Gry i... 

Pociągi Europa

Są gry, od których można znakomicie rozpocząć przygodę z planszówkami nie ryzykując, że dziecko zniechęci się poziomem trudności, czy zbyt częstą przegraną. A jeśli przy okazji się czegoś jeszcze nauczy, to już w ogóle możemy mówić o grze perfekcyjnej. Czy taką jest „Pociągi Europa”?

Niektórzy gracze zaraz zaczną się zastanawiać, czy tytuł ma coś wspólnego z „Wsiąść do pociągu: Europa”? Dyplomatycznie odpowiem – i tak, i nie. Obie bowiem wywodzą się od wspólnego mianownika, jakim jest zapomniana już trochę „Trans America” i jej wariacja, „Trans Europa”. O co więc chodzi? O połączenie liniami kolejowymi pięciu miast, rozmieszczonych w pięciu różnych krańcach kontynentu. Wygrywa gracz, któremu uda się to zrealizować jako pierwszemu. W gruncie rzeczy, nic trudnego, ale ile przy tym zabawy!

Rozgrywka toczy się na bardzo ładnie wykonanej planszy (co jest w gruncie rzeczy standardem w wydawnictwie Fox Games) przedstawiającej mapę Europy. Całość jest podzielona na identyczne, trójkątne obszary, których boki stanowią miejsce, na których gracze będą kładli swoje tory. Na planszy zaznaczono również trzydzieści pięć europejskich miast, podzielonych na pięć różnych kolorów. Gracze na początku gry losują po jednej karcie z każdego koloru, a ich zadaniem jest połączyć wszystkie „swoje” miasta. Każdy gracz dysponuje torami tej samej barwy, w swojej kolejce może położyć dwa tory, względnie jeden, jeśli trasa przebiega przez trudniejszy obszar jak góry, czy rzeki. Ważny jest przede wszystkim element tego samego koloru, bowiem w miarę rozgrywki, można się podłączać pod trasy innych graczy i wykorzystując moment ich nieuwagi zdobywać swoje cele ich kosztem i trudem. W wersji trudniejszej każdy z graczy otrzymuje kilka torów własnej barwy, co pozwala mu skutecznie blokować innych, bowiem tylko on może z nich korzystać na trasie, tak więc wymusza na pozostałych objazdy i trochę więcej kombinowania. Po zakończonej turze, a więc momencie, gdy jeden z graczy połączył wszystkie pięć miast, podlicza się punkty karne. Rozgrywka kończy się w momencie, gdy ktoś zdobędzie ich dwanaście, jeśli jest mniej, rozpoczyna się druga, czasem trzecia i czwarta tura. Czas zabawy to maksymalnie trzydzieści minut, pod warunkiem, że w rozgrywce bierze udział kilka osób (górny próg to sześć, najlepsza zabawa jest przy co najmniej trzech, ale i w dwójkę można się naprawdę nieźle pobawić). Wszystko jest tu intuicyjne, tory układamy niczym zapałki, co nie sprawia kłopotu nawet najmłodszym graczom. Zalecany wiek od ośmiu lat jest nieco wygórowany, miałem okazję testować grę na znacznie młodszych pociechach i oni również świetnie odnaleźli się w zabawie, przy okazji ucząc się co nieco o miastach Europy i ich położeniu na mapie. A wierzcie mi, w dzisiejszych czasach nie jest to już tak często spotykana umiejętność u dziesięcio-, a nawet dwunastolatków. Tak, testowałem grę na dzieciach, zarówno swoich prywatnych, jak i tych z prowadzonego przeze mnie Staropolskiego Klubu Fantastyki i Gier Planszowych.

Odpowiadając więc na pytanie postawione na wstępie – tak! „Pociągi Europa” są grą idealną, ale pamiętać należy o tym, że to perfekcyjna planszówka dla młodszych graczy, przy której doskonale będą bawili się zarówno rodzice, jak i ich dzieci, nawet jeśli do tej pory nie mieli styczności z tego typu grami. Dlatego dla rodzinnej rozrywki propozycja Fox Games jest niemalże obowiązkowa, bardziej wymagający gracze, szukający więcej kombinacji i wyzwań w tym temacie niech sięgną po „Wsiąść do pociągu: Europa”. Ale tu znów wygrywają „Pociągi Europa”, dwa razy tańsze od konkurenta…

Niebieska Studnia
Poprzedni

Fight Club #0 [recenzja]

MAG
Następny

Trylogia Ciągu [recenzja] [książka] [sci-fi]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz