RELACJA NA ŻYWO 

PRZEZ STANY POPŚWIADOMOŚCI – DZIENNIK POKŁADOWY (VIII)

Przed wami rzecz niezwykła – dziennik Radka Teklaka, prowadzony podczas podróży po Stanach Zjednoczonych. O założeniach i celach podróży „Przez Stany POPświadomości” przeczytacie tutaj, a teraz pora na Radka i jego opowieść o tym jak nie zwiedził Baltimore.

A ósmego dnia odpocząłem.

Wczorajsza przebieżka przez Filadelfię tak mi dała w rzepkę kolanową, że dzisiaj w Baltimore, musiałem zostać w kamperze. Trzymaliśmy we trzech straż i pieczę nad Szato, podczas gdy reszta udała się w odwiedziny do Edgara Alana i na prodżekty znane z The Wire. Nie powiem, że żegnałem ich lekko tęsknym spojrzeniem, bo nie żegnałem. Po raz pierwszy podczas tej podróży odczuwałem niepokój i nie miałem ochoty iść na przechadzkę. Poza tym, skoro od jutra robimy Waszyngton, to ja wolę być w lepszej formie niż gorszej.

Ekipa odwiedziła najpierw grób pisarza. Następnie jego dom. A gdy okazało się, że dom leży niemalże w prodżektach, mogli sobie darować wizytę w złych miejscach w tej krainie, gdzie obcy ginie.

Z ich opowieści wynika, że Baltimore pamięta o Poem tak bardzo, jak Providence o Lovecrafcie zapomniało. To budujące.

Jutro, jak już wspomniałem, Waszyngton, gdzie do obejrzenia jest tyle, że pewnie nie zdążymy. Ale o tym, co zdążymy, na pewno wam opowiem.

 

Garść impresji:

Dalej się do mnie uśmiechają. Przyzwyczajam się, ale powoli, bo sami rozumiecie.

Dalej za wszystko przepraszają. Dzisiaj na przykład za taki drobiazg, jak rozłożona parasolka, która wypadła kobiecie w sklepie, i śmiała mnie, ta parasolka, trącić w nogę. Nawet nie poczułem. I tak przeprosiła. Kobieta. Nie parasolka.

Dalej się witają i życzą dobrego dnia. Dzisiaj rano, na postoju, usłyszałem ‘hello sir, how are you’. Wszystko rozumiem, ale sir? Co dalej? Hallo good sir?

Obiecuję, że przestanę się temu dziwić za jakieś dwa dni.

Zawsze i wszędzie mają resztę. Nie wkurwiają się, gdy dajesz im stówę, płacąc dolca za kawę. Nie próbujcie stosować polskiej szkoły i dawać końcówek, żeby łatwiej im było wydać. Maszyna już im podpowiedziała, ile wam wiszą. Próba wręczania końcówki, zawiesza im procedurę. Nie ma to sensu. Oni naprawdę zawsze mają resztę. Dziwne, ale możliwe.

Powtarzam: zawsze mają wydać. Nie wiem jak. Aż chciałbym, żeby ktoś mnie obsobaczył za próbę płacenia stówką rachunku dwudolarowego. Pewnie się nie zdarzy.

Staliśmy na parkingu. Trochę się rozglądaliśmy, więc było oczywiste, że przypadkowy koleś się zapytał, czego szukamy. No toalety. Spróbujcie w tawernie. Wszedłem do tawerny, nie zamówiłem niczego, tylko na bezczela spytałem się, czy mogę skorzystać z ubikacji. Miła pani, zamiast posłać mnie w diabły, odparła, że jasne. I żeby mnie jeszcze dobić, ostrzegła, żebym uważał, bo podłoga jest lekko śliska. Byłem zdruzgotany.

W tylu sklepach, w ilu my mamy piwo, w tylu oni nie mają. Na przykład w nowojorskim 7/11 mieli w dużych pakach, w Baltimore tylko napoje bezalkoholowe. W żadnym z Walmartów piwa nie było. W kilku innych dużych spożywczakach – również brak.

W bostońskim pubie sprawdzili mi datę urodzenia. Możesz wyglądać jak ja, a i tak musisz się wylegitymować. Załogant bez dokumentu (dowód osobisty to nie dokument), musiał chować się na piętrze. Nie wierzyłem w to ich 21 lat i alkohol. A jednak.

baner stany popswiadomosci

Taringa.net
Poprzedni

Poe i Lovecraft znowu ekranizowani

Blik Studio
Następny

Bler #5: Człowiek ze światła [patronat]

Radek Teklak

Radek Teklak

Do niedawna analizowałem w korporacji. Od niedawna, ku mojemu zdziwieniu, przestałem i dobrze mi z tym. W wolnych godzinach, których ostatnio więcej, oddaję się pielęgnacji roślin, lekturze i pisaniu dla ludzi.
W dalszym ciągu uważam, że najfajniej jest jak są kobiety, zimne piwo i nie za głośna muzyka.
Lubię mówić długo i bez przerwy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz