Gry i... 

Zombicide

Planszówka „Zombicide” zaczęła się jako projekt na Kickstarterze. Jej twórcy potrzebowali 20 tysięcy dolarów na produkcję – podzielili się swoim pomysłem ze światem i zebrali… ponad 780 tysięcy. Wcale mnie nie dziwi, że tylu graczy wyczuło jej potencjał i chciało w nią zainwestować.

Do tej pory miałem do czynienia z trzema grami planszowymi poświęconymi tematowi zombie apokalipsy i właśnie ten tytuł najlepiej oddaje klimat narastającej grozy wynikającej z inwazji żywych trupów (pozostałe dwa tytuły, jeśli kogoś to interesuje, to „Mall of Horrors” i „Last Night on Earth”).

„Zombicide” doczekał się polskiej edycji, wydanej nakładem Black Monk Games, a kwestią czasu jest, kiedy ukażą się dostępne już na Zachodzie dodatki do gry – „Prison Outbreak”, „Toxic City Mall” oraz pomniejsze rozszerzenia.

O co chodzi w grze? Przede wszystkim o przetrwanie, ale również o zrealizowanie pewnych celów, różnych w zależności od wybranego scenariusza. „Zombicide” należy do gier kooperacyjnych, czyli takich, w których gracze współpracują ze sobą, a ich przeciwnikiem jest plansza. W rozgrywce może brać udział maksimum sześć osób – warto zaznaczyć, że można w nią również zagrać samemu, jeśli akurat nie ma towarzystwa pod ręką.

Zasady są intuicyjne i stosunkowo łatwe do opanowania (szczegóły warto czasem sprawdzić w instrukcji, ale w krótkim czasie można nabrać wprawy). Miłośnikom planszówki „Posiadłość Szaleństwa” („Mansions of Madness”) może być jeszcze łatwiej, gdyż niektóre rozwiązania są wspólne dla obu tytułów. Mamy do wyboru sześć postaci, każda ze swoją historią, nieco innym zestawem umiejętności i schematem rozwoju. Wraz z liczbą wyeliminowanych żywych trupów rośnie doświadczenie bohaterów, ale także płynnie zwiększa się poziom trudności. I właśnie tu robi się szczególnie ciekawie – po niewinnym, usypiającym czujność początku, wkrótce na planszy robi się gęsto i gdy widzimy zbliżające się nieubłaganie do naszych bohaterów dziesiątki żywych trupów, zaczynamy rozumieć, co czują bohaterowie horrorów osaczeni przez hordy żądne ich mięsa. Na planszy robi się gęsto, pojawiają się też twardsi zawodnicy jak Spaślaki i Paskudztwo, czy szybsi od przeciętnego zombiaka Łowcy. Mechanika gry znakomicie odzwierciedla naturę zombie – ślamazarność, bezmyślność i żarłoczność, ale także nieustępliwość i groźbę wynikającą z samej liczebności.  Żywe trupy można rozwalać bronią, rozjeżdżać samochodami, hałasować, aby odwrócić ich uwagę… Możliwości jest wiele, ale wciąż trzeba się mieć na baczności, gdyż każdy błąd, a nawet odrobina niefartu, mogą się skończyć tragicznie.

Całość została starannie wykonana i chociaż wysoka cena (309 złotych) może wystraszyć, to długie godziny spędzone nad „Zombicide” i dodatkowymi scenariuszami, które można za darmo ściągnąć ze strony polskiego i zachodniego wydawcy lub stworzyć samemu, sprawiają, że gra jest świetną inwestycją.

Poprzedni

Dream Theater

Neptune Pink Floyd
Następny

Nick Mason i jego Pink Floyd

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski (JeRzy) - redaktor, dziennikarz, okazjonalnie pisarz i tłumacz. Członek Klubu Tfurców. Członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Niegdyś redaktor magazynów „Kruk” i „Magia i Miecz” oraz tygodnika internetowego „GameStar”. Był współscenarzystą cyklu programów dla dzieci „Łowcy przygód” dla TVP1. W latach 2000-2002 współprowadził na antenie Radiostacji audycję „Dzikie Pola”. Jego opowiadania ukazały się m.in. w magazynie „Fenix” (1997) oraz w antologiach „Niech żyje Polska, hura!, t.2” (2006) i „Wizje alternatywne 6” (2007). Obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz