Niezbędnik 

To – Stephen King i zły klaun [recenzja]

Wielbiciele Kinga dzielą się na dwie grupy: tych, którzy uważają, że „Bastion to opus magnum pisarza, i tych, którzy za takowe uznają „To. I chociaż w niejednym wywiadzie sam pisarz podkreślał, że „Bastion to jego najambitniejsza powieść, pozwolę sobie się z nim nie zgodzić i zaliczę siebie do wielbicieli „To.

Tym bardziej że „To, poza tym, że należy do najlepiej napisanych powieści Kinga w całym jego dorobku, to także powieść niebywale istotna.

„To” jest jego wariacją na temat starej bajki o trollu mieszkającym pod mostem. Snując tę opowieść, King oddał w niej hołd wszystkim potworom jakie tylko przyszły mu do głowy i każdemu gatunkowi nadprzyrodzonego horroru. A wszystko po to, by wraz z ukończeniem „To” porzucić pisanie o potworach. To miało być czułe pożegnanie. I fakt, przez lata od premiery „To” nie pisał on o potworach, za to w jego książkach pojawiali się źli kosmici, demony, nawiedzone samochody i inne tego typu straszydła.

Ponieważ „To” ma ponad tysiąc stron, King często podkreślał w wywiadach, że gdyby to on pisał adaptację powieści, powstałby pierwszy miniserial trwający trzydzieści dwie godziny. A że nie były to jeszcze czasy rozbudowanych do kilkudziesięciu odcinków seriali, dokonana przez telewizję ABC adaptacja obszernej powieści siłą rzeczy musiała kilka wątków opuścić. Skracano tu sceny zabójstw, usunięto kilka postaci, a przede wszystkim wycięto motyw seksualnej inicjacji bohaterów. Co akurat nie dziwi − do dziś motyw seksu nastolatków (bohaterowie mają zaledwie po jedenaście lat) nie ma prawa znaleźć się w żadnym amerykańskim serialu.

Adaptacja różni się od oryginału jeszcze jednym, zasadniczym szczegółem − otóż akcja powieści toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych: w latach pięćdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, natomiast twórcy serialu przenieśli ją o dekadę w przód, przez co pojawiają się tu choćby ciut inne piosenki. Oczywiście to drobny szczegół, bowiem filmowe To wciąż jest bardzo dobrą adaptacją.

Bohaterami są tu znajomi z dzieciństwa, którzy lata temu zmierzyli się ze złym klaunem mordującym inne dzieci. Teraz, gdy bohaterowie są już dorośli, klaun powraca i znów zabija, a oni muszą przypomnieć sobie ze szczegółami to, jak walczyli ze złem, aby pokonać je ostatecznie.

Od telewizyjnej premiery serialu minęło już sporo czasu i widać to najwyraźniej po efektach specjalnych, ale mimo wszystko ich toporność nie odbiera przyjemności oglądania. No i Tim Curry (tak, ten sam doktor Frank-N-Furter z kultowego „The Rocky Horor Picture Show), wcielający się tu w postać złego klauna, wciąż budzi dreszcze. Od kilku lat studio Warner Bros obiecuje fanom powieści jej nową adaptację. W 2010 zrealizować miał ją Guillermo Del Toro, ale projekt porzucił. W czerwcu 2012 roku przejął go od niego Cary Fukanaga („Ucieczka z piekła”, „Detektyw”), i choć ogłoszono obsadę, o filmie wszelki słuch zaginął. Krążyły plotki, że ekipę porwał zły klaun Pennywise. Ale Stephen King z potwierdził, że zdjęcia do remake’u ruszają wiosną tego roku.

Neal Preston/Corbis
Poprzedni

Schody do nieba, czyli Led Zeppelin oskarżeni o plagiat (znów)

malenczuk jazz for idiots
Następny

Jazz for Idiots - Maleńczuk łapie za saksofon [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz