Niezbędnik 

Nothing’s Impossible – mała soulowa perełka [recenzja]

Miał czternaścioro dzieci i cztery żony. Wydał trzydzieści pięć płyt. Jego piosenki śpiewali najwięksi muzycy na świecie. A on sam jednak nigdy nie został wielką gwiazdą. Został po prostu legendą.

 

Chociaż za ojca muzyki soul uznaje się Raya Charlesa, a jego piosenkę „I Got a Woman” z 1954 roku za pierwszy soulowy przebój, to człowiekiem który naprawdę wypromował tę muzykę był dziś zapomniany Solomon Burke. Jego kompozycje takie jak „Just Out of Reach” czy „Cry to Me” (jeśli pamiętacie scenę miłosną z „Dirty Dancing” znacie tę piosenkę) nagrane na początku lat 60. są obecnie żelaznymi klasykami, uznawanymi za kamienie milowe gatunku. No i jeszcze „Got to Get You Off My Mind”… piosenka, która kojarzy każdy fan Nicka Hornby’ego i jego „Wierności w stereo”.

Niestety Burke nigdy nie odniósł spektakularnego sukcesu jak Charles czy grający jego piosenki Otis Reading. I tak zamiast stać się światową ikoną soulu, został wybitnym wokalistą znanym wąskiemu gronu wtajemniczonych w historię gatunku. „Nothing’s Impossible” wydany w 2010 roku  krążek wówczas siedemdziesięcioletniego (choć nie jest to pewne bo źródła podają trzy daty jego urodzenia 1936, 1938 i 1940) statusu muzyka nie zmieni. A szkoda, bo jest to wciąż jedna z najpiękniejszych płyt naszego wieku. „Dreams” to zmysłowa soulowa piosenka która w niczym nie ustępuje przebojom  Barry’ego White’a, „Oh What a Feelling” uwodzi rytmem a takie „You’re Not Alone” to kawał radosnego soulu przywodzący na myśl kultowy film „Blues Brothers”. Zapewne nie udałoby się Burke’owi nagrać tak dobrego albumu bez małej pomocy legendarnego soulowego i funkowego producenta Willie Mitchella. Pracował on z takimi gwiazdami gatunku jak Al Green czy Booker T and the MG’s a płycie Solomona nadał niezwykle lekkiego, ożywczego brzmienia. „Nothing’s Impossible” był ostatnim krążkiem nad jakim pracował Mitchell. Producent zmarł w styczniu 2010 roku, miał osiemdziesiąt jeden lat. Dziesięć miesięcy później na lotnisku w Amsterdamie zmarł sam Burke. Zasnął w poczekalni i już się nie obudził. Ten album  jest zatem testamentem dwóch gigantów soul i zarazem dowodem na to, że można czuć i grać soul do samego końca.

Anomalisa-Poster_1200_1750_s
Poprzedni

Anomalisa - być jak Charlie Kaufman [recenzja]

Egmont
Następny

Niezła draka, Drapak! #1: Puść to jeszcze raz - superbohater dla dzieci [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz