Niezbędnik 

Wyspa tajemnic – straszne kino wg Martina Scorsese [recenzja]

Rzecz miała miejsce w roku 1972. Przyjaciel młodego Martina Scorsese, wybitny reżyser i aktor John Cassavetes po obejrzeniu na specjalnym pokazie jego najnowszego filmu „Boxcar Bertha” wstał i oburzony zaczął krzyczeć: – Marty! Straciłeś rok życia na nakręcenie gówna! Po latach w swojej autobiografii „Pasja i bluźnierstwo” Scorsese przyznał, że awantura, jaką zrobił mu Cassavetes, była punktem granicznym w jego karierze. To wtedy zdecydował się ostatecznie porzucić kino gatunkowe i kręcić filmy własne – wymykające się łatwym klasyfikacjom. Tym sposobem powstały takie arcydzieła jak „Ulice nędzy” film, w którym Scorsese pokazał, iż można sprawnie połączyć opowieść o grzechu i katolickim poczuciu winy z historią dorastania w gangsterskiej dzielnicy,  „Taksówkarz” dramat psychologiczny, pomieszany z kinem zemsty i gorzkim rozliczeniem z wojną w Wietnamie, czy legendarni już „Chłopcy z ferajny” paradokumentalny, nowatorski  dramat gangsterski.

W ostrej wymianie zdań Cassavetesem nie chodziło bynajmniej o to, że „Boxcar Bertha” był niedobrym filmem (nie był), a zbyt, jak na możliwości reżysera, prostym. Od tamtej pory  kino gatunkowe stało się dla Scorsese synonimem filmowego pójścia na łatwiznę, którego on za wszelką cenę postanowił unikać. Nawet, gdy w 1991 roku nakręcił przeróbkę kultowego thrillera „Przylądek strachu” z Robertem De Niro w roli psychopaty Maxa Cody’ego,  jego film był nie tyle thrillerem, co rozprawą o źle tkwiącym w duszy człowieka.  Zresztą akurat kulisy powstania tego filmu były dość intrygujące. Jak opowiadał sam Scorsese – film powstał jako lekarstwo na załamanie nerwowe. Kiedy Scorsese po nieudanej na szczęście próbie samobójczej, obudził się w szpitalu, jego przyjaciel Robert De Niro, podrzucił mu filmowy oryginał „Przylądka…” sugerując, że realizowanie prostego thrillera pomoże mu uwolnić głowę od demonów. Pomogło.

Ale od tamtej pory musiało minąć blisko czterdzieści lat, aby „wielki Marty” pogodził się z kinem gatunkowym i zdecydował się nakręcić film, który od początku do końca wierny będzie zasadom rządzącymi jednym określonym gatunkiem, w tym przypadku – horrorem. Mowa oczywiście o najnowszym obrazie  Scorsese „Wyspie tajemnic”.  Już dziś wiadomo, że powrót twórcy „Wściekłego byka” do gatunkowego kina był finansowym strzałem w dziesiątkę. Oparta na bestsellerowej powieści Dennisa Lehane’a „Wyspa tajemnic” to najlepiej zarabiający film w karierze reżysera.

„Wyspa tajemnic” uwiodła światowych widzów, ale za to podzieliła krytyków. Rogert Ebert w „Chicago Sun-Times” piał z zachwytu nad niezwykłym wyczuciem grozy Scorsese i chwalił umiejętną grę nastrojem, ale już recenzent „The New York Timesa” nazwał dzieło Scorsese okropną pomyłką i zabawą pseudo filmową. Podobnych głosów było więcej. „Wyspę tajemnic” oskarżono o kiczowatość i tanie filmowe rozwiązania. Rozdźwięk między recenzjami chwalącymi nowy film Scorsese a absolutnie go dyskredytującymi bierze się z prostego faktu – nikt po tak wybitnym reżyserze nie spodziewał się takiego filmu. Ale wolta w stronę horroru była rzeczywiście nie do przewidzenia? Otóż nie.

30 października 2009 roku na łamach strony internetowej „The Daily Beast” Martin Scorsese po raz pierwszy w swojej karierze (bo nigdy dotąd nie wypowiadał się publicznie o tym gatunku) opublikował listę swoich jedenastu ukochanych horrorów wszech czasów. Najstarszy film na tej liście to „The Uninvited” (1944) stylowy horror o nawiedzonym domu i złych duchach Lewisa Allena, najnowszy zaś to „Istota”  (1981) Sidney’a J. Furie klaustrofobiczna historia kobiety molestowanej seksualnie przez tajemniczą istotę. Opublikowane na kilka miesięcy przed premierą nowego filmu takiej listy było jednoznacznym przyznaniem się Scorsese do swoich najnowszych fascynacji a co za tym idzie – tematyki nowego filmu.

Już pierwsza otwierająca „Wyspę tajemnice” scena uzmysławia widzowi, z jakim gatunkiem będzie miał do czynienia. Oto wielkim promem płynie dwóch agentów federalnych Teddy Daniels (świetny neurotyczny Leonardo Di Caprio) oraz jego partner Chuck Alue (Mark Ruffalo). Muszą dostać się na osamotnioną wyspę tuż obok Bostonu, na której mieści się zamknięty zakład dla obłąkanych. Zostali tam wezwani, bowiem jedna z niebezpiecznych pacjentek, morderczyni własnych dzieci, uciekła z celi. Nikt nie wie jak do tego doszło, bowiem kobieta zamknięta była od zewnątrz, a w oknach celi znajdują się stalowe kraty. Jedyne, co po niej zostało to dziwny list, na którym zapisano kilka cyfr.

Prom, którym płyną agenci wyłania się z gęstej mgły, dokładnie tak samo jak statek, którym płynął hrabia Orlok w „Nosferatu-Symfoni Grozy” Murnaua. On w efekcie okazał się nie być bogatym kupcem a wampirem, u Scorsese jest podobnie. Bohaterowie, którym spotykamy na promie w puencie filmu pokażą zupełnie inne, niespodziewane oblicza. Następne pieć minut „Wyspy tajemnic” to istna orgia nawiązań do klasycznego kina grozy.

Mamy zatem odciętą od świata kamienistą wyspę (nawiązanie do jednego z ulubionych horrorów Scorsese „Isle of Dead” Marka Robsona z 1945 roku), tajemniczą latarnię morską (ilość horrorów w których pojawiał się ten motyw jest nie do ogarnięcia), nadciągający sztorm, który uniemożliwi bohaterom powrót na ląd (ukłon w stronę „Lśnienia” Kubricka), wielką samoistnie otwierającą się bramę (cytat z „Nawiedzonego domu” Robert Wise’a z 1963) aż wreszcie sugestywną, mroczną muzykę. Przez następne dwie godziny projekcji Scorsese będzie grał motywami z kina grozy, tworząc własną opowieść o życiu na krawędzi szaleństwa.

Bo „Wyspa tajemnic” to w rzeczywistości film o obłędzie. Scorsese zmierzył się w nim z największymi arcydziełami grozy, czyli „Psychozą” i „Zawrotem głowy” Hitchcocka, czy wspomnianym już „Nawiedzonym domem” Wise’a (w wielu rankingach ten film opowiadający o dziwnym psychologicznym eksperymencie uznawany jest za najlepszy horror wszech czasów). I z tego pojedynku wyszedł obronną ręką. „Wyspa tajemnic” to majstersztyk filmowego straszenia. Scorsese umiejętnie buduje napięcie, igra z rzeczywistością, dzieli ją, przetwarza celowo dezorientując widza.

Ten doskonały horror zabrał tak skrajne recenzje z prostego powodu. Otóż jak wielokrotnie podkreślał na konferencjach prasowych Scorsese – „Wyspa tajemnic” jest hołdem i grą z kinem lat 40. i 50. ukłonem przede wszystkim dla filmów Vala Lawtona (słynny amerykański producent z lat 40. ojciec ówczesnego horroru) z „Ludźmi kotami”, czy „I Walk the Zombie” na czele.  Te filmy kazał oglądać ekipie kręcącej „Wyspę…” i ich klimat postanowił przywrócić kinu.

Horror bowiem, jest dziś gatunkiem wyeksploatowanym i banalnym. Nowe kinowe produkcje ograniczają się jedynie do krwawych efektów i okrucieństwa. Kiedyś było inaczej. Horror straszył nie dosłownością ran i obrażeń a niedopowiedzeniami. Nie było w nim potworów (tu warto znów przywołać „Nawiedzony dom” film grozy o duchach, w których nie pojawiają się duchy), a widza straszono nastrojem i powoli budowanym napięciem. I do tego zapomnianego dziś kina gatunkowego  powraca Martin Scorsese.  Nie jest to powrót łatwy i prosty, bo dziś nikt takich filmów nie kręci.  Zły odbiór jego filmu, świadczy tylko o tym jak bardzo zdeformował się dziś filmowy gust. Obecnie straszne kino to nie, to które sięga naszej wyobraźni i podświadomości, a pochodzi rodem z najbliższej masarni.

ide tam gdzie ide
Poprzedni

Idę tam gdzie idę. Autobiografia - Sekretne życie Kazika Staszewskiego [recenzja]

DC Entertainment
Następny

Adaptacje komiksów w 2016 roku

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz