heart 100%
23 Cze 2013

Heartbreaker, czyli dźwięki złamanego serca – [recenzja]

Ale nie o tym miało być. W życiu Ryana Adamsa działy się różne mniej lub bardziej ważne rzeczy. Pił. Nagrywał świetne płyty w zespołem Whiskeytown. Co zabawne nazwa akurat dość nietrafna – Adams uwielbiał polską wódkę. Zespół się rozpadł. Adams pił. Nazwano go w Stanach nowym Bobem Dylanem. Dalej pił. (Ale chyba nie z tego powodu.) Zakładał nowe zespoły, rozpadały się. Zachorował. Pokonał chorobę. W 2000 roku Ryan Adams nagrał pierwszy solowy album (wcześniej nagrał cztery z zespołem). Rzecz nazywa się „Heartbreaker”. I rzeczywiście łamie serce. Ktoś kiedyś powiedział, że to najlepsza płyta o złamanym sercu od czasu „Blood on the Tracks” Boba Dylana. Nie mylił się. To album doskonały.

Robert Ziębiński 0