Gry i... 

Battlestar Galactica: gra planszowa

W popkulturze, zupełnie jak w świecie biznesu, sukces marki doprowadza do zjawiska zwanego franczyzą. Na bazie pierwotnego produktu powstają odgałęzienia bliżej lub dalej z nim związane. Dobrym przykładem jest tu serial „Battlestar Galactica”, a konkretnie jego odświeżona wersja. Z telewizyjnego hitu wyewoluowały wpierw filmy, a następnie gry komputerowe. Powstała również nowoczesna gra planszowa.

„Battlestar Galactica: gra planszowa” to produkt niekoniecznie nowy, ale wciąż żywy. Po chwilowym zawieszeniu linii przez Fantasy Flight Games w tamtym roku wydany został kolejny dodatek, już trzeci. W Polsce dystrybucją oraz tłumaczeniem zajęła się firma Galakta.

BSG to gra kooperacyjna z motywem zdrajcy. Aby być ścisłym – gracze prowadzą postacie ludzkie, bądź znanych z serii Cylonów, czyli zbuntowane androidy, których zadaniem jest wybić tych, którzy przetrwali nuklearny holocaust. Niedobitki zebrały się na tytułowym statku, by ucieć i przeżyć. Gracze współpracują więc ze sobą, ale wśród nich znajdują się podwójni agenci, pozostający w ukryciu, dążąc do totalnej anihilacji.

Nikt więc nie wie, kto jest kim. W atmosferze ciągłego napięcia i zaszczucia Galactica zmaga się z losowanymi co turę każdego gracza kryzysami. Tak jak w serialu, tak w grze, nie można mieć wszystkiego. Zasoby się kurczą, wroga flota siedzi na ogonie, dokonują się abordaże okrętu, a ekipa oskarża siebie wzajemnie, co nie ułatwia zadania. Ktoś ląduje w areszcie, ktoś prowadzi brudną politykę, żołnierze nie wywiązują się ze swoich zadań, a Cyloni w końcu triumfująco (bądź nie) zrzucają maski, by otwarcie występować przeciw wszystkim.

Nie jest celem tej recenzji opisywać mechanikę gry (tak jak nie jest celem recenzji książkowej opisywać fabułę książki), ale wrażenia z zabawy, a te są doskonałe. Choć na sporej planszy (elementy gry wykonane są perfekcyjnie, estetycznie i z zachowaniem klimatu serialu) dzieje się wiele, rozgrywka toczy się przede wszystkim nad nią. Uczestnicy muszą ze sobą współpracować, ale nikt nie może nikomu zaufać. Alianse są więc chwilowe, knucia zaś ciągłe. Cyloni muszą być sprytni, aby nie zostali zbyt wcześnie wykryci, ludzkość powinna minimalizować straty. Bo jeśli ktokolwiek myśli, że będzie łatwo, grubo się myli.

Wyśrubowany poziom trudności sprzyja tworzeniu się wielu emocji. BSG jest zabawą, ale stanowiącą wyzwanie. Sytuacja co chwilę jest na ostrzu noża, konieczne staje się zatem zrozumienie powodów innych graczy. Kryzysy losowane co tura każdej osoby dotyczą wszystkich, nie ma więc syndromu oczekiwania na swoją kolej. BSG jest w stanie naprawdę stworzyć atmosferę kooperacji i wywołać autentyczną obawę o losy rozgrywki. To wspólne narady, rzucane oskarżenia o zdradę są solą tej gry. W żadnej innej grze planszowej nie jest to tak bardzo widoczne.

Jest kilka minusów w tej arcyciekawej pozycji. Po pierwsze gra nie skaluje się odpowiednio przy pewnej liczbie osób. Ideałem jest pięciu przy stole. W innym przypadku jest albo za mało, albo za dużo i do puli ludzi oraz Cylonów dołącza Sympatyk, który jest kolejną, naprawdę zbędną rolą do odgrywania. Radość z rozgrywki psuje również wysoki próg wejścia – aby nauczyć się gry trzeba poświęcić trochę czasu, a i tak początek wydaje się bardzo chaotyczny. Sytuacji nie rozwiązują dodatki do gry podstawowej, które niekoniecznie dodają najmądrzejsze rozwiązania. Absolutnie konieczny dla tych, którzy samym BSG się znudzili (są tacy?) jest „Pegaz”, który dodaje planszę dodatkowego Battlestara, nowe postacie oraz karty zdrady (ale głównie plastikowe Baseshipy bez których autor już nie wyobraża sobie w ogóle zasiadania do partyjki).

Cena za taką zabawę jest odpowiednio wysoka, ale odpowiednia. Nie dostajemy bowiem gry jako takiej, ale prawdziwą interakcję między tymi, którzy do niej zasiadają. Dlatego BSG zasługuje na najwyższą ocenę.

Hachette
Poprzedni

Ród M [recenzja]

Następny

We Serve No One

Emil Strzeszewski

Emil Strzeszewski

Emil Strzeszewski – rocznik 85. Urodzony w święto niepodległości w Łomży. Obecnie warszawski słoik z duszą olsztyńską i sercem ostrołeckim. Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Kolejna powieść „Ród” ukazała się nakładem wydawnictwa Genius Creations. Jego pasją jest zapisywanie się na boks, od lat bezskuteczne.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz