Niezbędnik 

The Promise: The Darkness on the Edge of the Town Story – arcydzieło [recenzja]

Niebawem ukaże się kolekcjonerskie wydanie płyty „The River” Bruce’a Springsteena, my zaś przypominamy o jego najlepszej ekskluzywnej pozycji – specjalnym wydaniu albumu „Darkness on the Edge of the Town”.

Pierwszy raz o płycie Bruce’a Springsteena „The Darkness on the Edge of the Town” dowiedziałem się z powieści Stephena Kinga „Christine”. Król horroru uczynił tam bowiem piosenki z tego albumu motywem przewodnim książki a ich teksty były mottem kilku rozdziałów.  Wybrał je nieprzypadkowo, „Christine” to bowiem opowieść o nawiedzonym samochodzie i zwykłym nastolatku, który jest jego właścicielem, zaś piosenki Bossa nagrane w 1978 roku opowiadały głównie o samochodach i zwykłych ludziach, których często nie stać na ich naprawę. Dla mnie osobiście to obok „Nebraski” najlepsza płyta Bossa. Nie ma w niej jeszcze natchnionego ducha obecnego na „Born in The USA” słuchać za to wielki wpływ folku, bluesa a czasami i soulu. „The Promise: The Darkness on the Edge of the Town Story” to wydanie niezwykłe, bowiem zamiera nie tylko rzeczony album, ale przede wszystkim płytę o której istnieniu od lat krążyły plotki, ale nikt jej nie słyszał – nagrany podczas sesji do „The Darkness…” krążek „The Promise”.

Ponad trzydzieści lat Springsteen chronił przed światem te piosenki – niepotrzebnie. Od alternatywnych wersji znanych pieśni takich jak choćby „Racing in the Streets” czy „Because the Night” przez nieznane „The Way” czy „Breakaway” do czynienia mamy ze Springsteenem, który zamiast angażować się w politykę i walczyć u boku Obamy śpiewał o i dla zwykłych ludzi. Czasami z lekkim rockowym pazurem, częściej melancholijnie i smutno, ale zawsze szczerze i prosto z serca. Taka muzyka uczyniła z niego Bossa. I do takiej warto dziś wracać. W okresie kiedy Boss pisał album „Darkness…” często zdarzało mu się oddawać innym swoje piosenki. Zwłaszcza takie, które z bliżej nieznanych powodów uznawał za nazbyt przebojowe… Taki los spotkał wielki hit „Because the Night” – największy przebój w karierze Patti Smith. Na „Promise” możemy wysłuchać go w wersji oryginalnej. Podobnie jak pieśń „Fire”, którą wylansowały pod koniec lat 70. dziś zupełnie zapomniane The Pointer Sisters.  Tu też można go wysłuchać w wersji Bossa. „The Promise” zawiera też nagranie bardzo poruszające, czyli „Save My Love”. Poruszające z dwóch powodów. Po pierwsze to świetna piosenka. Po drugie co bardziej istotne – jest to jedyna na płycie kompozycja nagrana przez Bruce’a i E Street Band na nowo. I jest to ostatni nagranie zarejestrowane przez zespół w swoim najsłynniejszym składzie. Kilka miesięcy później Clarance Clemons, najbliższy przyjaciel Bossa i etatowy saksofonista E Street Band umrze.

Niezwykłe jest to wydanie. Co piosenka, co płyta to kolejna historia, anegdota i opowieść. A kompozycje. No cóż – mamy tu jak już pisałem Bossa w najlepszym okresie. Szczyt szczytów. I pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów. Po prostu dla każdego, kto lubi rocka.

newmna
Poprzedni

100 najlepszych filmów kryminalnych i sensacyjnych (VIII): 30-21

Jean-Baptiste Andreae 31
Następny

Jean-Baptiste Andreae - oszałamiające barwy i stylistyka [galeria NSFW]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz