale na płytę muzyk nagrywał z domowym studiu o godzinie trzeciej w nocy. I to słuchać. Jego głos brzmi jak pochodził z innego wymiaru – z miejsca zawieszonego gdzieś między życiem a śmiercią, snem i przebudzeniem. Szkoda, że Soulsavers wspólnie z Laneganem doszli do wniosku, że osiągnęli już wszystko. Od kilku lat duet nagrywa z Davem Gahanem i to są dobre płyty. Nawet bardzo. Ale do emocjonalnego ekshibicjonizmu dwóch albumów z Laneganem bardzo im daleko.

Open Road
Poprzedni

Green Inferno: Eli Roth w amazońskiej dżungli - [recenzja]

w-pustyni-i-w-puszczy-ost-recenzja
Następny

W pustyni i w puszczy: ścieżka dźwiękowa - Sentymentalna podróż do Afryki [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz