Robin Williams
19 Wrz 2014

7 najmniej zabawnych ról Robina Williamsa

Przy okazji polskiej premiery filmu „Choleryk z Brooklynu” – jednego z ostatnich i najmniej zabawnych dzieł w karierze Robina Williamsa – przypominamy siedem innych tytułów, w których ten genialny komik z powodzeniem zamieniał się w aktora dramatycznego. W sumie było ich oczywiście więcej, ale tutaj prezentujemy te, które najgłębiej zapadły nam w pamięć i rzeczywiście były konsekwentnie poważne (w związku z czym odpada np. słynne „Stowarzyszenie umarłych poetów”, gdzie Williams trochę się jednak wygłupiał).   Przebudzenia (Awakenings, 1990). Reż. Penny Marshall.     Kogo gra? Szanowanego pana doktora, Malcolma Sayera, który dzięki eksperymentalnemu leczeniu wybudza swoich pacjentów z długoletniej śpiączki. Skąd ta powaga? Cóż, teraz wszyscy szczęśliwie obudzeni pacjenci i

Bartek Paszylk 0
Bogumił Kobiela
09 Lip 2014

Kobiela – niedoceniony geniusz

45 lat temu w tragicznym wypadku samochodowym zginął Bogumił Kobiela. Najlepszy polski aktor komediowy, na którego talent polskie kino nie było przygotowane. Był zjawiskiem na miarę Petera Sellersa. Zdążył jednak stworzyć zaledwie kilka wybitnych kreacji godnych swoich nieprzeciętnych umiejętności. Było ich niewiele nie tylko dlatego, że Kobiela odszedł przedwcześnie –  zmarł 10 lipca 1969 roku, mając zaledwie 38 lat – ale i dlatego, że polskie kino nie potrafiło w pełni wykorzystać jego zdolności. Najczęściej obsadzano go w produkcjach należących do filmowej konfekcji, uważając, że jego vis comica jest w stanie sprzedać każdy bzdet. I poniekąd tak się działo, bo nawet obrazom realizacyjnie i scenariuszowo niedorobionym Kobiela nadawał rys indywidualny i

Lech Kurpiewski 0
Andrzej Chyra
18 Wrz 2013

Andrzej Chyra – nie tyra, ale rządzi

Andrzej Chyra to dziwny aktor. Wystarczy przecież policzyć filmy, w których zagrał główne role. Imponująco to nie wygląda. Polskie kino najwyraźniej niewiele ma Chyrze do zaoferowania, a jeśli już, to są to raczej epizody i drugoplanowe rólki. Stąd też Chyra raczej przemazuje się przez ekrany polskich kin, niż się na nich panoszy. No ale jak już zagra coś większego, to zawsze (no prawie zawsze) jest to wydarzenie. Trzy zdobyte dotąd przez Chyrę na festiwalu w Gdyni laury dla najlepszego aktora (przypomnijmy: za role w „Długu”, „Komorniku” i ostatnio w „W imię…”) są tego niezbitym dowodem. A że liczby i statystyki nie kłamią, powiem tak: inni dużo grają, za to Chyra

Lech Kurpiewski 0