Niezbędnik 

Junior Bonner

„Junior Bonner” to jeden z tych filmów o których niewiele osób pamięta, rzadko powtarzają go stacje telewizyjne, a na DVD w Polsce wciąż nie można go uświadczyć. A szkoda, bo to jeden z najczulszych i najlepszych filmów Sama Peckinpaha.

Steve McQueen wciela się tu postać podstarzałego mistrza rodeo, który po latach banicji wraca do rodzinnego miasteczka. Teoretycznie po to, aby wystąpić w wielkim konkursie rodeo, ale w praktyce tak naprawdę by zmierzyć się z demonami przeszłości od których uciekł. Scena kulminacyjną ma być ujeżdżanie przez niego wielkiego i wściekłego byka o uroczym imieniu Sunshine. Na planie filmowym dla bezpieczeństwa przebywały dwa było. Milutki i kochający ludzi Docile oraz wściekły i zły Evil Sunshine. McQueen w 1972 roku był wielką gwiazdą Hollywood i miał absolutny zakaz zbliżania się do złego byka. Steve McQueen był ponoć człowiekiem dowcipnym i uwielbiającym płatać kolegom żarty na planie. Pewnego dnia wbrew zakazom zbliżania się do klatki ze złym bykiem poszedł tam i co więcej zwierzątko wypuścił. Miało być śmiesznie a skończyło się planowym pandemonium, bo byk w szale rozwalił pół planu i bardzo drogie kamery. Przez ten żart niemal przerwano zdjęcia. Co ciekawe ta anegdota idealnie wpisuje się w ton i klimat opowieści, bo ten film to tak naprawdę rzecz o ludziach, którzy chcą dobrze, ale ciągle wychodzi im jakoś na opak.

Na świecie „Junior Bonner” trafia na półki z westernami a to kategoryzacja ciut krzywdząca. To jednak wzruszająca opowieść o ludziach i to strasznie zwyczajnych.  Ojciec Bonnera i Junior to tacy faceci którzy nie chcą za nic zaakceptować tego że świat się zmienił, że żeby żyć trzeba pracować, że pojawiły się banki, kredyty, etaty. Nie godzą się na to i świadomie wybierając nie posiadanie niczego i życie chwilą. Ponoć znajomi Peckinpaha twierdzili, że to był jego najczulszy i bardzo osobisty film, bo rozprawiał się w nim ze światem, który zniknął na jego oczach, czyli Ameryką wolnych ludzi i wolnych przestrzeni, i z jego brakiem nigdy się nie pogodził. I tę czułość widać tu w każdym kadrze.

Kiedyś Peckinpah powiedział, że nakręcił „Juniora Bonnera”, w którym nie pada żaden strzał i żaden widz na ten film się nie wybrał. Fakt, nikt tu nie ginie i fakt to była wielka klapa. Ale za to artystyczny sukces. Bo powstał film skromny, poruszający, dowcipny i bardzo uniwersalny.  Bo to w końcu opowieść nie tyle o Ameryce, końcu Dzikiego Zachodu, ale po prostu o przemijaniu i tym, że w życiu wszystko kiedyś się kończy.

To ja jeszcze dodam jedno, jeśli miałbym wybrać scenę, która równie moim zdaniem celnie oddaje klimat tego filmu co przywołana na początku anegdota to wybrałbym tę w której Steve McQueen obciąga wystający brzuch bandażem elastycznym. Lata płyną, brzucha przybywa ale w głębi serca Junior wciąż czuje się młody, silny i szczupły. Jak wielu z nas.

Huffington Post
Poprzedni

Kim był Kurt Cobain?

Kim Bum DB
Następny

Kim Bum - zjawiskowe concept arty [galeria NSFW]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz