Gry i... 

Bitwa o Tortugę – piraci na planszy [recenzja]

Wydawnictwo Fox Games nie przestaje zachwycać kolejnymi tytułami prezentowanymi w swojej ofercie. Nie inaczej jest z wydaną niedawno „Bitwą o Tortugę”, która z miejsca może startować do miana jednej z najlepszych gier roku.

Fabularnie tytuł został osadzony w XVI wieku, w trakcie największej ekspansji pirackich eskapad, rozgrywających się na morzach należących do króla Hiszpanii. To właśnie na Karaibach, w okolicach tytułowej wyspy przyjdzie dwójce graczy stoczyć morskie bitwy, opowiadając się po jednej ze stron: piratów lub Hiszpanów. Technicznie zaś gra okazuje się zaskakująco prosta i… ekscytująca.

Standardem w przypadku Fox Games jest wyjątkowe wydanie. Nie inaczej jest w tym przypadku. W pięknym pudełku, ozdobionym charakterystycznymi grafikami Macieja Szymanowicza znajdziemy niewielką planszę i dwanaście dużych drewnianych pionków, które musimy ozdobić samodzielnie dwudziestoma czterema naklejkami. Z jednej strony naklejamy więc wizerunek statku, z drugiej morskich fal. I tak oto jesteśmy gotowi do bitwy morskiej.

Zasady są proste. Każdy z graczy dysponuje sześcioma okrętami. Mamy po dwa jednomasztowce, dwa dwumasztowce i dwa trzymasztowce. Ilość masztów określa możliwość ruchu. Jednomasztowce mogą płynąć tylko do przodu, dwumasztowce na skosy, trzymasztowce zarówno do przodu, jak i na boki. Ilość masztów przekłada się też na ilość punktów za dany statek. Rozkładamy pionki wierzchem do góry na całej planszy, tak by zakryć każde wyznaczone pole. Naszym zadaniem jest odkrywać poszczególne okręty, jednocześnie eliminując statki wroga. Każdy gracz ma w swojej turze do wykonania jeden ruch: a) odkrycie okrętu, b) ruch według wskazówek c) obrót statku o 90 stopni lub d) zbicie wrogiego okrętu. W zasadzie ruch b i d wiążą się ze sobą, ale czasem lepiej uniknąć „abordażu” by samemu nie wpakować się na minę. Tu dochodzimy więc do sedna rozgrywki.

Krótki czas rozgrywki sprawia, że nawet odniesiona porażka raczej zachęca do szybkiego rewanżu niż ciśnięcia planszy w kąt, a sam tytuł rewelacyjnie sprawdza się zarówno jako gra dla dzieci, jak i  dorosłych.

Projektantami gry są dwie osoby, Madoka Kitao i Hiroki Kaneko, oboje zasłużeni już na polu tworzenia planszówek, szczególnie tych z okolic shogi. Pewne zasady odnajdziemy i tutaj, w gruncie rzeczy mamy jednak do skrzyżowania uproszczonej wersji szachów z warcabami. Proste zasady pozwalają szybko odnaleźć się przy planszy nawet najmłodszym graczom (testowałem na kilkulatkach poniżej wymaganego tutaj wieku 7+), a abstrakcyjne myślenie dostarcza im tutaj niemałej rozrywki. Starsi gracze, szczególnie dorośli, mogą narzekać na pewną losowość w odkrywaniu pionków, co może doprowadzić do irytujących sytuacji, że ułatwiamy zadanie przeciwnikowi. I tutaj dochodzi element strategiczny, bo okazuje się, że czasem zamiast wypatrywania nowych okrętów (jak w grze nazywa się odkrywanie kolejnych pionków) lepiej jest zarządzać tymi, które są już dostępne, przewidywać ruchy gracza i obracać je na swoją korzyść. Krótki czas rozgrywki sprawia, że nawet odniesiona porażka raczej zachęca do szybkiego rewanżu niż ciśnięcia planszy w kąt, a sam tytuł rewelacyjnie sprawdza się zarówno jako gra dla dzieci, jak i przerywnik, czy po prostu umilacz czasu w spotkaniach dorosłych. Po miesiącu testowania tytułu w różnych warunkach i grupach wiekowych mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to gra, do której będzie się często wracało i na długo zostanie w pamięci, szczególnie tych młodszych graczy. Malkontenci będą narzekać na losowość i dość abstrakcyjne myślenie (w zasadzie klimat piracko-historyczny jest tu tylko dodatkiem, równie dobrze mogłyby tu się znaleźć dowolne frakcje w dowolnym klimacie), ja jednak zdecydowanie uznaję „Bitwę o Tortugę” za jedno z najciekawszych zaskoczeń roku. Świetna gra.

ronaldo_xlg
Poprzedni

Ronaldo - bóg futbolu i król próżniaków [recenzja]

Marvel
Następny

Przewodnik po Mrocznej Wieży w świecie komiksu

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz