Gry i... 

Stasis – bezkresna, lodowata przestrzeń [recenzja]

„Bez rodziny, człowiek, sam na świecie, drży z zimna” – takim cytatem André Mauroisa rozpoczyna się Stasis, kolejna ufundowana przez kickstarterową zbiórkę niezależna produkcja. Jak się okaże, słowa francuskiego pisarza będą rezonowały przez całą opowiedzianą w grze historię, czasem bardziej, niż moglibyśmy tego chcieć.

Nad orbitą Neptuna powoli przesuwa się Groomlake, olbrzymi statek badawczy. Pomieszczenia wewnątrz metalowego korpusu giną w mroku, na podłodze widać ślady oleju i krwi, a w komorach hibernacyjnych unoszą się martwe ciała. Wszystko wskazuje na to, że katastrofa jaka niewątpliwie miała tu miejsce, rozegrała się całkiem niedawno i cokolwiek ją spowodowało, w dalszym ciągu może czaić się w mroku.

W takich okolicznościach z kriogenicznego snu wyrwany zostaje główny protagonista gry, John Maracheck. Bohater pamięta jedynie tyle, że wraz z żoną i córką podróżował prywatnym okrętem na Tytana. Jak więc znalazł się w tym nieprzyjaznym miejscu? Czy na Groomlake znajduje się jego rodzina? Żeby znaleźć odpowiedź na te i wiele innych pytań, mężczyzna będzie musiał wyruszyć w wędrówkę do samego serca ciemności.

Twórcy odwołują się w swojej grze do absolutnych klasyków horrorów science fiction, pokroju „Obcego”, czy „Ukrytego Wymiaru” przemycając przy tym wystarczająco wiele własnych idei, by nawet wyjadacze gatunku śledzili wydarzenia z zainteresowaniem.

Fabuła „Stasis” to niewątpliwie olbrzymi atut produkcji składającego się z dwójki braci-programistów studia The Brotherhood Games. Christopher i Nicolas Bishoffowie odwołują się w swojej grze do absolutnych klasyków horrorów science fiction, pokroju „Obcego”, czy „Ukrytego Wymiaru” przemycając przy tym wystarczająco wiele własnych idei, by nawet wyjadacze gatunku śledzili wydarzenia z zainteresowaniem.

Historię będziemy poznawali głównie poprzez porzucone tu i ówdzie dzienniki załogantów i kilka wyreżyserowanych na silniku gry scen. I choć jest to przeżycie raczej z gatunku tych jednorazowych, trzeba przyznać że pewne momenty – jak choćby przeprowadzanie operacji na samym sobie, czy spotkanie z córką – potrafią wryć się w pamięć na długie godziny. Nad całością unosi się też właściwy dla tego typu produkcji, gęsty klimat zaszczucia i beznadziei, co sprawia, że pod względem intensywności przeżyć, „Stasis” to obok SOMY, jedna ciekawszych gier ostatnich miesięcy.

Gameplayowo produkcja braci Bischoffów jest ukłonem w stronę tradycyjnych przygodówek point’n’click w rzucie izometrycznym, pokroju „Sanitarium” (twórcy zresztą nie ukrywają inspiracji tym tytułem). Za pomocą myszy wskazujemy bohaterowi w którą stronę ma się udać, po drodze penetrując zakamarki statku w poszukiwaniu przedmiotów niezbędnych do rozwikłania kolejnych zagadek.

Te szczęśliwie nie są przesadnie trudne, choć nie udało się w kilku miejscach uniknąć głównej bolączki tego typu tytułów, czyli logiki wykorzystania poszczególnych znajdziek. W trakcie gry okazuje się, że określone przedmioty można łączyć ze sobą w różne konfiguracje, co sprawę dodatkowo komplikuje i z reguły kończy się chaotycznym klikaniem wszystkiego na wszystkim. Szczęśliwie, choć potrafią napsuć krwi, takie sytuacje zdarzają się sporadycznie.

Całkiem nieźle gra prezentuje się również od strony technicznej. Stanowiący tu kombinację 2D i 3D rzut izometryczny może na pierwszy rzut oka nieco trącić archaizmem, ale plansze są zaprojektowane z pomysłem i odpowiednim rozmachem, a poszczególne grafiki pomieszczeń statku mogą wręcz zachwycić bogactwem szczegółów. Pod względem grafiki, przyczepić można jedynie się do stosunkowo słabej widoczności możliwych do zebrania przedmiotów, co momentami niepotrzebnie spowalnia rozgrywkę.

Bardzo dobrym ruchem było również zaangażowanie przy produkcji Marka Morgana, kompozytora znanego ze ścieżek dźwiękowych do kilku części słynnego „Fallouta”. Muzyka pojawia się w decydujących momentach i umiejętnie zagęszcza atmosferę.

„Stasis” nie zawodzi pokładanych w niej nadziei. I choć w żaden sposób nie można określić jej miarą rewolucyjnej, to wciąż bardzo solidnie zrealizowana, niezależna produkcja ze znakomitą fabułą, która z pewnością usatysfakcjonuje fanów poważniejszego science fiction.

Grę można pobrać w wersji polskiej, z serwisów Steam i GOG.

Disney
Poprzedni

Daniel Gerson - zmarł tata Sulleya i Wazowskiego

Egmont
Następny

Star Wars Legendy: Mroczne Imperium - odważnie i sugestywnie [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz