Niezbędnik 

Wściekłe psy [recenzja 2 – konkurs Grindhouse]

„Powiem wam o czym jest „Like a Virgin”. To o pewnej dupie, która dużo się już w życiu nadymała. Bzykała się na okrągło, rano, wieczór, we dnie, w nocy, ciągłe bzykanie. Bzyk – bzyk, bzyk-bzyk, bzyk-bzyk, bzyk-bzyk.(…) któregoś dnia poznaje prawdziwego jebakę i ten rzuca ją na kolana (…)” – Mr. Brown.

Powiem Państwu o czym jest debiut reżyserski enfant pretty fucking cool Hollywood, Mr. Quentina Tarantino. Bohaterowie „Wściekłych psów”: Mr. White, Mr.Orange, Mr.Blonde, Mr.Pink, Mr.Brown i Mr. Blue, to sześciu nieznających się nawzajem facetów, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Ich losy połączyła jedna robota: napad rabunkowy na sklep jubilerski. Zostali do niego najęci przez niejakiego Joe Cabott’a, faceta, który potrzebował zaufanych zbirów do perfekcyjnego skoku. Niestety jak to w życiu, coś poszło nie tak. Opuszczony magazyn, w którym mieli spotkać się po wykonaniu zadania, staje się miejscem obrad nad klęską przedsięwzięcia i wzajemnych oskarżeń. Policja nie pojawiła się przypadkowo w czasie skoku, ktoś musiał być kretem…

Trzeba przyznać, że sama fabuła nie jest zbyt oryginalna. Tarantino nigdy nie zaprzeczał, że scenariusz powstał w oparciu o b-klasowe produkcje z Hongkongu. Nikomu nieznany maniak filmowy zabawił się kinem po raz pierwszy. Na czym polegał sukces filmu?

Przede wszystkim genialny scenariusz, który można równie dobrze czytać jak wściekłą, pełną agresji i charakterystycznych postaci powieść gangsterską. Tarantino po nieudanych próbach zrealizowania poprzednich scenariuszy („Prawdziwy Romans”, „Urodzeni Mordercy”), chciał zrobić film „po partyzancku” jak sam określił. Los chciał (na całe szczęście dla świata filmu) inaczej. Scenariusz „Reservoir Dogs” trafił w ręce Harveya Keitela, a ten zakochał się w historii o zdradzie, przyjaźni, a przede wszystkim w fabule dostarczającej czystą rozrywkę. I tak facet z nowoczesną wizją kina otrzymał zielone światło i stanął za kamerą. Zebrał na planie świetnych aktorów (Harvey Keitel, Tim Roth, Michael Madsen, Steve Buscemi, Edward Bunker, Chris Penn), którzy genialnie wcielili się we wkurzonych gangsterów. Tu trzeba wyróżnić Michaela Madsena (Pan Blond), który tworzy najbardziej barwną postać – lojalnego psychopaty : „Nie będę wciskać ci kitu. Tak naprawdę gówno mnie obchodzi , co wiesz, a czego nie wiesz. Będę cię torturował bez chwili wytchnienia. Nie żeby uzyskać informację, lecz dlatego, że szalenie raduje mnie torturowanie gliny (…)”

Przemoc. W 1992 roku do kin trafiły dwa filmy epatujące przemocą, w obu grał Harvey Keitel. Były to „Wściekłe Psy” i „Zły porucznik” Abla Ferrary. Co je różniło? Sposób ukazania przemocy, o ile Ferrara poszedł drogą morału i odkupienia, o tyle Tarantino postawił na przemoc i okrucieństwo w formie stricte rozrywkowej. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że widz jest oczarowany filmowym okrucieństwem. To jak dance macabre, nie odwracamy głowy, nie zamykamy oczu – bacznie śledzimy każdy ruch bohaterów. Nie ma tu widowiskowych strzelanin jak w filmach z Willisem czy Stallone, jest przemoc i okrucieństwo, które może się wydarzyć tuż obok nas. Ilu na świecie może być facetów jak Pan Blond (bezwzględnie operujący brzytwą)? Zapewne wielu. Co mówi sam autor o krwistości filmu: „Nie traktuję przemocy zbyt poważnie. Dla mnie ona jest bardzo śmieszna, zwłaszcza w historiach, które ostatnio opowiadałem. Przemoc jest częścią tego świata i pociąga mnie brutalność przemocy z prawdziwego życia. Nie chodzi o facetów, którzy z helikopterów opuszczają innych facetów na pędzące pociągi ani terrorystów napadających na to czy tamto. Przemoc prawdziwego życia to jak w restauracji jakiś człowiek sprzecza się z żoną i nagle tak bardzo się na nią wścieka, że chwyta za widelec i wbija jej w twarz. (…)”

Dialogi. Mamy do czynienia ze świetnymi dialogami, choć bohaterzy często ględzą zdaje się o niczym, jak w przypadku otwierającej film gadaniny o przebojach Madonny i dawaniu napiwków. Dzięki tym rozmowom, widz ma poczucie obcowania z prawdziwymi facetami, ludźmi z krwi i kości. Nieważne, że za chwilę obrobią sklep jubilerski, taki mają zawód. Są tacy sami jak ty czy ja, każdy z nich ma pogląd na życiowe sprawy, zachwycają się tymi samymi piosenkarkami, piosenkarzami, oglądają te same filmy. Mistrzostwo w „ględzeniu” bohaterów Tarantino osiągnie w swym następnym filmie „Pulp Fiction”, ale już w debiucie był to ważny aspekt opowieści. Mówią wulgarnym językiem, takim jak wielu z nas, z ich rozmów o niczym poznajemy osobowość bohaterów, jaką lubią drużynę sportową, jakiej rozgłośni radiowej słuchają. Trzeba przyznać, że reżyser jest genialnym pisarzem, który kreśli wyraziste postaci.

Historia toczy się w swoim tempie. Trochę zwalnia, kiedy przenosimy się z magazynu do retrospekcji , w których lepiej poznajemy bohaterów i okoliczności, które doprowadziły ich do miejsca, w którym się znaleźli. Przypomina to trochę budowę obecną w książkach. Jesteśmy w centrum wydarzeń, a za chwilę natrafiamy na rozdział zatytułowany Mr. Orange czy Mr. White i poznajemy wcześniejsze losy poszczególnych postaci.

Całości dopełnia perfekcyjnie dobrany soundtrack. Muzyka współgra z filmem, tworzy sceny, które na stałe zagoszczą w naszej pamięci. Gwarantuję, że kto raz zobaczy tańczącego w rytm „Stuck in the midlle with you” Madsena z brzytwą w ręce, ten nie zapomni tego widoku do śmierci. Piosenki z lat siedemdziesiątych świetnie wkomponowują się w klimat filmu.

Mimo, że obraz powstał w latach dziewięćdziesiątych i wielu z czytelników tej recenzji pewnie dopiero miało się urodzić, nie zestarzał się ani trochę. Uważam, że każdy kto lubi filmową rozrywkę musi sięgnąć po te dzieło gangsterskiego kina, opowiadającego nie o mafii, ale zwykłych złodziejach, bandytach, facetach, którzy na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniają się z tłumu. Pojęcie filmu kultowego jest często nadużywane, ale w tym przypadku nie ma o tym mowy. To pierwszy z kultowych filmów Tarantino (drugim oczywiście jest wspomniane wcześniej „Pulp Fiction”). Pozycja obowiązkowa. A wy jak myślicie, o czym tak naprawdę jest „Like a Virgin”?

Waneko
Poprzedni

Powóz Lorda Bradleya - przedobrzona metafora [recenzja]

Warner Bros
Następny

7 zakazanych trailerów filmowych

Patryk Bogusz

Patryk Bogusz

Brak komentarzy

Dodaj komentarz