Gry i... 

Atak Zombie – żywe trupy w natarciu [recenzja]

Wielokrotnie już wychwalałem różnego rodzaju gry wydane przez Fox Games, nie inaczej będzie i tym razem. Zasadnicza różnica polega na tym, że w przypadku „Ataku Zombie” mamy do czynienia z tytułem autorskim.
Wyjątkowość „Ataku zombie” sprawia, że akcja, która w jednej chwili może przynieść nam wielkie bonusy, w innym momencie będzie na tyle nieopłacalna, że wręcz zagrozi porażką.

Wspaniała okładka nie pozostawia złudzeń. Mamy do czynienia z popularnym tematem inwazji zombie w zdecydowanie poważniejszym wydaniu niż na przykład kultowe „Zombiaki” wydawnictwa Portal Games. „Atak Zombie” to gra osadzona mocno w horrorowej stylistyce, choć trzeba uczciwie przyznać, że bliższej serialowi „The Walking Dead” niż klasyce George’a Romero i Lucio Fulci. Zadaniem graczy jest takie urządzenie swojej kryjówki i zarządzanie jej zasobami, żeby przetrwać kolejne ataki żywych trupów i doczekać do ewakuacji. Helikopter nie jest z gumy, więc zabierze ograniczoną liczbę ocalonych. Każdy z graczy walczy więc o przetrwanie swojej drużyny. Postapokaliptyczna literatura i filmy nauczyły nas na pewno, że w świecie bez wartości wszystkie chwyty są dozwolone. Na szczęście Piotr Pieńkowski, twórca gry, zadbał by śmiertelną rozgrywkę trzymały w ryzach sensowne zasady. Przynajmniej w teorii.

W zasadzie chciałem stopniować napięcie, ale doszedłem do wniosku, że nie ma sensu. Gra jest znakomita, ma tylko jedną wadę – instrukcję, która zawiera wspomniane zasady. Wada ta sprowadza się zaś do tego, że choć sama rozgrywka i jej założenia są dosyć proste, to wyjaśnienia co poniektórych zagadnień potrafią wprowadzić niepotrzebny zamęt i skazać gracza na kilka pierwszych sesji z instrukcją w ręku, a mniej zaawansowanych mogą rzeczywiście zniechęcić. Na szczęście twórca gry cały czas trzyma rękę na pulsie i już można znaleźć na oficjalnym profilu gry stosowne dopełnienia i wyjaśnienia.

Przejdźmy jednak do najważniejszych rzeczy – samej rozgrywki. Ta jest dokładnie taka, jaka powinna być w tego typu grze. To znaczy pozornie prosta (w końcu naszym zadaniem jest jedynie pozyskiwać surowce i odpierać ataki zombie przez piętnaście rund), w praktyce wymagająca pomyślunku, mroczna, bezlitosna, a przede wszystkim udowadniająca, że piętnaście rund podzielonych na cykl dnia i nocy, to bardzo dużo. Oczywiście należy pamiętać, że mówimy o grze planszowej, której zadaniem jest dostarczyć nam zabawy, więc powyższe uwagi należy wziąć w nawias. Pomyślunek jest niezbędny, ale mamy dowolność taktyk, losowość kart znalezisk również wpływa na brak powtarzalności, przede wszystkim jednak musimy brać pod uwagę, które z działań w danej chwili najbardziej nam się opłaci: wyjazd do miasta? Zwiad? Produkcja? A może kradzież towarów przeciwnika? Wyjątkowość „Ataku zombie” sprawia, że akcja, która w jednej chwili może przynieść nam wielkie bonusy, w innym momencie będzie na tyle nieopłacalna, że wręcz zagrozi porażką. Mroczny klimat gry potęguje znakomita oprawa graficzna autorstwa Tomasza Lareka i Mariusza Gandzela, a sama tematyka powoduje, że w trakcie zabawy bardziej skupiamy się na tym, żeby przetrwać i jak najlepiej przygotować się na nocny atak zombie, niż patrzeć na ręce (i punkty) przeciwników. Przyznaję, że zabawa jest lepsza w trzy, cztery osoby, ale i w duecie nie brak interesujących interakcji. Bo tutaj dochodzimy do wspomnianego braku litości. Każdy gracz zaczyna samotnie, jako przywódca ocalałych i grupuje wokół siebie ludzi, którzy z kolei będą wykonywali jego polecenia. Waga jego decyzji przekłada się często na ich życie, tym samym bardziej bezmyślny, albo po prostu pechowy dowódca może stracić wszystko przed upływem piętnastu rund. Pamiętać bowiem należy, że przeciwko sobie ma nie tylko człapiące fale niepowstrzymanych żywych trupów, ale i pozostałych graczy.

Nie będę ukrywał, że uwielbiam od lat tematykę zombie, paradoksalnie zaś najmniej interesuje mnie serial „The Walking Dead”. Przyznaję też otwarcie, że zazwyczaj każdy film/książka/gra są żywymi trupami są dla mnie lepsze niż te bez nich. Nic więc dziwnego, że omawiany tytuł mnie zachwycił. Rewelacyjne wydanie, wspaniałe wykonanie, świetna rozgrywka i dużo naprawdę dobrej zabawy. Gratuluję zarówno Piotrowi Pieńkowskiemu, jak i wydawnictwu Fox Games.

Republika tv
Poprzedni

Filozofia kamieniowania

Dzika Banda
Następny

Emilios Solomou - Literatura z Cypru, ale nie z Chomika [wywiad]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz