Gry i... 

Sztuka wojny – gra Idealna dla strategów [recenzja]

Każdy człowiek, choć minimalnie interesujący się historią, słyszał o Sun Tzu i jego wiekopomnym dziele: „Sztuka Wojny”. Teraz, dzięki wydawnictwu Fox Games, mamy okazję wcielić się w genialnego stratega i zawalczyć o dominację nad Chinami w trakcie świetnej gry planszowej.

Jak to zwykle bywa, w przypadku wspomnianego wydawnictwa, mamy do czynienia z naprawdę znakomitym produktem, który zachwyca już wizualnie. Wykonanie stoi na naprawdę światowym poziomie i w żaden sposób nie ustępuje największym wydawcom na rynku. W pudełku ozdobionym klimatyczną ilustracją autorstwa Tomasza Larka, znajdziemy czterdzieści stylizowanych kart akcji, pięć kart zdarzeń, dziesięć wskaźników punktów (jak wykonanych!), dwie figurki (Sun Tzu i cesarza Shao) oraz czterdzieści dwie figurki oddziałów wojska, które rozstawiamy na niewielkiej, ale świetnie oddającej realia planszy. Już sam wygląd rozstawionej gry sprawia, że w każdym chłopcu/mężczyźnie zbudzi się domorosły strateg.

Gra zmusza do taktycznego myślenia, czasem poświęcenia, wręcz podłożenia się w kilku sytuacjach, by potem przejść do zaskakującego kontrataku.

Sama rozgrywka to klasyczna rozgrywka w stylu „teritory control”, gdzie musimy zdobyć władzę nad pięcioma prowincjami w ciągu dziewięciu rund rozgrywki. W wersji podstawowej obaj gracze mają takie same zasoby: ilość wojska, karty rozkazów. W wersji zaawansowanej dochodzą generałowie, którzy stwarzają nowe możliwości rozgrywki. Trudno więc się grą znudzić, bowiem ciężko tutaj o powtarzalność. Każda runda składa się z fazy planowania (gdzie przydzielamy karty do każdej z prowincji), fazy bitwy (gdzie rozpatrując karty i zawarte na nich liczby oceniamy wynik starcia). Niestety, nie wszystkie karty wracają na naszą rękę po użyciu, trzeba więc starannie planować, kiedy użyć najsilniejszych, bo mogą być później bardzo potrzebne. Wynik bitwy (czyli różnica punktów) świadczy o ilości wojska, które możemy wprowadzić do danej prowincji. Co trzy rundy następuje zliczenie punktów (liczby wojsk na danym terenie). Prostą rozgrywkę gmatwa fakt, że musimy również uważać, ile oddziałów wprowadzamy w dane miejsce, bowiem muszą się one przemieszczać, a przeciwnik w każdej chwili może zagrać silniejszą kartę (na przykład z bonusem +1, co pozwala mu wygrać każde starcie, niezależnie od siły naszej armii). Dodatkowo dysponujemy choćby kartą plagi, która pozwala zdziesiątkować oddział bez użycia siły. Całość kontrolują dwie figurki – srebrna i złota. Pierwsza wskazuje czas rozgrywki, druga zdobyte punkty. I gra, mimo swych prostych zasad, okazuje się wymagająca, jest również bardzo dynamiczna i całe starcie może zająć góra trzydzieści minut.

Przyznam, że początkowo miałem pewne obawy związane z tym tytułem, który zobowiązywał do strategicznego myślenia, a po zapoznaniu się z instrukcją stwierdziłem, że w gruncie rzeczy całość opiera się na odgadywaniu zagrań przeciwnika i blefowaniu własnych posunięć. Tak jest rzeczywiście, ale czyż nie na tym polega tytułowa sztuka wojny? Musimy przewidywać kroki przeciwnika i jednocześnie starać się go wyprowadzić w pole, a przy różnorodnych formach rozgrywki nie jest to wcale takie proste, jak może się z pozoru wydawać. Gra zmusza do taktycznego myślenia, czasem poświęcenia, wręcz podłożenia się w kilku sytuacjach, by potem przejść do zaskakującego kontrataku. Losowość zdarzeń, wiele możliwych strategii sprawiają, że jest to tytuł godzien polecenia nie tylko tym, którzy lubią historię, ale i kreatywne myślenie z dozą ryzyka. Nie jest to tytuł dla wszystkich, ale ktokolwiek marzył o sprawdzeniu się w roli taktyka, ma świetną okazję.

Studio JG
Poprzedni

Monster Musume #1 - Legendy, cycki i zero fabuły [recenzja] [manga]

Fox
Następny

Najgorsze ekranizacje komiksów

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz