KSIĄŻKI Niezbędnik 

Portret Doriana Graya – przegląd ludzkich obsesji i lęków [recenzja]

Pisząc „Portret Doriana Graya”, swoją jedyną powieść, irlandzki autor Oscar Wilde nie mógł się spodziewać jak wielki skandal nią wywoła. Nie przypuszczał też pewnie, że tak wielu czytelników jego dzieła nie zrozumie.

Premiera pierwszej wersji powieści odbyła się w czerwcu 1890 r. w popularnym magazynie literackim Lippincott’s Monthly Magazine. Większość krytyków była oburzona jej „wyraźnie skandalicznym charakterem”, „przytłaczającą dekadenckością” i „natrętnym promowaniem homoseksualizmu”. Aby powstrzymać te ataki, do książkowego wydania „Portretu Doriana Graya”, które ukazało się w kwietniu 1891 r. Wilde przygotował specjalną przedmowę (wyjaśniał w niej m.in., że „nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle”), a także złagodził wątki homoerotyczne i rozbudował tło opowieści dodając sześć nowych rozdziałów. Także ta rozszerzona wersja utworu okazała się jednak dla ówczesnych odbiorców zbyt odważna i ponownie wywołała lawinę negatywnych recenzji. Dopiero po latach doceniono talent, jakim wykazał się tu Wilde, zręcznie splatając ze sobą pewne archetypy historii grozy i odwołując się do głęboko skrywanych ludzkich obsesji i lęków.

Początek powieści to rozmowa pomiędzy artystą Bazylim Hallwardem, a lordem Henrykiem Wottonem, podczas której ten pierwszy zachwyca się niejakim Dorianem Grayem – „młodym człowiekiem niezwykłej piękności”, który ostatnio pozował mu do portretu. Zaintrygowany lord Wotton nalega na spotkanie z urodziwym młodzieńcem, a kiedy do niego dochodzi, zaraża Graya swoim hedonistycznym światopoglądem, zaszczepiając mu obsesję na punkcie piękna. To z kolei prowadzi do zawarcia przez tytułowego bohatera faustowskiego paktu z siłami nieczystymi: ma on zapewnić Grayowi wieczną młodość, w zamian więżąc jego duszę w namalowanym przez Bazylego portrecie, który odzwierciedla odtąd prawdziwą naturę młodzieńca, starzejąc się i potworniejąc z każdym popełnionym przez niego grzechem.

Wilde udowodnił swoją powieścią, że horror i erotyka potrafią znakomicie ze sobą współgrać.

Zaproponowany tu motyw „niesamowitego obrazu” niejednokrotnie będzie jeszcze w literackim horrorze powracał – czy to w formie bardzo podobnej, jak u Wilde’a, czy też jako pokrewny motyw „zaklętego lustra” albo „demonicznego bliźniaka”. Nie należy jednak zapominać, że jakkolwiek silne byłyby więzy łączące dzieło Wilde’a z innymi klasykami literackiej grozy – m.in. z „Frankensteinem”, „Doktorem Jekyllem i panem Hydem” czy „Wyspą doktora Moreau” – to posiada ono niezwykle ważną cechę, która je w tym gronie wyróżnia. To oczywiście silnie zaakcentowany aspekt erotyczny – do tego sprowadzający się przede wszystkim do fascynacji homoseksualnej (choć Dorian Gray daje się też zauroczyć kobiecie, co zresztą prowadzi do tragicznych konsekwencji).

Pomimo wszelkich zalet powieści, trudno powiedzieć czy do dziś cieszyłaby się ona tak wielką popularnością gdyby nie owo odważne połączenie grozy z seksem. Niezależnie od pewnej autocenzury wprowadzonej w drugiej wersji opowieści, Wilde potwierdził więc to, co musiał zauważyć już Joseph Sheridan Le Fanu tworząc dwie dekady wcześniej „Carmillę”: fakt, że horror i erotyka potrafią znakomicie ze sobą współgrać. Nawet jeśli dla czytelników z końca XIX w. było to jeszcze połączenie zbyt szokujące.

Wilde zapłacił wysoką cenę za swoje ekstrawagancje – zarówno te utrwalone na papierze, jak było w przypadku skandalu wywołanego premierą „niemoralnego” „Portretu Doriana Graya”, jak i te, na które pozwalał sobie w życiu osobistym. Choć miał żonę i dwójkę dzieci, nie ukrywał swojego pociągu do mężczyzn i przyznawał się do licznych homoseksualnych kontaktów płciowych. Jego życie w dużej mierze przypominało losy książkowego Doriana Graya, który zachłysnąwszy się ideą hedonizmu i sztuki, którą należy stawiać ponad wszystko, nie potrafił już w dawny sposób kochać i szanować ludzi. Za główną przyczynę rozpadu małżeństwa Wilde’a uznaje się jego burzliwy związek z lordem Alfredem Douglasem, który ostatecznie doprowadził też do osadzenia artysty w areszcie i skazania go na dwa lata ciężkich robót. Bo choć już na kartach „Portretu Doriana Graya” można było odnaleźć liczne odniesienia do miłości homoseksualnej, to udowodnienie w sądzie, że autor powieści sam w tych zakazanych wówczas przez prawo praktykach brał udział, równało się oskarżeniu o sodomię.

Pobyt w więzieniu wyczerpał Wilde’a zarówno fizycznie, jak i psychicznie, i wkrótce po odzyskaniu wolności artysta zmarł, pozostawiając po sobie napisany w areszcie list zatytułowany „De Profundis” (w naszym kraju wydany pod tytułem „De Profundis czyli krzyk z otchłani”). Wilde żałował w nim za wcześniejszy sposób prowadzenia się i za nowy wzór obierał sobie Jezusa Chrystusa. Tyle, że o wyrażającym skruchę „De Profundis” pamiętają dziś głównie znawcy literatury, podczas gdy czczący ideę wiecznej młodości „Portret Doriana Graya” na dobre zakorzenił się we współczesnej kulturze, nieustannie odradzając się w postaci nowych ekranizacji, utworów muzycznych, sztuk teatralnych i różnego rodzaju nawiązań popkulturowych. Pamiętajmy tylko, że ani Dorian Gray, ani Oscar Wilde nie wyszli najlepiej na swoich marzeniach o „zatrzymaniu młodości”.

Egmont
Poprzedni

Lobo - Portret bękarta - Slasher, satyra i czarny humor [recenzja]

20th Century Fox
Następny

Fantastyczna Czwórka - ani to przyjemne, ani mądre [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz