Niezbędnik 

Zły porucznik – zapiski uzależnionego geniusza [recenzja]

W kinach nieudana biografia „Pasoliniego” a my przypominamy „Złego porucznika” – najmroczniejsze i najlepsze dzieło Abla Ferrary.

 

W Polsce był to chyba jedyny film, jaki w latach 90. trafił do kin w kategorii od 21 lat. Pisano, że obraża uczucia religijne, że niepotrzebnie epatuje seksem, narkotykami. W Stanach także miał problemy z dystrybucją i wymuszono na reżyserze cięcia, po których film mógł trafić do kin.

Czy Ferrara naprawdę obrażał i szokował dla samego szoku? Absolutnie nie. Ten film nie mógł wyglądać inaczej. Musiał być mocny, wulgarny, obrzydliwy i balansujący na pograniczu pornografii. Tylko tak bowiem Ferrara mógł wyraziście pokazać, jak uzależnienie zaczyna brać górę nad logiką. Jak człowiek staje się nieświadomą marionetką własnej choroby. Bo historia bezimiennego Porucznika (fenomenalny Harvey Keitel), który obstawia gry, wciąga kokainę, zadaje się z dziwkami i pije na umór, to tak naprawdę jedno z najlepiej pokazanych w historii kina mechanizmów uzależnienia.

Zaczyna się niewinnie, bohater przegrywa pieniądze, ale w końcu sezon to siedem meczów. Jednak im Porucznik brnie dalej w długi, tym bardziej się zatraca, stając się zagrożeniem dla otoczenia. Dopiero zgwałcona przez bandę nastolatków zakonnica otwiera mu oczy. Tyle że już będzie za późno. Brzytwa, której chwyta się tonący, też tonie,  i Porucznik musi pójść na dno. Nie przez to, że jest słabym człowiekiem, ale przez to, że jest chory. W ostatnim przebłysku świadomości jak każdy uzależniony, bohater  będzie próbował odkupić grzechy. Lecz odkupienie jest tylko dla wybranych.

Im starszy jest ten film, tym większej nabiera mocy. Wynika to zapewne z faktu, iż Ferrara, kręcąc „Złego porucznika”, był sam uzależniony od heroiny oraz kokainy i tak naprawdę niczego nie wymyślał. Po prostu przelał na taśmę filmową lęki, religijne obsesje i chore wizje swojego własnego uzależnionego umysłu. W efekcie powstał film, który drażni, boli, ale dotyka prawdy. Nigdy później już Ferrarze nie uda się nakręcić filmu tak mocno obnażającego jego obsesje, lęki ale i ukazującego w uniwersalny sposób upadek, jaki może stać się udziałem każdej uzależnionej osoby.

Dzika Banda
Poprzedni

Ministerstwo kontra Instytut, czyli patologia mechanizmów

hellcomestofrogtown
Następny

Hell Comes to Frogtown - żaby w oparach seksu [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz