Gry i... 

Asemblance – wymagający thriller science fiction [recenzja]

Nieczęsto zdarzają się takie produkcje, w których ciekawość pchająca do poznania historii stanowi jedyny powód, by w trakcie rozgrywki nie połamać klawiatury. No cóż, takim właśnie idącym na pohybel wszelkim casualowym tworom growej branży przypadkiem jest niedawny thriller sci-fi, „Asemblance”.
Jeśli jesteście gotowi pocierpieć rozwiązując kolejne łamigłówki – być może wybierając „Asemblance” traficie w przysłowiową dziesiątkę.

Fabuła zaczyna się wyjątkowo tajemniczo. Oto nasz bezimienny protagonista budzi się w zalanym mrokiem pomieszczeniu, w towarzystwie maszyny generującej wspomnienia. Które z nich są prawdziwe i co się tak naprawdę z nami dzieje – na te pytania będzie trzeba znaleźć odpowiedź. Pisać więcej na temat przedstawianej nam opowieści byłoby prawdziwą zbrodnią, zwłaszcza że jej odbiór zależeć będzie w dużym stopniu od naszych indywidualnych spostrzeżeń – ograniczę się zatem do faktów.

„Asemblance” jest pierwszym epizodem większej historii, zafundowanym nam przez debiutujące (choć składająca sie z doświadczonego teamu deweloperów) Nilo Studios, pod względem mechaniki inspirującym się słynnym „P.T” i dziełami pokroju całkiem jeszcze świeżej „SOMY” – mamy więc do czynienia z kolejnym przedstawicielem niezwykle popularnych ostatnimi czasy symulatorów chodzenia. Sama opowieść jest tu podana w formie szczątkowej, głównie przy pomocy rozsianych po lokacjach notatek, zdjęć i nagrań audio. Forma to cokolwiek minimalistyczna, idealnie wpasowująca się jednak w pełen napięcia i tajemnicy klimat produkcji.

Asemblance 3

Wrażenie to potęguje bardzo dobra oprawa audio-wideo. Grafika jest na wysokim poziomie, podobnie budujące klimat udźwiękowienie – muzyka pojawia się w odpowiednich momentach podkreślając kluczowe wydarzenia, a voice acting brzmi naturalnie. Same technikalia to jednak tylko wisienka na torcie, bo „Asemblance” w pierwszej kolejności stawia na subtelnie budowany klimat dezorientacji i zagrożenia. Jak się okazuje pomysł to wcale niezły, bo obok produkcji zdążyła wyrosnąć już całkiem spora społeczność graczy poszukujących kolejnych zakończeń (liczba do tej pory sięgnęła czterech, ale kto wie, czy to na pewno wszystko co ukryli twórcy). Odkrycie drogi do niektórych bywa naprawdę karkołomne, na co składa się kilka rzeczy.

Przede wszystkim „Asemblance”  nie posiada napisów, choćby angielskich. To poważny cios dla obcojęzycznych graczy, bo ze względu na mechanikę gry, by pchnąć fabułę do przodu konieczne jest kojarzenie ze słuchu pewnych informacji zachowanych w postaci nagrań, czy to magnetofonowych, czy choćby z automatycznej sekretarki.

Asemblance 4

Na tym wyzwania się nie kończą, bo twórcy nie przewidzieli taryfy ulgowej dla nikogo – zapomnijcie więc choćby o podświetlających się przedmiotach z których można skorzystać, czy innych podpowiedziach. Jedyne na czym można polegać, to własna umiejętność kojarzenia faktów i wyobraźnia – co nawet jeśli brzmi inspirująco, w połączeniu z potencjalną blokadą językową może przerodzić się w bezładną „klikaninę” na wszystkim co się da. O frustrację przy tym nietrudno, bo niekiedy trzeba to dodatkowo zrobić w określonej kolejności – i o ile znalezienie jakiejkolwiek wskazówki to cała masa satysfakcji, tak już sposób do niej dotarcia okupiony jest wysiłkiem chyba jednak niekoniecznie współmiernym do efektów, nawet pomimo tego, że warstwa fabularna jest cholernie intrygująca.

„Asemblance” to generalnie ciekawy przypadek. Gdyby brać pod uwagę pełen pozornych niedopowiedzeń scenariusz i wykreowany przez twórców zawiesisty klimat, zasługuje niemal na najwyższą notę. Gorzej, że sama historia jest króciutka (fabuły starcza tu na około godzinę), a produkcja nijak nie ułatwia dotarcia do finału. Jeśli więc jesteście gotowi pocierpieć rozwiązując kolejne łamigłówki – być może wybierając „Asemblance” traficie w przysłowiową dziesiątkę – i do końcowej noty możecie spokojnie dorzucić trzydzieści procent. W innym przypadku, pilotażowy epizod inspirowanej „Z Archiwum X” i „Strefą Mroku” historii należy traktować jako interesującą, ale jednak  tylko ciekawostkę i jedyne co pozostaje to czekać, co też następnym razem w temacie zdecydują się sprezentować nam twórcy.

Pascal
Poprzedni

Infekcja: Genesis - pierwsza polska powieść o zombie [recenzja]

the-tick-kleszcz
Następny

Najciekawsze seriale animowane dla dorosłych

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz