Niezbędnik SERIALE 

Spectacular Spider-man [recenzja] [serial] [ animacja]

Umówmy się. Dzień dziecka powinni świętować wszyscy, niezależnie od tego, czy mają lat 10 czy 110. Z tej okazji prezentujemy serial, który trafi do publiczności w tym właśnie przedziale wiekowym. Oto „Spectacular Spider-man” – animacja, która zagroziłaby pozycji „Batman: The Animated Series”, gdyby nie jeden feler.

Od razu uprzedzam: nie dajcie się zwieść pierwszemu wrażeniu, jakie buduje specyficzna, uproszczona kreska. Na pojedynczych kadrach może wyglądać na przeznaczoną dla dzieci, ale to tylko pozory. „Spectacular” to jedna z najdojrzalszych pozycji w swojej kategorii. Plastyczna, dynamiczna, efektowna i pełna niespodzianek oraz smaczków.

W przeciwieństwie do poprzednich animacji z Pająkiem – „SSM” wraca do korzeni. Opowiada historię Petera Parkera, dzieciaka ukąszonego przez radioaktywnego Pająka – od początku. Poznajemy go w ostatniej klasie ogólniaka. Całkiem niedawno dostał swoje moce. Jest nawet odcinek w całości poświęcony genezie bohatera. Teraz zaś Parker próbuje godzić kolejne starcia z pojawiającymi się jak grzyby po deszczu super-przestępcami i życie osobiste. Historia wprowadza po kolei klasycznych wrogów Spider-mana. Dostajemy galerię składającą się z takich osobistości jak Tombstone, Green Goblin, Venom, Kraven, Black Cat, Doctor Octopus, Rhino, Mysterio i inni. Sama śmietanka. Pojawiają się też znani bohaterowie drugoplanowi, jak Harry Osborn, Ciotka May, Mary Jane, J. Jonah Jameson czy Miles Warren.

Wiecie, standardowy towar, który dostajemy przy każdej produkcji o Pająku, czy to filmowej, czy telewizyjnej.

Sztuka polega na tym, jak historia została opowiedziana. Twórcy pokazali tu wielkość. Nie tylko trzymali w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny, ale wycisnęli z super-bohaterskiej konwencji każdą możliwą kropelkę, byle tylko uczynić ze „Spectaculara” serial dla myślącej i nieco wrażliwszej widowni.

Przede wszystkim fabuła jest tu piekielnie konsekwentnie  zbudowana. Scenarzyści musieli wykonać szpagat z gwiazdą, żeby pogodzić epizodyczność poszczególnych historyjek z  prowadzeniem bardziej rozbudowanej opowieści. Udało im się stworzyć spiralę, która powoli wciąga kolejne postacie krążące w tle i przeobraża ich na różny sposób. Zazwyczaj przez kilka odcinków obserwujemy dorastanie kolejnych „Villainów” do roli, ale działa to też w drugą stronę. Tło obejmuje bowiem także „zwykłych” ludzi, jak Flash czy MJ – i każde z nich dostaje dość czasu antenowego, by zaangażować nas w swoją historię.

gwenormj

Obserwujemy pierwsze, nieporadne kroki Petera jako reportera, widzimy, jak (nie) radzi sobie z dziewczynami i próbami nawiązania głębszej relacji. Piękne jest to, że każda postać ewoluuje. Oczywiście, na pierwszy plan wysuwa się przemiana Spider-mana z ciapowatego lekkoducha, który potrafi być bardzo nieodpowiedzialny w bohatera, który owszem, popełnia błędy, ale zaczyna się na nich uczyć. Jest to bodaj najsprytniejszy  sposób sprzedawania jakichkolwiek mądrości dzieciakom. Kolejne historie po prostu pokazują konsekwencje błędów i głupich czynów. Jeśli Spider ulega wewnętrznym demonom i zaczyna być agresywny, to może kogoś skrzywdzić i zrazić do siebie. Nawet Villaini patrzą wtedy na niego inaczej. Z przeciwnika przeobraża się wtedy w śmiertelnego wroga. Jeśli w związku zachowuje się jak dupek, to może zwyczajnie zostać na lodzie. Jeśli zaniedba problem, to wypali mu w twarz. Proste, mądre i klarowne. W dodatku scenarzyści pieką tu dwie pieczenie na jednym ogniu – nie tylko nadają produkcji niewymuszonej głębi, ale też wprowadzają twisty fabularne godne seriali dla dorosłych i podkręcają napięcie.

Częścią tego napięcia i konsekwencji są oczywiście przeciwnicy. Naprawdę dobrze napisani, każdy z nich kieruje się sensowną motywacją. Serial prezentuje ich jako niejednoznaczne postaci, , które zeszły na tę drogę niekoniecznie z własnej woli, napędzane traumami, życiowymi porażkami i nieszczęśliwymi wypadkami. Tak naprawdę między nimi a Spider-manem przebiega cienka granica. Ledwie zauważalna kreska, którą łatwo przekroczyć.

„Spectacular” wyjątkowo często gra bowiem szarościami. Nasz bohater w sytuacji większego zagrożenia potrafi schować dumę w buty i zawiązać sojusz z Villainem, który właśnie rozsmarowywał Spideya po sporej części Nowego Jorku. Niektórzy potrafią nawet odwdzięczyć się jakąś mądrością życiową (jak rewelacyjnie przedstawiony Tombstone). Wynika to z prostego aktu, że Peter potrafi okazać empatię każdemu – zarówno przyjacielowi, jak i wrogowi. Potrafi rozmawiać. Owszem, popełnia błędy wynikające z zapalczywości i braku doświadczenia, ale myśli nie tylko mięśniami. Traktuje miasto jak podwórko, w którym zna każdy kąt, a wszyscy, którzy się tu bawią, mogą od czasu do czasu zrobić coś dobrego. Nawet jeśli jeszcze tydzień temu okradali bank. To najdojrzalsze podejście do postaci obok runu Straczynskiego z lat 2001-2007 i „Amazing Spider-man 2”, gdzie Peter zachowywał się podobnie.

RHINO

Przy tym ani na chwilę nie traci uroku narwanego neurotyka, rzucającego sucharkami na prawo i lewo w ramach reakcji obronnej na rzeczywistość. Czym oczywiście doprowadza do furii przeciwników.

Niektóre epizody zwyczajnie wbijają w fotel. Serial świetnie gra na niepewności widza. Robi takie „niby już to widzieliście, ale czy jesteście pewni, że wszystko potoczy się tak, jak się spodziewacie?”. Za prawdziwy majstersztyk uważam historię z Symbiotem, która doprowadziła do narodzin Venoma. Jeśli tylko franczyza Pająka zalicza reset, musi zaliczyć przystanek z czarnym kostiumem. Tym razem wyjątkowo dobitnie i pomysłowo pokazano wewnętrzną walkę Petera. Położono nacisk na aspekt psychologiczny, a nie na tanią rozwałkę. I ten sposób rzuca cień na każdy aspekt historii. Relacje z bliskimi, podejście do pracy, kwestie odpowiedzialności… Nawet na sposób w jaki Peter wtedy walczy. Wierzcie mi, sekwencja, w której uzbrojony w symbiota Spider-man broni się przed Sinister Six zapadnie w pamięć na długo.

Przy wszystkich dramatycznych i psychologicznych akcentach rodem z historii inicjacyjnej, serial zachowuje nonszalancki sznyt opowieści o błaźnie. „Spectacular Spider-man” porywa akcją, bawi niewymuszonym humorem sytuacyjnym. Aranżacja poszczególnych rozpierduch wzbudza uznanie. Niektóre pojedynki to choreograficzne majstersztyki. Łączą płynność dynamikę i klarowność. Seans z każdym odcinkiem daje czystą, ogromną radość z oglądania.

Pomaga w tym oprawa. Niby-prosta kreska ożywa w ruchu i pokazuje pazura. Graficy sprawili, że już sam design przywiązuje nas do postaci. Rysunki pomagają wydobyć przeróżne emocje z bohaterów, nawet te, zdawałoby się, drobne, które z czasem mogą urosnąć do czegoś poważniejszego. Uważny widz wyłapie też mnóstwo smaczków, jak choćby kadry żywcem wyjęte z klasycznych komiksów czy innych filmów. Najważniejsze jednak, że to wszystko jest zwyczajnie przyjemne dla oka.

Całości dopełnia muzyka, która trzyma tempo i idealnie dopasowuje się do nastroju. Potrafi ruszyć z kopyta w scenach akcji, jak i zagrać na bardziej subtelnych nutach w sekwencjach dotyczących życia osobistego. W ucho wpada zwłaszcza motyw przewodni z intra, nagrany przez zespół „The Tender Box”.

Czego więc brakuje, by „Spectacular Spider-man” został zapamiętany jako wielki? Rozwinięcia opowieści! Dotarliśmy do efektownej konkluzji, kiedy jeden z przeciwników pokazał prawdziwą twarz, jednak zostawiono nas z masą pytań. Liczyliśmy na jeszcze bardziej nakręconą akcję, tymczasem… nie dostaliśmy nic.

Serial ucięto po dwóch sezonach i to, jak na ironię, nie ze względu na oglądalność. Spectaculara pogrzebały kwestie prawne, które wynikły po transferze „Spidera” z powrotem na Marvela (wcześniej prawa do produkcji kinowych i animowanych dzierżyło Sony). Gdyby historia potoczyła się inaczej, „Spectacular Spider-man” zdeklasowałby „Batman The Animated Series”. Zamiast tego mamy debilne „Ultimate Spider-man” (u nas „Mega Spider-man”), które fajne momenty zakopuje pod zwałami lotnego jak beton slapsticku.

Wciąż jednak się łudzę, serial nigdy nie zyskał statusu „cancelled”. Krążą też plotki, że najnowszy film aktorski o przygodach Pająka zostanie opatrzony znajomo brzmiącym dopiskiem „Spectacular”…

Dark Horse Comics
Poprzedni

Made In USA: Przegląd komiksów (XVIII)

rys. John Howe
Następny

100 najlepszych książek dla dzieci i młodzieży #20-11

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz