Gry i... 

Soma – prawdziwa perełka grozy [recenzja]

Pięć lat przyszło nam czekać na „SOMĘ”. Panowie z Frictional Games zdążyli już wcześniej wyrobić sobie markę najlepszych „przerażaczy” wśród deweloperów gier komputerowych, a ich najnowsze dzieło zapowiadało krok w nieco innym, zdecydowanie interesującym kierunku.
Jeszcze przed premierą Szwedzi zarzekali się, że scenariusz będzie jednym z najsilniejszych punktów SOMY. Nie kłamali.

Największe zmiany są widoczne już w pierwszych godzinach rozgrywki. W przeciwieństwie bowiem do osławionej „Amnesii”, SOMA jest znacznie bardziej nastawiona na odkrywanie kolejnych elementów historii, aniżeli straszenie gracza. Oczywiście nadal potrafi podnieść ciśnienie i wręcz wypełniona jest gęstym, mrocznym klimatem, jednak wywoływanie gęsiej skórki na plecach nie wydaje się tu być celem samym w sobie. Ktokolwiek oczekiwał mrożącego krew w żyłach, rasowego horroru, odejdzie zawiedziony.  Znacznie lepiej jest za to w warstwie fabularnej.

Jeszcze przed premierą Szwedzi zarzekali się, że scenariusz będzie jednym z najsilniejszych punktów SOMY. Nie ma co owijać w bawełnę. Nie kłamali. Historia przedstawiona tutaj, jest jedną z najlepszych interaktywnych opowieści wszechczasów. Powiem tylko tyle – nie spodziewałem się, że w dwa tygodnie po zakończeniu rozgrywki wciąż będę analizował aspekty przedstawionego mi dramatu.

W SOMIE wcielamy się w Simona Jarreta, młodego mężczyznę zmagającego się ze śmiertelnym urazem po wypadku samochodowym. Szukając sposobu na wyleczenie, zgłasza się na eksperymentalną terapię i… już wkrótce, zupełnie niespodziewanie ląduje na opuszczonej stacji badawczej  PATHOS-II. Miejsce ewidentnie nosi ślady niedawnej katastrofy. Korytarze giną w mroku, rozpraszanym co jakiś czas wątłą poświatą sygnalizacji alarmowej, a ze ścian zwieszają się zwoje podejrzanie organicznie wyglądających przewodów.

Co tu się wydarzyło? Jak i dlaczego trafiliśmy w to nieprzyjazne miejsce? To pierwsze pytania jakie pojawiają się nam w głowie. A to dopiero początek.

Twórcy postanowili bowiem wzbogacić historię o szereg filozoficznych, egzystencjalnych kwestii. Wybory jakie są przed nami co jakiś stawiane rodzą kolejne spirale pytań i wątpliwości. I gwarantuję, nie znajdziemy na nie jednoznacznych odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. W miarę zagłębiania się wraz z Simonem w otchłań oceanu, SOMA będzie uderzała w nas mocniej i mocniej, powodując coraz większe uczucie moralnego kaca. Trzeba przy tym przyznać, że dzieło Frictional Games unika tanich zwrotów akcji, pozwalając nam samym powiązać fakty i wysnuć wnioski, dzięki czemu, paradoksalnie, oddziałuje na wyobraźnię jeszcze intensywniej.

W kontrapunkcie do pasjonującej historii stoi mechanika rozgrywki. Biorąc pod uwagę poprzednie dokonania Frictional Games chciałoby się wręcz rzec – nihil novi pod słońcem. W głównej mierze będziemy tu eksplorowali opuszczone korytarze podwodnej stacji, co jakiś czas rozwiązując niezbyt skomplikowane (choć za każdym razem oryginalne) zagadki logiczne. Zdarzy się także kilka spotkań z co bardziej ruchliwymi – i przeważnie wrogo nastawionymi – elementami inwentarza. Weterenów horrorów spod znaku „hide and run” taki model rozgrywki nie będzie w stanie zaskoczyć, jednak widać lata doświadczeń i naturalnej ewolucji mechanizmów wprowadzonych przez Szwedów w ich wcześniejszych produkcjach.  Wszystkie elementy współgrają ze sobą bowiem perfekcyjnie, będąc integralnymi częściami historii.

Technikalia również stoją na odpowiednio wysokim poziomie –  o ile pierwsze chwile mogą wywoływać lekki zawód nad jakością grafiki, tak później – od momentu w którym trafimy na PATHOS II – jest tylko lepiej. Udźwiękowienie to z kolei najwyższa półka. Jeśli dysponujemy odpowiednim sprzętem, nie raz będziemy z niepokojem oglądali się za siebie. Praktycznie wszystko, poprzez niepokojącą muzykę, dźwięki otoczenia, parę syczącą z rur w najmniej odpowiednich momentach, czy odległe odgłosy czających się w mroku kreatur, potęguje nieustające poczucie zagrożenia. Bardzo dobrze wypadli też aktorzy. Konwersacje bohaterów, nie dość że świetnie napisane, brzmią bardzo profesjonalnie, w odpowiednich momentach umiejętnie rozładowując napięcie.

Czy SOMA ma w ogóle wady? Po prawdzie, jestem w stanie dopatrzyć się  dwóch – stosunkowo kiepska optymalizacja na słabszych komputerach i okazyjnie zbugowny pathfinding adwersarzy. Raz czy dwa zdarzyło mi się, że jakiś niemilec zablokował się w kluczowym miejscu, uniemożliwiając przejście dalej. Po wczytaniu stanu gry problem znikał, jednak potrafiło to dość skutecznie zepsuć klimat.

Należy jednak przy tym nadmienić, że nie są to w żadnym wypadku błędy dyskwalifikujące produkcję, a skore do słuchania opinii graczy studio zdążyło już opracować pierwszą łatkę.

Pytanie jakie należy postawić sobie na koniec, pozostaje zawsze takie samo: Czy warto?

Dawno nie było łatwiejszej odpowiedzi. SOMA to tytuł w który po prostu trzeba zagrać. Mimo drobnych potknięć, Szwedzi sprezentowali nam prawdziwą perełkę. Nie ulega wątpliwości, że mamy przed sobą dopracowaną pod względem technicznym, dojrzałą i ambitną produkcję, która zadowoli nie tylko zwolenników mrocznego science fiction, ale fanów pasjonujących historii w ogóle.

Warner Bros
Poprzedni

Piotruś. Wyprawa do Nibylandii - nieprzemyślany eksperyment [recenzja] [ film]

Dailymotion
Następny

Jean-Michele Jarre - Show, lasery i muzyka [wywiad]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz