Dream Works
29 Wrz 2015

„Krąg”, czyli sto twarzy czarnowłosej dziewczynki

Film zobaczyłem w kinie i naprawdę byłem przestraszony. Verbiński to fachura jak mało kto i doskonale porusza się w różnych gatunkach. Napięcie, towarzyszące otwarciu – kiedy dwie dziewczyny rozmawiają o kasecie video i związanej z nią legendzie – naprawdę rzadko zdarza się w horrorach. Tanie triki, w rodzaju ekspozycji twarzy ofiar klątwy, zostały użyte z niemałym kunsztem. Dość powiedzieć, że podskoczyłem w fotelu, a serce klapnęło o zęby. Scena z koniem oszalałym na pokładzie promu, gdzieś w połowie filmu, nie ma sobie równych. Pojawia się Brian Kox w niepokojącym, wyrazistym epizodzie. Drobiazgi, jak relacja między dwojgiem głównym bohaterów budują sensowne tło. Byli za młodzi na dziecko. Wpadli, związek nie wyszedł,

Łukasz Orbitowski 0