Niezbędnik 

Mordercze klowny z kosmosu – radość celowego kiczu [recenzja]

„Mordercze klowny z kosmosu” – jeden z najdziwniejszych i zarazem najbardziej absurdalnych horrorów z lat 80. doczeka się telewizyjnego serialu. Zanim do tego dojdzie, przypominamy, za co kochamy złe klowny z kosmosu.

 

Pewnego wieczora nad małym kalifornijskim miasteczkiem Crescent Cove pojawia się kometa. A przynajmniej tak wydawało się pewnemu farmerowi, który pędzi za zbliżającym się do ziemi obiektem. Kiedy w końcu dociera do miejsca, w którym ciało niebieskie powinno uderzyć o ziemię, jego oczom ukazuje się obraz niezwykłe osobliwy. Oto na środku pola stoi wesołe miasteczko. Farmer szybko przekonuje się, że owo miasteczko nie jest tym czym się wydaje…

Nie ma bardziej banalnego otwarcia filmu grozy? Owszem. Od „The Blob” ze Stevem McQueenem motyw małych miasteczek i kosmitów wyeksploatowano do bólu. Ale czy kiedykolwiek wcześniej widzieliście film, w którym złe istoty z kosmosu zamieniają ludzi w wielkie porcje wypchanej ludziną waty cukrowej? Ano nie.

Twórcy „Morderczych klownów z kosmosu” The Chiodo Brothers, czyli trójka braci, w Hollywood byli specami od efektów specjalnych, którzy m.in. wymyślili kosmiczne crittersy. W roku 1988 udało im się uzbierać pieniądze na własny film. Ponieważ nie ograniczało ich żadne wielkie studio filmowe, postanowili stworzyć film, jakiego nikt wcześniej nie widział. Najbardziej pokręconą opowieść o inwazji kosmitów w historii.

I trzeba im przyznać jedno – udało im się. „Mordercze klowny…” to pozornie zbiór gatunkowych klisz. Mamy tu, zatem małe miasteczko, zło, które nagle pojawia się szerząc chaos, sympatycznego chłopaka z sąsiedztwa, szkolną piękność, głupiego osiłka, leniwego szeryfa… wszystko, co można włożyć do sztampowego kina grozy. Bracia Chiodo z pełną świadomością kiczu, jakim operują uznali, że… przyprawią swój film niespotykaną dozą absurdu. I tak nagle zła klowny zamieniają ludzi w watę cukrową. Bohaterowie wygłaszają tak koszmarne komunały, że puchną od nich uszy, sceny zabójstw i uprowadzeń są celowo absurdalne i śmieszne. I kiedy wydaje nam się, że ten film nie może być głupszy i bardziej campowy (bo dodajmy, że scenerię rodem z kina z lat 50., twórcy filmu pokolorowali w pstrokate barwy lat 80.) bracia Chiodo wykonują nagły zwrot i… autentycznie straszą igrając przy tym z widzem, który wszystkiego się spodziewa, ale nie sekwencji, które będą autentycznie budzić grozę.

„Mordercze klowny z kosmosu” w chwili swojej premiery spotkały się z chłodnym przyjęciem. Postmodernistyczna żonglerka konwencjami i schematami nie przypadła do gustu ani fanom kina grozy, ani wielbicielom komedii. Musiały minąć lata, aby „Klowny…” z dziwadła filmowego stały się dziełem kultowym. W 2005 roku na rynku pojawiły się nawet zabawki wzorowane na postaciach morderczych kosmitów. Dziś „Mordercze klowny z kosmosu” to kanon filmowego campu i film kultowy. Bracia Chiodo przez lata odgrażali się, że stworzą sequel swojej opowieści, ale nie udało się im zebrać budżetu. Aż do tej pory. „Mordercze klowny…” wracają do telewizji. Tak przynajmniej twierdzą bracia Chiodo, którzy zapewniają, że prace nad projektem ruszą jeszcze tej wiosny.

wojna lotosowa2
Poprzedni

Strzeż się Bratobójcy [konkurs]

roman wilhelmi biografia
Następny

Roman Wilhelmi. Biografia - Jak żyć z Dyzmą [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz