Gry i... 

Rise of the Tomb Raider – legenda wiecznie żywa [recenzja]

Dwadzieścia sześć gier, około osiemdziesięciu komiksów, osiem książek i dwa filmy. To tylko zebrane z internetu (i kto wie, czy pełne) statystyki, ale mówiące jedno: Lara Croft to ikona elektronicznej rozgrywki, a jej wpływ na zaistnienie gier w świadomości masowych odbiorców jest nie do przecenienia.
Obok zbieractwa możemy zabawić się w plądrowanie rozsianych tu i tam na mapie grobowców, czy  podejmować zadania poboczne – oprócz głównego wątku fabularnego, rzeczy do roboty jest tu więc naprawdę sporo.

Kiedy w 2013 roku działające pod patronatem Square Enix, Crystal Dynamics pokazało światu odrestaurowaną odsłonę przygód pani archeolog, musiała nastać medialna burza. „Tomb Raider”, oprócz restartu fabularnego, wywracał do góry nogami dotychczasowy model rozgrywki, spychając charakterystyczny dla serii element zręcznościowy na margines, wzorem konsolowego „Uncharted” stawiając na filmową efektowność oprawy. Mimo sporego grona przeciwników takiego podejścia, gra okazała się sukcesem – dużym na tyle, by z miejsca zaczęto dłubać przy kontynuacji. W taki sposób, w końcówce 2015 roku na konsolach, a na początku 2016 również na PC, zawitał jej pełnoprawny sequel – „Rise of the Tomb Raider”.

Historia w jakiej przyjdzie nam uczestniczyć, rozpoczyna się w kilka miesięcy po wydarzeniach na wyspie Yamatai. Lara której światopogląd realistki legł w gruzach, próbuje poskładać życie na nowo – jednak ciążąca na niej historia z dzieciństwa sprawia, że jedynym sposobem na odnalezienie spokoju ducha może być tylko rozprawienie się z własną przeszłością. Bohaterka postanawia więc podążyć śladem badań prowadzonych przez jej ojca, w ostatnich latach życia zafascynowanego zagadką nieśmiertelnej duszy. Wszelkie zgromadzone przez niego materiały, wskazują na istnienie tajemniczego kultu skupionego wokół niejakiego Proroka i dalej, mitycznego miasta Kitież, gdzie według legend może znajdować się źródło wiecznego życia. Ignorując ostrzeżenia, Lara wyrusza na wyprawę która zaprowadzi ją przez Syrię, do mroźnych i niedostępnych zakątków Syberii. A wyprawa będzie to wyjątkowo niebezpieczna, bo chętnych na poznanie zagadki nieśmiertelności jest więcej – w tym mający najwyraźniej coś wspólnego z tragiczną śmiercią Lorda Crofta, prowadzony przez demonicznego Konstantina Zakon Trójcy.lara4

Za historię w „Rise of the Tomb Raider” po raz wtóry odpowiada Rhianna Pratchett – która oprócz sławnego nazwiska, w świadomości graczy zdążyła do tej pory zaistnieć niekoniecznie pozytywnie. W najnowszych przygodach Lary scenariuszowi również daleko do bycia wybitnym – wszelakie fabularne twisty da się przewidzieć tu na kilometr, a fabuła to w zasadzie zlepek wszystkiego, co widzieliśmy już w kinie przygodowym. Uczciwie należy przyznać jednak, że trzyma się to kupy na tyle, by zapewnić nieustanny dopływ adrenaliny, bez krzywienia się na logikę wydarzeń. Co istotniejsze, „Rise of the Tomb Raider” zrywa z dyskusyjnym wizerunkiem bezbronnej dziewczyny, płaczącej po uśmierceniu jelonka – w „dwójce” panna Croft to z jednej strony ta sama, urocza dziewoja co poprzednio, ale przy okazji rasowy killer, potrafiący bez mrugnięcia okiem zdziesiątkować cały oddział żołnierzy. Z bardziej znaczących zmian, wypada wspomnieć też o przeniesieniu akcji na tereny dla serii zgoła nietypowe – Syberia i opuszczone radzieckie kompleksy to nie do końca lokacje, do których przyzwyczailiśmy się przez lata.Rise of the Tomb Raider 2

To w zasadzie tyle w kwestii nowości , bo sam  gameplay w porównaniu do pierwszej części pozostał w zasadzie nietknięty. Twórcy chwalą się co prawda wprowadzeniem cyklu dobowego, czy zmodyfikowaniem systemu walki, jednak realny wpływ tych rzeczy na rozgrywkę jest znikomy. Wciąż mamy do czynienia zatem z całkiem sporym (podobno nawet trzykrotnie większym niż w „jedynce”) półotwartym światem, w którym zabawimy się w podstawy survivalu. Podobnie jak wcześniej, będziemy skórowali zwierzęta, zbierali pożywienie i materiały służące do ulepszania  ekwipunku i szukali poukrywanych na mapie znajdziek. Nie zabrakło w grze również elementów RPG – Lara awansuje na kolejne poziomy, dzięki czemu możemy z biegiem czasu uzyskać dostęp do kilku całkiem interesujących umiejętności.

Generalnie więc, oprócz głównego wątku fabularnego, rzeczy do roboty jest naprawdę sporo – obok zbieractwa możemy zabawić się w plądrowanie rozsianych tu i tam grobowców, czy  podejmować zadania poboczne. Jeśli lubi się przechodzić gry od „deski do deski”, spokojnie można z Larą spędzić nawet do 40-50 godzin.

Niewiele zmieniło się także kwestii oprawy. „Rise of the Tomb Raider” to produkcja klasy AAA więc standardy audiowizualne muszą być wywindowane do granic – i najnowsza odsłona przygód Lary spełnia je z nawiązką. Grafika jest odpowiednio podrasowana (niektóre widoki są autentycznie przepiękne) a, muzyka dobrze podsumowuje rozgrywające się na ekranie wydarzenia. Wizualno-dźwiękową ucztę dopełniają wszelkie oskryptowane Quick Time Events i niekiedy szalenie efektowne, renderowane filmowe przerywniki. Szczęśliwie nie pociągnęło to za sobą jakiegoś drastycznego wzrostu wymagań sprzętowych (a jak wiemy, z konsolowymi konwersjami potrafi być różnie) i pobawić się w najnowszą odsłonę przygód Lary można również na kilkuletnim sprzęcie.

„Rise of the Tomb Raider” nie można określić inaczej, jak produkcją kompletną. Piękna oprawa audiowizualna, spory, otwarty świat z całą masą dodatkowych rzeczy do roboty, wreszcie niezła, wypakowana po brzegi akcją fabuła, stanowiąca wystarczający powód by dalej brnąć przez syberyjskie śniegi – wszystko jest tu na swoim miejscu. Jeśli więc podobała wam się pierwsza odsłona, kontynuację bierzcie w ciemno.

[Recenzja dotyczyła wersji PC – screeny bezpośrednio z rozgrywki.]

Wykop ten artykuł:

Nasza ocena

Bliska ideału 90%
Rise of the Tomb Raider. Platformy: PC (Steam), XONE/X360, PS4 (planowane). Producent: Crystal Dynamics (Cenega), 2015. Wymagania minimalne: Windows 7 64-bit, Intel Core i3-2100 lub odpowiednik AMD, GeForce GTX 650 lub Radeon HD 7770, minimum 2 GB pamięci lub inna karta z obsługą DirectX 11, 6 GB RAM, 25 GB wolnego miejsca.
90
Fox Games
Poprzedni

Gobblety - marchewkowe kółko i krzyżyk [recenzja]

Captain America
Następny

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów - rozmyty konflikt [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz